**LARA**
— Więc… chyba poszło dobrze? — komentuję niezręcznie, otrzepując trawę z dłoni i udając, że moje nogi wciąż nie należą do kogoś innego. Cillian natychmiast potakuje. Nie jest to sztywne, zdystansowane skinienie, jakie serwuje profesorom. Ani to uprzejme, którego używa, gdy kogoś ledwo toleruje. To jest swobodne, luźne. Siedzi blisko mnie, opierając przedramiona na kolanach, i jest w nim m
















