Everleigh
Tego wieczoru niebo było zachmurzone, jakby miało z niego solidnie lunąć. Wiał wściekły wiatr, sprawiając, że drzewa kołysały się rytmicznie, a w powietrzu swobodnie unosiły się porwane z ziemi drobiny.
Minęły dwa dni, odkąd wróciliśmy z Pensylwanii, a ja siedziałam w salonie, wpatrując się przez okna i obserwując, jak wściekły był ten wiatr.
Dreszcze przebiegły mi po plecach, gdy chłód
















