Everleigh
Tego wieczoru niebo było ołowiane, jakby miało lunąć. Porywisty wiatr szarpał drzewami, a powietrze wirowało śmieciami.
Od powrotu z Pensylwanii minęły dwa dni. Siedziałam w salonie i patrzyłam przez okno na szalejący wiatr.
Przeszedł mnie dreszcz. Zimno przeszywało skórę.
Martwiłam się. Felix nie wracał z biura. Było dopiero po szesnastej, ale robiło się ciemno. Czułam zbliżającą się ka
















