Tylko głupiec patrzy Alfie Zavierowi w oczy, gdy ten mówi. Nie waż się mu przerywać, a jeśli jesteś dziewczyną omegą o imieniu Aysel, najlepiej się ukryć. Nauczyłam się tych sztuczek wcześnie. Wiedziałam, żeby nie podnosić wzroku, не wydawać z siebie dźwięku i stać się niewidzialną w tłumie, który wypełniał salę bankietową, by świętować Święto Księżyca.
Ale mi nigdy nic nie wychodziło. Gdy proszono mnie, bym zrobiła krok w lewo, lądowałam po prawej stronie, niezależnie od tego, czy zrobiłam krok w lewo, czy nie. Los działał w moim przypadku na opak. Jeśli siałam dobro, zbierałam nieszczęście.
To właśnie dlatego, usługując z opuszczoną głową i próbując stać się mniejszą, niż wskazywała moja drobna postura, potknęłam się o zgrabną nogę. Taca z winem wyfrunęła mi z rąk i z hukiem runęła na podłogę, rozbijając się – głośno – i rozlewając czerwoną zawartość na blade stopy córki Alfy, w samym środku jego przemowy. Uniosłam głowę i napotkałam spojrzenie Alfy Zaviera, a w tym momencie złamałam trzy najbardziej podstawowe zasady unikania lania.
W tej chwili – gdy nawiązałam kontakt wzrokowy z Alfą i przypieczętowałam swój los – Skylar, córka Alfy, wydała z siebie mrożący krew w żyłach krzyk, jakby potrzebowała tych dziesięciu sekund ciszy, by przetworzyć to, co zrobiłam. Rozlałam drogie wino na jej równie drogą, białą suknię do ziemi.
Gdy z moich ust padły przeprosiny, jej dłoń uderzyła mnie w głowę, odrzucając ją w prawo. Potem w lewo i znów w prawo. Biła mnie bez przerwy, a wszyscy gapili się z otwartymi ustami na to, co zrobiłam, dopóki Alfa nie odchrząknął i nie wezwał do porządku.
– Wystarczy, Sky. – Alfa Zavier, zwracając się do córki, patrzył na mnie. Jego oczy przepełniała głęboka nienawiść i ognisty gniew. Przełknęłam ślinę, obejmując dłońmi rozpalone policzki.
– Wcale nie. Ta mała suka zniszczyła mi suknię! – zawołała Skylar, jej słodki sopran uniósł się, gdy uderzyła mnie po raz ostatni. – Dlaczego jesteś o mnie taka zazdrosna? – znów krzyknęła, ponownie przyciągając uwagę wszystkich, mimo wezwania Alfy do porządku.
– Nie jestem – odpowiedziałam szeptem, z drżącymi rękami.
Oczy piekły mnie od łez, które powstrzymywałam, zamazując twarze wokół. Nie chciałam płakać – nie teraz. To tylko pogorszyłoby moje upokorzenie. Mówiłam sobie, że muszę czekać – czekać, aż zabiorą mnie na chłostę, kiedy strażnicy dadzą mi prawdziwy powód do płaczu, ale nie byłam silna. Moje wargi zadrżały, gdy łzy spłynęły mi po twarzy. Mrugałam szybko, by je odpędzić, ale im częściej mrugałam, tym szybciej płynęły.
Alfa Zavier dał znak komuś za moimi plecami, podczas gdy jego córka wyszła z sali z tupotem, odpychając ludzi na swojej drodze. Dwóch mężczyzn chwyciło mnie od tyłu, wywlekając z sali. Spojrzałam na nielicznych, którzy wciąż obserwowali unfolding dramatu, gdy Alfa wracał do swojej przemowy, a mięsień na jego szczęce drgał. Tylko jedna osoba spośród gapiów patrzyła na mnie z czymś innym niż pogardą w oczach, gdy strażnicy mnie odciągali.
Wrzucili mnie do ciemnego pokoju i zamknęli za sobą drzwi na klucz. Ten ciemny pokój należał do mnie. Sypiałam tu, miałam tu wszystkie swoje rzeczy – jedną torbę – w dni, gdy miałam jedzenie, jadałam tutaj i każdego dnia płakałam w tym samym pokoju.
Dwa miesiące temu spędziłam dwa tygodnie zamknięta w swoim pokoju, a w którymś momencie odcięto mi dostawę jedzenia. Głodowałam przez co najmniej pięć dni, ale tu na dole, w zimnej, wilgotnej piwnicy domu watahy, czas stawał się względny. Mogłam głodować tydzień albo dziesięć dni, nigdy nie było sposobu, by mieć pewność. Wszystko pogrążone było w mroku – o każdej porze dnia i nocy.
Klamka zachrobotała, gdy ktoś próbował wejść do środka. Drzwi często się zacinały i najczęściej wymagały użycia brutalnej siły, by je otworzyć. Skylar weszła ze swoim bratem i chłopakiem. Wszyscy troje mieli na ustach paskudne uśmieszki.
Mój wzrok na minutę zatrzymał się na chłopaku Skylar. Kilka lat temu Lucien był moim najlepszym przyjacielem. Mówiłam mu wszystko. Kochałam go jak najlepszego przyjaciela i kogoś więcej.
– Obiecaj mi, że nigdy się nie rozstaniemy. – Trzymałam go za rękę i patrzyłam na niego w noc przed rozpoczęciem liceum.
– Znowu zaczynasz z tymi swoimi słodkimi sentymentami. – Pocałował mnie w nos. Udawałam, że tego nienawidzę, ale rozgrzewało mi to serce. – Ja i ty na całe życie, Ay-babe.
– Ja, ty i Celeste – wspomniałam o mojej drugiej najlepszej przyjaciółce, co go rozśmieszyło.
– Jak sobie życzysz, laleczko. – Dźwięk jego śmiechu sprawiał, że uginały mi się kolana.
Kilka lat później odkryłam, że jesteśmy sobie przeznaczeni, więc spróbowałam zrobić dla niego coś miłego, wiedząc, ile mnie to będzie kosztować.
– Lucien… – Chciałam tylko zobaczyć jego uśmiech.
– Dla ciebie Beta Lucien – warknął, obejmując ramieniem Skylar. Alfa samica patrzyła na mnie z obojętnością na twarzy, ale z iskrą triumfu w oczach.
– Beta Lucien, czy możemy… czy możemy porozmawiać? – Patrzyłam, jak bawił się kosmykiem włosów Skylar, owijając go wokół palców.
– Możemy porozmawiać tutaj. – Ktoś za nimi zachichotał z jego drwiącego tonu. – Czego chcesz? Marnujesz mój czas. – Spojrzał na złoty zegarek na nadgarstku, by podkreślić swoje słowa.
Drżącymi rękami wyciągnęłam kwiaty, podczas gdy cała szkoła patrzyła z zapartym tchem. To był sekret, który dobrze strzegł, ale byłam jego najlepszą przyjaciółką, odkąd nosiliśmy pieluchy, i wiedziałam, że uwielbiał dostawać kwiaty. Ukrywał tę część siebie, ponieważ nie uważano tego za męskie, ale przy mnie nie musiał być męski.
– Kocham cię. – Otoczyły mnie głośne salwy śmiechu. Łzy napłynęły mi do oczu, gdy mój najlepszy przyjaciel i przeznaczony dołączył do szyderczego chichotu.
– Czas zapłacić. – Skylar uśmiechnęła się z wyższością, przywracając mnie do teraźniejszości. Zdjęła zniszczoną suknię i przebrała się w czarne szorty bojówki i czarną koszulę z długim rękawem i wycięciem w kształcie łezki.
– Na kolana – rozkazał Alfa Bethel, przyszły przywódca naszej watahy, ściągając mnie z mojego płaskiego łóżka. Uklękłam bez protestu, odwracając się do niego plecami. – Chodź ją przytrzymać, Lucien.
– Nie ma potrzeby mnie trzymać – mruknęłam. W głowie mi się zakręciło od ciosu, który spadł na nią od tyłu, gdy tylko odważyłam się odezwać.
– Zamknij się! – syknął Beta Lucien. Tego dnia nie tylko upokorzył mnie przed całą szkołą, ale także odrzucił mnie tej samej nocy.
– Nie możemy być sobie przeznaczeni. Jesteś brzydka, biedna i plamisz moją reputację. Byłbym szaleńcem, gdybym się z tobą związał. – To były słowa, które do mnie skierował, zanim mnie odrzucił.
– Nie będę… nie będę walczyć. – Cofnęłam się o krok, gdy Lucien się do mnie zbliżył. Najgorszą częścią przyjmowania chłosty było bycie przytrzymywaną przez Luciena. Nauczyłam się znosić bicie bez próby ucieczki, jak robiły to inne omegi, ponieważ gdy w grę wchodził Lucien, oznaczało to najwyższy ból. Miał nawyk duszenia, a łapanie powietrza, gdy na plecy spadały ciosy pasa, nie należało do przyjemności.
– Och, naprawdę? – Silna dłoń chwyciła moją szczękę z miażdżącą siłą, zmuszając mnie do spojrzenia w zimne, czarne oczy. Wszyscy w wataże Redville mnie nienawidzili, ale Lucien miał w swoim sercu specjalne miejsce na nienawiść do mnie, część umysłu poświęconą wymyślaniu sposobów na torturowanie mnie i sprawianie, bym żałowała, że się urodziłam, a wszystko dlatego, że go kochałam.
– W takim razie zdejmij ubranie. – Mrugnęłam. Łzy pociekły mi z oczu. Nie spodziewałam się tego, ale rozbawiło to Bethela. Stał się dla mnie szczególnie okrutny, odkąd zerwaliśmy naszą więź.
– C-co? – Przetarłam policzki, gdy przyszły alfa wciąż się śmiał. To, że nie będę walczyć, nie oznaczało, że chciałam się w ten sposób upokorzyć.
– Co z tobą, do cholery, nie tak, Lucien? Och, więc chcesz ją zobaczyć nagą? – zagrzmiała za nami Skylar. Poderwałam się, a dłonie Luciena opadły z mojej twarzy.
– Kochanie… – Jej krzyk przerwał jego miękki, przymilny ton.
– Nie mów do mnie „kochanie”! Przytrzymaj ją, skończmy z tym! – Zazdrość Skylar uratowała mnie przed upokorzeniem, ale rozzłościła Luciena. Przycisnął moją głowę w dół za kark, jedną ręką ściskając mi szyję, a drugą trzymając moje ręce.
Pas Bethela opadł z furią na moje plecy, wymuszając na mnie gwałtowny wdech. Wdech uwiązł mi w gardle, gdy Lucien zacisnął dłoń mocniej. Chciał mojej śmierci i wyglądało na to, że chciał jej dzisiaj. Pas opadł ponownie, a Lucien wciąż wyciskał ze mnie życie. Ale przy trzecim uderzeniu nie mogłam już dłużej milczeć. Zdławione słowa wylały mi się z ust, spadając wraz ze łzami i odrobiną śliny.
Pas spadał szybciej i mocniej, a Lucien zaciskał dłoń na mojej szyi coraz silniej. Moja wilczyca zaskomlała, fizyczny ból dotarł do niej, gdy mężczyźni mnie łamali.
– Dość – rozkazała Skylar. Bethel nie przestał od razu. Uderzył pasem jeszcze trzy razy po tym rozkazie. Byłam już wtedy wrakiem. Nie mogłam krzyczeć. Nie mogłam się szarpać, błagać ani walczyć. Obezwładnili mnie, jak chcieli, i rozerwali na strzępy, jak im się podobało.
Nawet gdy Lucien puścił, nie mogłam podnieść się ze stołu, na którym mnie pochylili. Moje ciało osunęło się na ziemię, gdy drżące nogi nie mogły mnie dłużej utrzymać.
Plecy mi krwawiły, gardło miałam zdarte, a oczy spuchnięte. Łapałam powietrze, teraz gdy mogłam go brać tyle, ile potrzebowałam, podczas gdy Bethel zapinał pas, a Lucien wycierał ręce w moją pościel.
– Następnym razem, gdy zechcesz mieć pecha, upewnij się, że nie ma mnie w pobliżu. – Słowa Skylar dobiegały z oddali, odbijając się echem w moich dzwoniących uszach. – Jesteś nie tylko głupia, ale też bezużyteczna. Naucz się znać swoje miejsce. – zakończyła.
– Pomyśleć, że próbowali przejąć władzę. – Bethel zaśmiał się swoim głośnym, odrażającym śmiechem. Skuliłam się w sobie, a łzy z pozycji, w której leżałam, spływały mi do uszu.
– Zawsze chciała tego, co mam. Paskudna mała kreatura. – Skylar cmoknęła językiem. – Zasługuje на kolejną chłostę za samo przywoływanie złych wspomnień. – Zacisnęłam mocno powieki. Nie przeżyłabym kolejnego lania. Nie przeżyłabym.
– Nie przetrwałaby kolejnego. Spójrz na nią – zadrwił Lucien. – Nie zasługuje na łatwą śmierć.
Nie zasługiwałam na nic z tego. Dlaczego kazali mi płacić za grzechy mojego ludu? Nic nie zrobiłam, by na to zasłużyć!
To było za brak szacunku, jaki okazałam Skylar. Jak poradzę sobie z gniewem Alfy, gdy nadejdzie? Przerwałam jego przemowę i ośmieliłam się spojrzeć mu w oczy.
– Pozostań żałosna – zamruczała Skylar. Wbiła swój but w bok mojej głowy. Było to mocne kopnięcie, które skradło światło z moich oczu.
„Może to dziś jest ten dzień, w którym umrę” – to była moja ostatnia myśl, gdy mój świat pogrążył się w czerni.