Z perspektywy Vesper
Wróciłam ze swojego rutynowego treningu około drugiej po południu. Od momentu, w którym weszłam do środka, czułam, że z domem jest coś nie tak. Było zbyt cicho, ale nie był to ten rodzaj spokojnej ciszy.
"Lyra! Wreszcie!" Mama pojawiła się w korytarzu, wygładzając spódnicę po raz chyba setny. Miała na sobie tę granatową, którą wyciągała z szafy tylko na mszę i pogrzeby.
Tata
















