Zabiłeś niewłaściwą Omegę

Zabiłeś niewłaściwą Omegę

Autor: Alistair Vesper

Zdrada na Pacyfiku
Autor: Alistair Vesper
30 lip 2026
Z perspektywy Vesper Słońce Pacyfiku idealnie padało na mój kryształowy kieliszek, zmieniając Cabernet w lśniącą kałużę świeżej krwi. Oparłam się o wypolerowany reling mojego jachtu, pozwalając oceanicznej bryzie targać moje włosy. Rzadka, ulotna chwila spokoju. – Alfo. – Głos szefa mojej ochrony zatrzeszczał w słuchawce. – Perymetr zabezpieczony. Dziesięć mil wokół nas nie ma nic poza otwartą wodą. – Zrozumiałam. Wzięłam powolny łyk. Pięć wyczerpujących lat. Pół dekady niekończącego się rozlewu krwi i wykalkulowanej polityki. Tyle było trzeba, by podbić czterdzieści dziewięć oddzielnych, zwaśnionych watah wilków i siłą zjednoczyć je pod jednym, potężnym sztandarem watahy Mglistej Rzeki. Niektórzy nazywali mnie bezlitosnym tyranem. Inni wizjonerką. Nie obchodziło mnie to. Robota została wykonana. Obserwowałam mewę pikującą ku kłębiącym się falom. Wtedy sprzęt komunikacyjny zamarł z ostrym piskiem. Głucha cisza. Moja dłoń powędrowała do Glocka w kaburze na biodrze, posłuszna wyrobionemu instynktowi bojowemu. Zanim moje palce zdążyły chociażby musnąć rękojeść, przez kadłub przetoczył się głęboki, głuchy łomot. Jacht zadrżał. Następnie uderzyło parapsychiczne sprzężenie zwrotne. Moja wrodzona więź z Watahą – mentalna nić łącząca mnie z tysiącami wilków – pękła bez ostrzeżenia. Oślepiający szum zalał moją czaszkę w miejscu, gdzie powinny rozbrzmiewać wyraźne głosy moich ludzi. Odcięcie uderzyło we mnie z pełną mocą. Zacisnęłam dłonie na relingu, walcząc z nagłą falą mdłości. Impuls elektromagnetyczny. Uderzyli w statek ładunkiem EMP. Wszystkie systemy elektroniczne na pokładzie uległy spaleniu. Systemy uzbrojenia, radar, łączność – wszystko padło. Ale zerwanie parapsychicznej więzi z Watahą? To wymagało czarnej magii takiego kalibru, który kosztował fortunę i zostawiał za sobą szlak trupów. Do tego profilu pasował tylko jeden wróg. Void-Out. Na niższych pokładach wybuchła strzelanina. Ostre trzaski karabinów szturmowych mieszały się z dzikimi warkotami i przyprawiającym o mdłości dźwiękiem rozrywanego ciała. Nie wahałam się. Przeskoczyłam przez reling, spadając o trzy poziomy w dół. Uderzyłam o główny pokład w kuckach, a moje zmysły zapłonęły. Ponura rzeczywistość zasadzki malowała się na polerowanej, tekowej podłodze. Pięciu moich elitarnych strażników leżało martwych, z klatkami piersiowymi rozerwanymi od precyzyjnych strzałów. Nad ich zmasakrowanymi ciałami stało ośmiu ciężko uzbrojonych łowców. Mieli na sobie czarny sprzęt taktyczny, twarze ukryte, a ich broń śledziła wejścia. Powietrze śmierdziało. Metaliczny posmak krwi mieszał się z olejem do broni i gryzącym, chemicznym smrodem bojowej odmiany tojadu. Pokrywał tył mojego gardła niczym kwas. Przywódca obrócił się w moją stronę. Rozpoznałam tę gęsto pokrytą bliznami twarz. Były najemnik sił specjalnych, który uznał, że polowanie na wilkołaki opłaca się bardziej niż tajne operacje. – Varkas – powiedziałam, pozwalając, by to imię przetoczyło się przez moje zęby niczym przekleństwo. – Nie sądziłam, że będziesz na tyle głupi, by dowodzić samobójczą misją. Opuścił karabin zaledwie o cal, a jego głos brzmiał jak żwir i dym. – Vesper. Void-Out wyznaczyło za twoją głowę nagrodę w wysokości pięćdziesięciu milionów dolarów. Mandat dorzucił kolejne dziesięć, tylko po to, by upewnić się, że robota zostanie wykonana. Łącznie sześćdziesiąt milionów dolarów. – Zimny uśmieszek dotknął jego pokrytych bliznami ust. – Taka gotówka w zupełności wystarczy, by moja rodzina żyła w komforcie przez pokolenia. Wstałam powoli, niewzruszona ośmioma lufami wycelowanymi w moją klatkę piersiową. – Możesz odebrać nagrodę tylko wtedy, jeśli przeżyjesz to spotkanie. – I tu jest haczyk – zaśmiał się Varkas, a jego oczy były martwe. – Więc zróbmy to szybko. Pozwoliłam, by moja aura Alfy wypłynęła na zewnątrz. Miażdżąca, dominująca presja uderzyła w nich niczym fizyczna ściana. Cała ósemka łowców instynktownie cofnęła się o krok, a ich dłonie drżały na spustach. – Otworzyć ogień! – rozkazał Varkas. Powietrze zamieniło się w burzę ołowiu. Zabójcze srebrne kule rozerwały przestrzeń, w której jeszcze przed chwilą stałam, dziurawiąc pokład, roztrzaskując wzmocnione szkło i rozrywając relingi na ostre drzazgi. Ale ja już byłam w ruchu. Agonalna przemiana uderzyła we mnie jak pociąg towarowy. W zaledwie trzy sekundy moje ludzkie kości pękły i przybrały nowy kształt. Masa mięśniowa eksplodowała, rozrywając ubranie. Mój kręgosłup się wydłużył, a szczęka wysunęła się naprzód, zmieniając się w śmiercionośny pysk. Uderzyłam w pokład jako potężny wilk Alfa. To, co nastąpiło później, było dokładnie sześćdziesięcioma sekundami czystej, nieskażonej niczym rzezi. Zamieniłam nieskazitelny niższy pokład w rzeźnię. Rzuciłam się na najbliższego łowcę, zanim zdążył w ogóle zarejestrować moją przemianę. Moje szczęki zacisnęły się na jego gardle, wyrywając mu tchawicę w fontannie gorącej, czerwonej posoki. Obróciłam się na tylnych łapach, trafiając drugiego mężczyznę pazurami w klatkę piersiową, przecinając jego kamizelkę taktyczną i żebra jak mokry papier. Srebrne kule wbijały się w moją grubą skórę. Metal płonął niczym piekielny ogień, przypalając moje ciało i posyłając fale agonii przez mój układ nerwowy. Przebiłam się przez ten potworny ból, napędzana czystą dominacją i ślepą furią. Chwyciłam trzeciego łowcę za czaszkę, miażdżąc ją o gródź. Czwarty, piąty, szósty. Padali w chaotycznym bałaganie odciętych kończyn i strzaskanej broni. Siódmy łowca krzyknął, unosząc broń boczną. Przyjęłam srebrną kulę na ramię, skracając dystans i jednym ciosem rozrywając mu brzuch. Siedmiu martwych ludzi. Sześćdziesiąt sekund. Ciężki zapach krwi zagłuszył tojad. Podniosłam się na cztery łapy, z futrem posklejanym od posoki, i skrzyżowałam spojrzenie z ostatnim ocalałym mężczyzną. Varkas cofał się aż do strzaskanego relingu. Jego karabin zniknął. W drżącej dłoni ściskał srebrny nóż bojowy, a jego poorana bliznami twarz była blada z głębokiego przerażenia. Przemieniłam się z powrotem. Kości znów chrupnęły, wciągając mnie w moją ludzką formę. Stałam naga, ze skórą ochlapaną krwią moich wrogów. Starożytny wisiorek z wilczym kłem, spoczywający na moim gardle, opadł z powrotem na obojczyk. Ruszyłam w jego stronę, a moje bose stopy zostawiały na drewnie krwawe ślady. – C-czekaj... – wykrztusił Varkas łamiącym się głosem. Weszłam w jego przestrzeń osobistą, pochylając się blisko. – Wracaj do swoich panów z Void-Out – rozkazałam cichym, śmiercionośnym szeptem. – Powiedz tym starym sukinsynom, że nawet jeśli uda im się mnie dziś zabić, wyczołgam się z samego piekła, tylko po to, by wyrwać im serca. Zrozumiano? Varkas gorączkowo skinął głową. – Wynoś się z mojej łodzi. Nie trzeba było mu tego powtarzać. Przerażony najemnik rzucił się do tyłu, chwytając się drabinki ewakuacyjnej i zsuwając się po burcie kadłuba w desperackiej panice. Obserwowałam, jak ucieka, a mój umysł już kalkulował bezlitosny odwet. Przyślą kolejnych. Zabiję ich wszystkich. Nagle w zalegającym w moim umyśle szumie eksplodował zdesperowany, spanikowany głos. NIEBEZPIECZEŃSTWO! VESPER, UCIEKAJ! Kalyra. Jej wciąż tląca się więź mentalna przebiła ciszę. Moje wyostrzone zmysły zapłonęły. Pod ciężkim, metalicznym smrodem świeżej krwi i oceaniczną bryzą, wyczułam słabą, wyraźną chemiczną woń. Ładunki C4. Zanim moje mięśnie zdążyły chociaż drgnąć, świat rozpadł się na kawałki. Kadłub jachtu eksplodował. Masywna, katastrofalna seria eksplozji rozerwała niższe poziomy. Ogień wbił swoje pazury w niebo, a statek krzyczał, gdy metal wyginał się i pękał. Rzuciłam się w stronę relingu w desperackiej walce o przetrwanie. Spóźniłam się o ułamek sekundy. Ostatnia, potężna fala uderzeniowa dopadła mnie w locie. Niewidzialna ściana siły uderzeniowej wbiła mi się w plecy. Poczułam, jak moje żebra pękają do wewnątrz. Uderzenie rozerwało narządy wewnętrzne w mojej klatce piersiowej, wyrywając coś niezbędnego do życia. Siła odrzuciła moje połamane ciało prosto w lodowate głębiny Oceanu Spokojnego. Uderzenie wybiło resztki powietrza z moich zmiażdżonych płuc. Zanurzona w lodowatej, czarnej wodzie, próbowałam wymusić przemianę, starając się wezwać formę wilka, by się uleczyć. Moje ciało odmówiło posłuszeństwa. Obrażenia były zbyt poważne. Tonęłam coraz głębiej. Pióropusze mojej własnej, gorącej krwi spływały do lodowatych prądów, owijając się wokół mnie ciemnymi chmurami. Światło na powierzchni z każdą sekundą stawało się coraz bledsze. Mój gasnący umysł ogarnęła zaciekła, dusząca desperacja. Odmawiałam zaakceptowania tej śmierci. Pięć lat krwawienia, by podbić świat wilkołaków, tylko po to, by umrzeć, tonąc w ciemnościach? Nie. Moja największa, nierozwiązana trauma zapłonęła, podsycając gasnącą wolę życia. Nie mogłam jeszcze umrzeć. Musiałam odnaleźć rodziców, którzy bezdusznie porzucili mnie jako dziecko. Musiałam przeżyć wystarczająco długo, by spojrzeć im prosto w oczy i zażądać wyjaśnień, dlaczego zostałam odrzucona. Dlaczego zostawili mnie, bym sama z niczego drapała się na sam szczyt. Lodowaty ocean znieczulał moją skórę, a ciemność groziła całkowitym odebraniem mi wzroku. Wtedy to poczułam. Starożytny wisiorek z wilczym kłem spoczywający na moim gardle zaczął pulsować intensywnym gorącem, walcząc z przenikliwym chłodem głębokiego oceanu. Moje palce były sztywne, drętwiejąc od lodowatej wody, ale zmusiłam ramię do ruchu w górę. Sięgnęłam i dotknęłam artefaktu. Natychmiast naszyjnik eksplodował. Oślepiające, karmazynowe światło trysnęło na zewnątrz, przebijając czarną wodę. Tajemnicza magia przeniknęła przez moje słabnące, połamane ciało. Było to gorąco niepodobne do niczego, co kiedykolwiek czułam, otulające mnie błyszczącym, eterycznym kokonem. Ciemne, lodowate prądy otaczające mnie przybrały głęboki, żywy kolor krwi. Ciepło emanujące z wisiorka nie było palącym żarem śmierci. To było coś niemożliwego. Odrodzenie. Tonęłam dalej, ściągana w dół przez miażdżące, otchłanne ciśnienie Pacyfiku. Powinnam zostać spłaszczona, moje kości zmiażdżone na pył przez ciężar oceanu nade mną. Ale fizyczna agonia zniknęła. Wewnątrz karmazynowego kokonu nie czułam się miażdżona. Czułam, że jestem w czyichś objęciach. Otulona przez dziką, starożytną i opiekuńczą siłę. Oślepiające, czerwone światło pochłonęło wszystko, blokując ciemność głębin. Gorączkowe bicie mojego słabnącego serca uspokoiło się, dopasowując się do potężnego, rytmicznego pulsu świecącego kła. Poza karmazynową barierą w moim umyśle zaczęło rozwijać się coś przypominającego sen. A w nim – początek.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zdrada na Pacyfiku – Zabiłeś niewłaściwą Omegę | Czytaj powieści online na beletrystyka