Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Autor: Vaelir·Hush

Dług na pięć milionów
Autor: Vaelir·Hush
3 sie 2026
Perspektywa Rhei Moje serce opada do żołądka, uderzając o podłogę z przyprawiającym o mdłości łoskotem. – Co takiego? – wyduszam z siebie, a to jedno słowo drapie moje suche gardło. Wpatruję się w moją przybraną matkę, niezdolna przetworzyć druzgocących słów, które właśnie wyrzuciła z siebie pomiędzy ciężkimi szlochami. Mieszkamy w ogromnym, pięknym domu w bezpiecznej okolicy. Mój ojciec jest odnoszącym sukcesy biznesmenem i szanowanym Deltą w stadzie Krwawej Gwiazdy. Mamy pieniądze i status. Nic z tego nie ma sensu. – Został aresztowany – płacze, a jej dłonie drżą, gdy wyciera zalane łzami policzki. – Zrobił fatalną inwestycję, używając głównych kont firmy. Stracił fundusze. Wszystko. Zbankrutował w ciągu kilku dni. Jest winien stadu ogromny dług, a dopóki go nie spłaci, Gammowie wtrącili go do podziemnych cel więziennych. Moje nogi stają się jak z waty, ale zmuszam się, by utrzymać się na nogach. Przemierzam drewnianą podłogę, a moja klatka piersiowa zaciska się z powodu obezwładniającej paniki. – Nie mogą po prostu zjawić się w środku nocy i go wywlec! – krzyczę, a mój głos się załamuje. – Bez ostrzeżenia? Bez uczciwego procesu? To niesprawiedliwe! – Robią, co im się żywnie podoba – szlocha, ukrywając twarz w trzęsących się dłoniach. – Beta działa pod bezpośrednią jurysdykcją Alfy, a to była jego decyzja. Lichwiarze to bezlitosne potwory i nikt nie chce mieć do czynienia z tak niebezpiecznymi konsekwencjami. Łatwiej jest pozbyć się problemu. W tej chwili... twój ojciec jest problemem. Pokój wiruje. Przykładam dłonie do zimnego, granitowego blatu, z trudem wciągając powietrze do płuc. Zanim szok w pełni dociera do mojego umysłu, mój telefon zaczyna głośno dzwonić, a ten piskliwy dźwięk przebija się przez ogłuszającą ciszę kuchni. Sięgam do torebki i go wyciągam. Żołądek podchodzi mi do gardła, gdy na jasnym ekranie wyświetla się identyfikator dzwoniącego. Declan. Przykładam telefon do ucha z mocno zaciśniętą szczęką. – Czego chcesz? – Słyszałem wieści o twoim ojcu – mruczy Declan. Jego głos jest miękki, spleciony ze spokojnym tonem, który sprawia, że moje zdradzieckie serce gubi rytm. Nienawidzę tego, jak moje ciało wciąż instynktownie na niego reaguje. Mimo że mnie odrzucił, nie zerwało to naszej więzi. Nie zostanie zerwana, dopóki fizycznie nie naznaczy Aurelii. – Możliwe, że mam rozwiązanie na koszmar twojej rodziny. Wyjdź na zewnątrz. Chcę ci to powiedzieć osobiście. Rozłącza się, zanim zdążę zaprotestować. Wpycham telefon do kieszeni i wymaszerowuję przez frontowe drzwi. Chłodne, nocne powietrze szczypie moją odsłoniętą skórę, ale to zimno jest niczym w porównaniu z lodem wypełniającym moje żyły, gdy go zauważam. Declan opiera się o swój elegancki, drogi samochód zaparkowany przy krawężniku. Na jego przystojnej twarzy maluje się arogancki, pełen zadowolenia z siebie uśmieszek, który natychmiast wywołuje u mnie mdłości. Bogini, nienawidzę tego, jak uderzająco dobrze wygląda w bladym świetle księżyca. Przez ponad dwa lata był moim powiernikiem i moim przeznaczonym. Kiedy odrzucił mnie dla innej kobiety, zniszczył wszystko, o czym marzyłam. Oplatam ramiona ciasno wokół talii, desperacko próbując zachować zimną krew i stłumić pierwotny instynkt poszukiwania jego ciepła. – Po co tu przyjechałeś? – żądam odpowiedzi, przerywając napiętą ciszę. – Chciałem z tobą porozmawiać – odpowiada gładko. – Dlaczego? Kącik jego ust unosi się ku górze. Jego ciemne spojrzenie wędruje po moim ciele, a ja omal nie topnieję pod jego intensywną obserwacją. Zmuszam się do przeniesienia wzroku na ciemny chodnik, by zachować opanowanie. – Ponieważ mogę ci pomóc – odpowiada, robiąc powolny krok naprzód. – Łańcuch finansowania twojego ojca został przerwany, a on jest winien stadu zatrważającą sumę pieniędzy. Wiem z całą pewnością, że brakuje mu kapitału, by się z tego wygrzebać, zwłaszcza teraz, gdy jego firma zbankrutowała. Ale ja dysponuję odpowiednimi funduszami. Unoszę wzrok, by spotkać się z jego spojrzeniem; mówi całkowicie poważnie. – Chcesz przez to powiedzieć, że spłaciłbyś ten gigantyczny dług mojego ojca? – pytam, niemal obawiając się odpowiedzi. Powoli kiwa głową. – Tak. W żołądku rośnie mi ciężka gula. Declan nigdy nie oferuje niczego bez haczyka. – A co musielibyśmy zrobić w zamian? Jego uśmieszek staje się szerszy, przyprawiając mnie o falę mdłości. – Jest jeden warunek – wyznaje, przytrzymując moje spojrzenie z mroczną, drapieżną intensywnością. Czekam w milczeniu, aż będzie kontynuował. – Kiedy ożenię się z Aurelią, chcę, żebyś rzuciła szkołę i została moją sekretną kochanką. Noc staje się absolutnie cicha. Wpatruję się w niego, a moja szczęka praktycznie uderza o ziemię, gdy czysta zuchwałość jego słów dociera do mojego mózgu. – Słucham?! – udaje mi się wykrztusić z falującą od niedowierzania klatką piersiową. – Chcesz, żebym co zrobiła? – Żebyś rzuciła szkołę i została moją kochanką – powtarza, zachowując się, jakby ten chory, cudzołożny układ miał absolutny, logiczny sens. – Mam już upatrzony luksusowy, ukryty dom, w którym będziesz mieszkać. Już nigdy niczego ci nie zabraknie. Spłacę cały dług twojego ojca i zapewnię ci bezkresne bogactwo. Jestem wstrząśnięta do głębi. Moja wewnętrzna wilczyca skomle w czystej, rozdzierającej agonii na ten poniżający brak szacunku. Mężczyzna, który miał nas pielęgnować i kochać, właśnie poprosił, abyśmy rozkładały przed nim nogi w cieniu, podczas gdy on będzie obnosił się z inną kobietą jako swoją Luną. – Jak mogłeś poprosić mnie o coś tak obrzydliwego? – dławię się chrapliwym szeptem. Gorące łzy grożą wypłynięciem, ale połykam je, odmawiając mu satysfakcji z widoku mojego załamania. Podchodzi bliżej, zmniejszając dystans między nami. Czuję, jakbym wrosła w chodnik. – Ponieważ zawsze było nam tak dobrze ze sobą, Rheo – mruczy, wyciągając rękę, by delikatnie dotknąć mojego nagiego ramienia. – Zawsze będzie łączyć nas ta silna więź, nawet jeśli naznaczę kogoś innego. Ty i twoja rodzina bylibyście ustawieni do końca życia. Wystarczy, że powiesz „tak”. Jego palce powoli pocierają moją skórę w górę i w dół. Wzdłuż mojego gardła pnie się ohyda. Drżąc od wybuchowej wściekłości i złamanego serca, w końcu znajduję w sobie siłę fizyczną, by gwałtownie wyrwać się spod jego dotyku. Wycofuję się z powrotem w cień. – Nie – warczę, wpatrując się prosto w jego pociemniałe oczy. – Nigdy nie zostanę twoją dziwką. Jego przystojna twarz wykrzywia się w mrocznym grymasie. Fałszywe współczucie znika. – Wkrótce zostanę Alfą, Rheo. Musisz iść z duchem czasu. Zostanie moją kochanką przyniesie ci same korzyści, a poza tym, czyż nie chcesz wyciągnąć ojca z więzienia? – Znajdę inny sposób, żeby go uratować – syczę przez zaciśnięte zęby, zaciskając dłonie w pięści po bokach. – Jeśli tylko to miałeś mi do powiedzenia, to usłyszałam wystarczająco dużo. Możesz opuścić moją posesję. Declan unosi brwi, obserwując mnie z irytującym rozbawieniem. On naprawdę wierzy, że przypełznę do niego na kolanach. – Zmienisz zdanie – stwierdza z pewnością siebie, odwracając się plecami i ruszając w stronę drzwi swojego samochodu. – A kiedy to zrobisz, będę tu czekał. Ale do tego czasu twój ojciec pozostanie gnijący w więzieniu. – Poradzę sobie! – krzyczę do jego oddalających się pleców. – Nie potrzebujemy cię, Declan! Śmieje się mrocznym, kpiącym dźwiękiem, gdy otwiera drzwi. Zatrzymuje się i spogląda przez ramię, by wymierzyć ostatni, miażdżący cios. – Żeby wyciągnąć go z więzienia, będziesz potrzebować co najmniej pięciu milionów dolarów. Kiedy zderzysz się z rzeczywistością tej kwoty i zdasz sobie sprawę, że nie ma innej opcji, pójdziesz po rozum do głowy. Jestem tego pewien. Bez kolejnego słowa wślizguje się na fotel kierowcy i zapala silnik. Patrzę, jak odjeżdża, a jego tylne światła znikają na ulicy w ciemnej nocy. Dopiero kiedy znika, moje kolana się uginają. Osuwam się na zimny beton. Gorzkie łzy spływają po moich policzkach, zanim zdążę je powstrzymać, mieszając się z brudem. Szlocham pod duszącym ciężarem tej niemożliwej liczby. Pięć milionów dolarów. Jak w ogóle zdobędę tak astronomiczną kwotę? Następny poranek nie przynosi ukojenia, a jedynie twardą rzeczywistość światła dziennego. Zdesperowana, by się oderwać i przerażona o swoją przyszłość, rygorystycznie rzucam się w wir zajęć w Akademii Imperialnej. O świcie biorę udział w treningu wojowników, a zaraz po nim w zajęciach z przemiany. W obu jestem świetna. Doprowadzam swoje ciało do granic wytrzymałości, kopiąc i uderzając w ciężkie worki treningowe, dopóki moje mięśnie nie zaczynają krzyczeć. Jestem zaciekle zdeterminowana, aby ukończyć szkolenie na Gammę. Po ukończeniu szkoły będę mogła dowieść swojej wartości siłom Gammów i zostać wojowniczką wysokiej rangi. Może wtedy uda mi się wziąć pożyczkę, z łatwością spłacić dług ojca i uratować moją rodzinę przed ruiną. Wyczerpana i oblana warstwą potu, wlokę swoje obolałe ciało przez dziedziniec kampusu. Opadam na miękką trawę pod naszym stałym, wielkim dębem, opierając ciężką głowę o grubą korę. Wyciągam podręcznik z torby i kładę go na kolanach, by się uczyć. – Wyglądasz fatalnie – zauważa znajomy głos. Uchylam jedno oko. Nade mną stoi moja najlepsza przyjaciółka, Meg. Opiera dłonie pewnie na biodrach, a jej bystre oczy analizują mój koszmarny stan. – To była ciężka noc – przyznaję. Meg opada na trawę obok mnie. Ona nigdy nie odpuszcza. – Gdzie poszłaś zeszłej nocy? Kiedy wróciłam ze swojej zmiany jako kelnerka, nigdzie cię nie było. Wyszłaś wcześniej z powodu tego przyjęcia zaręczynowego? Zagryzam dolną wargę, a serce bije mi jak szalone, gdy zastanawiam się, co jej odpowiedzieć. Muszę być ostrożna. Jeśli skłamię, przejrzy mnie na wylot. Nawet w najlepsze dni jestem marnym kłamcą, ale Meg potrafi czytać ze mnie jak z otwartej książki. – Rozdarła mi się koszula i pewien mężczyzna zabrał mnie do swojego pokoju, żebym mogła się przebrać – wyznaję, nie odrywając wzroku od stron podręcznika. Moje policzki stają się niesamowicie gorące na nagłe wspomnienie tych wielkich dłoni chwytających moją talię i intensywnego ciepła jego nagiej klatki piersiowej przyciśniętej do mojej. Meg wciąga z sykiem powietrze. Przysuwa się bliżej, a jej brwi wędrują aż do linii włosów. Ledwie mogę na nią spojrzeć. – Poszłaś do pokoju obcego faceta? – pyta, a jej głos staje się piskliwy. – Do czyjego pokoju? Przez chwilę milczę, żując wnętrze policzka. Meg wyciąga rękę i chwyta mnie mocno za ramię, zmuszając mnie do spojrzenia na nią. – Rheo, z kim wyszłaś z przyjęcia? – żąda odpowiedzi, a jej ton przesiąka nagłym, opiekuńczym niepokojem. Wiem, że nie wywinę się od tego przesłuchania. Pokonana, wypuszczam ciężkie westchnienie. Przygryzam wargę i spoglądam na nią zza rzęs, przygotowując się na jej nieuchronny wybuch. – Z Silasem Vance'em – piszczę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Dług na pięć milionów – Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa | Czytaj powieści online na beletrystyka