Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Autor: Vaelir·Hush

Zdrada i Przewodniczący
Autor: Vaelir·Hush
3 sie 2026
Perspektywa Rhei Ta ogromna sala balowa mnie dusi. Stoję zamarła obok masywnego, kryształowego filaru, wbijając paznokcie w dłonie, gdy patrzę na widok, który druzgoce mój świat. Dzisiaj miał być ten dzień. Dzisiaj ja i mój przeznaczony, Declan, mieliśmy ogłosić nasze zaręczyny. Zamiast tego jestem zmuszona stać w cieniu i patrzeć, jak on całuje inną kobietę. Jego dłonie zaciskają się na talii Aurelii Vance, przyciągając ją ciasno do siebie. Jej ramiona oplatają jego barki, a oni całują się z przyprawiającą o mdłości namiętnością prosto na środku parkietu. Więź przeznaczenia łącząca mnie i Declana krzyczy w mojej piersi, a rozdzierający, palący ból sprawia, że z trudem łapię oddech. Wiem dokładnie, dlaczego to robi. Kilka miesięcy temu Alfa naszego stada poległ na polu bitwy. Jego śmierć pozostawiła gigantyczną próżnię władzy, wpędzając stado w chaos, podczas gdy kandydaci rzucili się do walki o ten tytuł. Declan pragnie pozycji Alfy ponad wszystko. Bardziej niż mnie. Zimno kalkulując, wybrał Aurelię, aby zabezpieczyć swoje rządy. Jest ona córką Silasa Vance'a, najpotężniejszego na świecie Przewodniczącego Likanów. Likanie z ukrycia kontrolują populację wilkołaków. Silas Vance dysponuje wystarczającą władzą i wpływami, by samodzielnie mianować kogokolwiek nowym Alfą. Declan to sobie przekalkulował. Życie z przeznaczoną mu, czy absolutna władza u boku córki przewodniczącego. Dokonał wyboru. Szukając ucieczki przed oślepiającym bólem naszej więzi przeznaczenia, wycofuję się do masywnego marmurowego baru w rogu sali. Muzyka jest zbyt głośna, a gwar rozmów zbyt wyrazisty. – Podaj mi whiskey, a dla pani martini. Tuż obok mnie rozlega się głęboki, autorytatywny głos. Ten dźwięk wibruje w powietrzu, domagając się natychmiastowego posłuszeństwa. Barman rzuca się, by zrealizować zamówienie. Zerkam w prawo. Stoi tam wysoki mężczyzna, ubrany w ciemny garnitur szyty na miarę. W przyćmionym świetle baru nie widzę wyraźnie jego twarzy, ale jego obecność jest imponująca, przepełniona surową potęgą. – Czy to przyszła panna młoda, czy może pan młody wprawił cię w tak ponury nastrój? – pyta, a jego aksamitny ton niesie w sobie nutę rozbawienia. – Po prostu nie przepadam za imprezami – kłamię, nie odrywając wzroku od barmana. – Ja również – mruczy nieznajomy. Przenosi ciężar ciała, opierając się o kontuar. – Jestem tu z czystego obowiązku. Barman przesuwa w moją stronę schłodzony kieliszek z martini. Chwytam go i od razu biorę spory łyk. Alkohol pali w gardle, a ja wzdycham, czekając, aż trunek znieczuli nieustępliwy, kłujący ból w mojej piersi. Za każdym razem, gdy wyobrażam sobie usta Declana na ustach Aurelii, pęka kolejny kawałek mojej duszy. Dwa lata razem. Znamię na mojej szyi. Czy to wszystko miało dla niego jakiekolwiek znaczenie? Odstawiam pusty kieliszek. – Dziękuję za drinka. Odwracam się, by uciec od tej przytłaczającej rozmowy. Muszę wyjść z tej sali, zanim się załamię. Ale kiedy zsuwam się z wysokiego stołka, delikatny jedwab mojej bluzki ostro haczy o postrzępioną krawędź pod blatem. Głośny dźwięk rozdarcia niesie się echem ponad muzyką. Materiał pęka. Tracę równowagę. Mój obcas zaczepia o mosiężny podnóżek, a ja lecę do tyłu. Grawitacja ciągnie mnie w dół; zaciskam powieki, przygotowując się na bolesne zderzenie z marmurową podłogą. To nigdy nie następuje. Potężne, silnie umięśnione ramiona chwytają mnie bez wysiłku w połowie upadku. Uderzenie odbiera mi dech w piersiach, ale chwyt jest twardy jak skała. Otwieram oczy i spoglądam w górę, a oddech więźnie mi w gardle. Mężczyzna, który mnie trzyma, jest zabójczo przystojny. Podtrzymuje mój ciężar, jakbym nic nie ważyła, a jego szeroka klatka piersiowa mocno przylega do moich pleców. Na jego prawym policzku pojawia się uroczy dołeczek, podczas gdy powolny uśmiech rozkwita na jego ustach. – Madame, czyżbyś na mnie leciała? – droczy się, a jego ciemne oczy iskrzą figlarnie. Wpatruję się w ten dołeczek, w mojej głowie aż huczy. – Dowcipniś z ciebie, prawda? Jego uśmiech się poszerza. Następnie jego wzrok opada na moją klatkę piersiową, a uśmiech szybko ustępuje miejsca zmarszczonym brwiom. Podążam za jego spojrzeniem. Moja bluzka jest zrujnowana, rozdarta z boku, odsłaniając koronkę stanika. – Pozwól, że zabiorę cię do mojego ekskluzywnego apartamentu VIP – mówi, a jego głęboki głos wywołuje dziwny dreszcz na moich plecach. – Słucham? – szepczę, a moje serce gubi rytm. – Twoja koszula jest zniszczona. Na górze w moim apartamencie mam coś na zmianę, co będziesz mogła założyć – wyjaśnia, wbijając we mnie wzrok. Mrugam, a mój mózg próbuje przetworzyć jego propozycję przez mgłę alkoholu i złamanego serca. Jego wygląd jest grzesznie rozpraszający. – Och. W porządku. Dziękuję. Skina na barmana, nie odrywając ode mnie wzroku. – Dolicz nasze drinki do mojego apartamentu. – Oczywiście, proszę pana. Eskortuje mnie z dala od baru, prowadząc przez tłum. Wchodzimy do prywatnej windy. Jego ciało emanuje ogromną ilością ciepła, a mnie owiewa rześki, miętowy zapach. Moja wilczyca, która przez całą noc skomlała w agonii, nagle cichnie. To tak, jakby sama bliskość tego mężczyzny tłumiła agonię mojej zerwanej więzi przeznaczenia. Ciężkie, drewniane drzwi apartamentu VIP zatrzaskują się za nami, zamykając nas w cichym luksusie. – Zdejmij koszulę – rozkazuje, a jego ton zmienia się w coś mroczniejszego. Idzie po pluszowym dywanie w stronę wielkiej szafy. – Słucham? – piszczę, krzyżując ramiona na piersiach. Zerka przez ramię. – Żebyś mogła założyć czystą. – Racja – wydycham. Chwytam podarty jedwab i ściągam go przez głowę. Rzucam zrujnowany materiał na pobliskie krzesło, zostawiając górną część ciała osłoniętą jedynie czarnym, koronkowym stanikiem. Chłodne powietrze apartamentu omiata moją nagą skórę. Odwraca się, trzymając w dłoniach czystą, zapinaną na guziki koszulę. W chwili, gdy mnie widzi, zamiera. Jego wysoka, imponująca sylwetka sztywnieje. Ciemne, głodne oczy wędrują powoli w dół mojej nagiej szyi, zatrzymując się na wypukłościach piersi wylewających się z koronkowych miseczek stanika, aż do odsłoniętego brzucha. Odwzajemniam spojrzenie, chłonąc jego ostrą linię szczęki, szerokie ramiona i bezlitosny wyraz ust. I wtedy olśnienie uderza mnie niczym fizyczny cios w klatkę piersiową. Znam tę twarz. Rodziny Likanów wolą cień od blasku fleszy, ale widziałam jego zdjęcie w aktach stada. To Silas Vance. Sławetny playboy i Przewodniczący Likanów. Ojciec Aurelii. Przyszły teść Declana. – To ty – wyduszam z siebie, cofając się o krok. Silas unosi ciemną brew, a jego spojrzenie przenika moje. Rzuca świeżą koszulę na łóżko. – Znasz mnie? – Kojarzę cię – uściślam, a serce tłucze mi się o żebra. Przechyla głowę. Powolny, drapieżny uśmieszek błąka się po jego ustach. Rusza w moim kierunku, stawiając miarowe, przemyślane kroki niczym drapieżnik osaczający swoją ofiarę. Czysta dominacja emanująca z jego ciała sprawia, że zaczyna brakować mi tchu. – A co o mnie wiesz? – pyta, a jego głos spada o oktawę. – Tylko to, co słyszałam – przyznaję, stawiając kolejny krok w tył. – Powiedz mi. – Nazywasz się Silas Vance. Przewodniczący Likanów. – Przełykam z trudem ślinę, gdy moje plecy uderzają o zimną, twardą ścianę apartamentu. – Jesteś notorycznym playboyem. Co tydzień masz nową kobietę i nigdy nie sypiasz dwa razy z tą samą. Zatrzymuje się zaledwie centymetry ode mnie. Opiera dłonie na ścianie po obu stronach mojej głowy, zamykając mnie w pułapce. – Czyżby? Powiedz mi coś więcej. Alkohol gorąco pulsuje mi w żyłach. Miażdżąca agonia zdrady Declana znów we mnie uderza. Declan wybrał córkę Silasa. Declan odrzucił mnie dla władzy. W moim wnętrzu rozpala się buntowniczy, lekkomyślny ogień. Skoro Declan może sobie dogadzać, dlaczego ja nie mogę? Unoszę podbródek, skracając i tak niewielki dystans między nami. – Twoje oczy... – szepczę, przesuwając wzrokiem po jego ostrych rysach twarzy. – Słyszałam, że są hipnotyzujące. Muszę się z tym zgodzić. Silas nieruchomieje, a jego oddech staje się głębszy. – Co jeszcze? – Kiedy się uśmiechasz – mruczę, pozwalając spojrzeniu opaść na jego usta – na twoim policzku pojawia się ten uroczy dołeczek. Patrzę na jego wargi. Zanim zdążę wypowiedzieć choćby słowo, jego usta wpijają się w moje. Nie ma w tym nic delikatnego. Pocałunek jest desperacko głodny, zaborczy i surowy. Jego usta pożerają moje, rozchylając mi wargi. Jego język wdziera się do moich ust, smakując każdy mój centymetr z natarczywym żarem. Sama siła tego pocałunku całkowicie opróżnia mój umysł. Oddaję pocałunek z równą zachłannością. Przesuwam dłońmi w górę jego klatki piersiowej, chwytając za klapy marynarki. Silas jęczy – wydaje z siebie głęboki, gardłowy dźwięk. Jego dłonie zaciskają się na mojej talii; unosi moje ciało z podłogi, przyciskając mnie mocno do ściany. Instynkt przejmuje stery. Oplatam nagie nogi ciasno wokół jego wąskiej talii, krzyżując kostki na jego plecach. Jego usta opuszczają moje, by złożyć ślad gorących, wilgotnych pocałunków wzdłuż mojej linii szczęki i na wrażliwej skórze szyi. Mocno ssie miejsce, w którym pulsuje krew, posyłając falę płynnego gorąca prosto do mojego podbrzusza. Potrzebuję go więcej. Moje palce chciwie szarpią za jego krawat, poluźniając jedwabny węzeł. Zsuwam marynarkę z jego szerokich ramion, pozwalając jej opaść na podłogę. Razem szarpiemy się z guzikami jego koszuli. Zdejmuje ją przez głowę i odrzuca na bok. Moje dłonie płasko przylegają do jego nagiej klatki piersiowej. Badam twarde kontury jego mięśni brzucha, czując ogromne, palące ciepło jego skóry. Jego mięśnie napinają się i drżą pod moim dotykiem. Znów chwyta moje usta, całując mnie tak zapalczywie, że brakuje mi tchu. Jego duże dłonie przesuwają się w górę moich żeber, a kciuki muskają spodnią część moich piersi. Cofa się tylko na tyle, by spojrzeć mi w oczy; jego klatka piersiowa faluje. – Jesteś pewna, że tego chcesz? – chrypi. – Tak – wydycham, a mój głos jest nabrzmiały od pożądania. – Oboje jesteśmy dorosłymi, chętnymi na to ludźmi. Dlaczego nie? Jego oczy ciemnieją od niepohamowanego pożądania. Znów nurkuje w moim kierunku, miażdżąc moje usta swoimi. Jego wielkie dłonie sięgają na moje plecy, a palce, przesuwając się po delikatnym pasku stanika, odnajdują metalowe zapięcie. Ostre, gorączkowe telepatyczne połączenie nagle rozdziera mój umysł. 'Rhea! Proszę, wracaj do domu!' Ten głos należy do mojej przybranej matki. Jej ton jest przesiąknięty czystą, nieskażoną paniką. Moja matka nigdy nie panikuje. Dźwięk jej przerażenia uderza we mnie niczym kubeł lodowatej wody. Odurzająca mgła pryska w ułamku sekundy. Wzdycham gwałtownie, odrywając usta od Silasa. Natychmiast zdejmuję nogi z jego talii, a moje stopy uderzają o podłogę. Mocno odpycham się od jego nagiej, umięśnionej klatki piersiowej. – Przestań – mówię bez tchu, wyrywając się z jego uścisku. – Muszę iść. Silas cofa się o pół kroku. Mroczny, sfrustrowany warkot wyrywa się z jego gardła. W jego oczach błyska nagły gniew na to gwałtowne odrzucenie. Wyciąga rękę i chwyta mnie za ramię żelaznym uściskiem, powstrzymując mnie przed ucieczką do drzwi. – Nie mam zbyt wiele cierpliwości. Przestań żartować – warczy, a jego dominująca aura wybucha z pełną siłą. – Bardzo przepraszam – mówię, gdy wzbiera we mnie panika. – Ale jestem pewna, że masz mnóstwo innych opcji. Puść mnie. Próbuję wyrwać ramię, ale jego chwyt jest jak ze stali. Wpatrujemy się w siebie z falującymi piersiami. Przygotowuję się do walki, a moja wilczyca obnaża kły. Silas patrzy w moje spanikowane oczy. Gniew powoli odpływa z jego twarzy, zastąpiony ciężkim westchnieniem. Puszcza moje ramię i schyla się, podnosząc z łóżka czystą koszulę. Bez słowa zakłada mi koszulę przez głowę. Miękki materiał opada na moje półnagie ciało, zakrywając stanik i odsłonięty brzuch. Otula mnie jego bogaty, miętowy zapach. Nie marnuję ani sekundy więcej. Odwracam się i wybiegam sprintem z apartamentu VIP, pędząc w stronę windy. Gorączkowy bieg z powrotem do domu przypomina rozmazaną plamę. Z każdym krokiem moja klatka piersiowa coraz bardziej się zaciska. Kiedy w końcu docieram na ganek, popycham ciężkie drzwi i wchodzę do środka. Od razu wita mnie dźwięk załamanego szlochu. – Mamo? – wołam, a serce bije mi w gardle. Płacz niesie się echem z kuchni. Pędzę korytarzem, a moje bose stopy uderzają o drewnianą podłogę. Znajduję matkę osuniętą na krześle przy stole jadalnianym. Jej twarz jest ukryta w dłoniach, a ramiona trzęsą się od ciężkiego szlochu. – Rhea? – Unosi głowę. Jej twarz jest pokryta plamami i zalana łzami. Jej załamany głos rozdziera mi serce. Patrzy na mnie oczami szeroko otwartymi z przerażenia i przekazuje mi miażdżącą wiadomość. – Twój ojciec został dziś w nocy zabrany przez Gammów.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zdrada i Przewodniczący – Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa | Czytaj powieści online na beletrystyka