Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Autor: Vaelir·Hush

Zazdrosny były partner
Autor: Vaelir·Hush
3 sie 2026
Perspektywa Rhei Stałam zamarła za lepkim, mahoniowym barem. Declan i jego kumple z bractwa przepychali się z pewnością siebie przez oświetlony neonami klub. Moje serce wybijało gorączkowy rytm o żebra. Zauważyli mnie. A raczej zauważyli kusy czerwony top i czarną mini spódniczkę, która ledwo zakrywała mój tyłek. Zajęli lożę VIP na skraju mojej sekcji. – Miałeś rację – zadrwił chłopak z zaczesanymi do tyłu włosami, wskazując prosto na mnie. – Ona naprawdę tu pracuje. To będzie takie dobre. – Hej, dziewczyno na telefon! – krzyknął inny ponad dudniącym basem, machając ręką. – Dostaniemy stolik, czy będziesz się tak na nas tylko gapić? Dziewczyna na telefon. Te słowa podziałały jak fizyczny cios. Chwyciłam plik menu, a moje palce drżały na laminowanym plastiku; zmusiłam stopy do ruchu. Podeszłam do ich stolika, utrzymując jak najbardziej profesjonalną i sztywną postawę pod ich pożądliwymi spojrzeniami. Położyłam menu na lepkiej powierzchni i czekałam, aż wsuną się na skórzane siedzenia. – Nie jestem dziewczyną na telefon – stwierdziłam, utrzymując opanowany głos. – Proszę, usiądźcie. Gdy pochyliłam się nad stołem, by rozdać im podkładki, poczułam, jak ciężka, nieproszona dłoń zaciska się na moich pośladkach. Chłopak ścisnął mnie mocno. Oddech uwiązł mi w gardle. Moje mięśnie zablokowały się z czystej paniki i obrzydzenia. – Podoba mi się na tobie ten mały mundurek – zamruczał chłopak, a jego oddech śmierdział tanią tequilą i nieświeżym dymem. – Co powiesz na to, żebyś go zdjęła, żebyśmy zobaczyli, co kryje się pod spodem? Żółć podeszła mi do gardła. Moje ciało zapłonęło upokorzeniem. Odepchnęłam jego rękę i zrobiłam gwałtowny krok w tył, tworząc między nami dystans. – Nie dotykaj mnie – warknęłam, piorunując każdego z nich wzrokiem. – Och, daj spokój, Rhea – zadrwił trzeci z kumpli, odchylając się do tyłu z okrutnym uśmieszkiem. – Czy ty nie jesteś tu po to, by zadowalać mężczyzn? Chodź tu i zadowól nas. Usiądź mi na kolanach. Wbiłam paznokcie w dłonie, modląc się o cierpliwość, której nie miałam. Zacisnęłam wargi. – Nie jestem dziewczyną na telefon – powiedziałam im po raz ostatni. – Jestem kelnerką. – Dostałaś tę pracę, bo jesteś gorąca – zaśmiał się chłopak z zaczesanymi do tyłu włosami, lustrując mnie z góry na dół jak kawałek mięsa na wystawie. – Menedżera nie obchodziły twoje umiejętności. Obchodziło go to, czy potrafisz flirtować z klientami i przynieść mu kupę kasy. Jestem gotów dać ci niezły napiwek, jeśli pozwolisz mi zobaczyć, co masz pod mundurkiem i usiądziesz mi na kolanach. Krew ścięła mi się w żyłach. Poniżenie zalało mnie falami. – Chodź tu, maleńka – prowokował, poklepując się po udzie i puszczając do mnie oczko. Tylko gapiłam się na niego z niedowierzaniem. Rzuciłam zdesperowane spojrzenie na drugą stronę stołu, krzyżując wzrok z Declanem. Obserwował mnie, czekając, by zobaczyć, co zrobię. Kiedyś mój przeznaczony stanąłby w obronie mojego honoru. Kiedyś mnie chronił. Uderzyłby każdego, kto spojrzałby na mnie z takim obrzydliwym pożądaniem w oczach. Teraz Declan po prostu tam siedział. Jego oczy były zimne i obojętne. Patrzył, jak się szarpię, zachowując się, jakby w ogóle go to nie obchodziło. – Dam ci dziesięć tysięcy dolarów, jeśli wypijesz całe to piwo – oznajmił pierwszy facet. Trzasnął grubym plikiem banknotów o stół obok pełnego kufla. Szczęka omal mi nie opadła. Mrugałam, wpatrując się w gotówkę. – Co? – Słyszałaś – odpowiedział z paskudnym uśmieszkiem na twarzy. – Wypij całe to piwo, a dostaniesz dziesięć tysięcy dolarów. – Wszyscy damy ci po dziesięć tysięcy, jeśli wypijesz wszystkie nasze piwa – wtrącił się kolejny, wyciągając własny portfel. Wpatrywałam się w bursztynowy płyn, potem w zielone banknoty. Następnie mój wzrok po raz kolejny padł na Declana. Po prostu oparł się o oparcie loży i uniósł brwi w niemym osądzie, czekając na moją odpowiedź. Moja duma smakowała jak popiół na języku. Potrzebowałam tych pieniędzy. Mój ojciec gnił w przerażającym więzieniu stada, tonąc w długach. Ta gotówka mogła zapewnić mu wolność. Połykając resztki mojej godności, podeszłam do stołu. Chwyciłam zimny kufel. Nienawidziłam piwa, ale pieniądze to pieniądze. Ci kumple z bractwa byli bogaci i mogli bez problemu rozrzucać gotówkę. Przyłożyłam brzeg szkła do ust i odchyliłam głowę do tyłu. Gorzki, palący płyn popłynął mi do gardła. Skrzywiłam się na ten wstrętny smak, ale zmuszałam mięśnie przełyku do dalszego przełykania. Zmuszałam się, dopóki szkło nie było puste. Mężczyźni wybuchli głośnymi, upokarzającymi wiwatami, skandując moje imię, jakbym była jakimś cyrkowym zwierzęciem wykonującym sztuczkę. Uderzyłam pustym kuflem o stół. Chłopak z zaczesanymi do tyłu włosami przesunął w moją stronę swój pełen kufel, puszczając przy tym oko. Chwyciłam go. Wypiłam jego piwo duszkiem. Alkohol uderzył w mój pusty żołądek jak cegła, sprawiając, że w głowie zaczęło mi się kręcić, a wzrok mi się rozmazał. Sięgnęłam po trzeci kieliszek. Byłam dopiero w połowie trzeciego piwa, gdy jakaś dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku z miażdżącą siłą. Kufel się wyślizgnął, wylewając pianę na stół. Declan pociągnął mnie w swoją stronę. – Hej! Psujesz zabawę! – wybuczeli jego przyjaciele, rzucając w niego serwetkami. Declan ich zignorował. Jego chwyt na moim nadgarstku przypominał żelazne imadło. Przeciągnął mnie przez zatłoczony klub, przepychając się przez spocone ciała i kopniakiem otworzył ciężkie, metalowe drzwi wyjściowe. Wypadliśmy w chłodne nocne powietrze zaułka. Declan odwrócił się gwałtownie i spiorunował mnie wzrokiem. – Przyjmij moją propozycję i skończ z tym błaznowaniem – rozkazał. Gwałtowne spożycie alkoholu sprawiło, że miałam mętlik w głowie. Świat się chwiał, ale gniew płonący w mojej piersi trzymał mnie na ziemi. Wyrwałam nadgarstek z jego uścisku. – Nie zostanę twoją kochanką, Declan – warknęłam w odpowiedzi, mrużąc oczy. – Możesz o tym zapomnieć. – Wolisz zamiast tego zachowywać się jak mała puszczalska? – syknął przez zęby, robiąc krok bliżej. – Wyglądałaś tam w środku żałośnie! – A co cię to obchodzi? – odkrzyknęłam. – Masz swoją narzeczoną. To moja prywatna sprawa, a w moich prywatnych sprawach nie ma już dla ciebie miejsca. – Nadal jesteś moja, Rhea. Zawsze będziesz moja – warknął. Miałam ochotę zaśmiać się z jego absolutnej czelności, ale chciało mi się też płakać. Kiedyś ten mężczyzna był taki słodki. Spędziłam ponad dwa lata na kochaniu go. Teraz, gdy stał przede mną w ciemnym zaułku, zdałam sobie sprawę, że był kimś obcym. – Nie jestem twoja – powiedziałam mu, ciesząc się, że mój głos brzmiał silniej, niż się czułam. Wydobył z siebie szorstki, gorzki śmiech. – Dobra, bądź sobie dziwką, nic mnie to nie obchodzi – warknął, a jego twarz wykrzywiła się okrucieństwem. – Rozkładaj nogi za pieniądze, bo tylko do tego się nadajesz... Te podłe słowa sprawiły, że coś we mnie pękło. Zapanowała nade mną czysta furia. Zanim zdążyłam się powstrzymać, uniosłam dłoń i zamachnęłam się. Moja dłoń zderzyła się z jego policzkiem. Mocny policzek zabrzmiał jak wystrzał w cichym zaułku. Declan nie drgnął, ale w jego oczach zapłonęła czysta wściekłość. Rzucił się do przodu. Jego dłonie wystrzeliły w moją stronę, sięgając do mojego gardła, by mnie udusić. Przygotowałam się na uderzenie, ale jego palce zatrzymały się centymetry od mojej skóry. Stanął jak wryty. Kolor odpłynął z jego twarzy. Jego oczy wbiły się w moją odsłoniętą szyję. – Co jest, kurwa – syknął. Chwycił mnie za podbródek, wbijając palce w moją szczękę, i szarpnął moją głowę w bok. – Czy to malinka? Ślad z tamtej nocy. Kiedy ubierałam się rano, zauważyłam, że ciemny siniak, który zostawił mi Silas, wciąż blednie, ale jest bardzo widoczny na mojej bladej skórze. – A co jeśli tak? – rzuciłam mu wyzwanie, wyrywając podbródek z jego uścisku. Spiorunował mnie wzrokiem, a jego spojrzenie stało się lodowate. – Z kim, do cholery, byłaś? – To nie twój interes – odparowałam. Odwróciłam się, by odejść. Declan chwycił mnie za ramię; jego palce wbiły się w moje mięśnie, zmuszając mnie do jęknięcia z bólu. Odwrócił mnie gwałtownie z powrotem przodem do siebie. – Odpowiedz na moje pieprzone pytanie, Rhea! Z kim byłaś?! Uniosłam podbródek. Przez zaciśnięte zęby oświadczyłam: – Z Silasem. Twoim przyszłym teściem. Jesteś zadowolony? Declan mnie puścił. Wydał z siebie głośne szczeknięcie śmiechu. – Żartujesz sobie ze mnie? Nie musisz wymyślać tak absurdalnej historyjki – szydził Declan, zanosząc się śmiechem. Więcej śmiechu dobiegło od strony drzwi. Ciężkie metalowe drzwi otworzyły się z hukiem, a jego kumple z bractwa tłoczyli się w zaułku; wyszli za nami, by obejrzeć przedstawienie. – Czy ona mówi o Silasie Vance'u? – prychnął chłopak z zaczesanymi do tyłu włosami. – On ma swoje standardy. Nigdy nie poleciałby na taką dziewczynę jak Rhea. – Taa, Rhea jest brudną dziwką, a Silas to Przewodniczący Likanów. Nie ma mowy – zaśmiał się kolejny kumpel. Skrzyżowałam ramiona ciasno na piersi. – Mówię poważnie – powiedziałam im. Moja nieugiętość pchnęła go na skraj. Tym razem Declan rzeczywiście chwycił mnie za gardło. Przycisnął moje plecy do szorstkiej, ceglanej ściany. Jego spojrzenie stało się zabójcze. – Przestań robić ze mnie głupca i powiedz mi prawdę – warknął. – Silas nigdy by nie chciał kogoś takiego jak ty. Jesteś nikim. Nie pasujesz do jego świata. Jego chwyt się zacisnął. Nacisk zmiażdżył moje drogi oddechowe. Drapałam jego grube nadgarstki, ale jego siła była przytłaczająca. W mojej piersi wybuchła panika. Otworzyłam usta, by złapać powietrze, ale nie mogłam oddychać. – A teraz co powiesz na to, że zrobisz, jak każę, i wprowadzisz się do domu, który kupiłem? – obiecał Declan, pochylając się blisko. – Kiedy wezmę ślub, będę cię często odwiedzał nocą, a ty będziesz rozkładać swoje śliczne, małe nóżki tylko dla mnie... Głośny, ryczący klakson samochodowy roztrzaskał napięcie w zaułku. Ogłuszający dźwięk zaskoczył Declana. Puścił miażdżący uścisk na mojej szyi. Osunęłam się na ceglaną ścianę, kaszląc i masując pulsujące gardło; skóra paliła od odcisków jego palców. Declan odwrócił się gwałtownie, piorunując wzrokiem każdego, kto śmiał mu przerwać. Elegancki, czarny Bentley stał na biegu jałowym przy krawężniku. Spojrzałam w tamtym kierunku, chwytając chrapliwe oddechy i zmarszczyłam brwi, gdy ciężkie tylne drzwi otworzyły się z rozmachem. Wciągnęłam z szokiem powietrze. Silas Vance siedział na luksusowym tylnym siedzeniu, wyglądając jak każdy cal dominującego Przewodniczącego Likanów. Jego ciemne oczy wbiły się we mnie. – Wsiadaj – Silas wydał z siebie jedno jedyne polecenie. Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Alkohol i brak tlenu sprawiły, że mój mózg pracował ociężale, ale nie mogłam pomylić niebezpieczeństwa, które z niego promieniowało. – Nie będę prosił po raz drugi, Rheo – ostrzegł Silas przez zęby. Odepchnęłam się od ściany. Poczułam szok na twarzy Declana, którego szczęka opadła, gdy pospiesznie go wyminęłam. Jego przyjaciele powtórzyli jego osłupiały wyraz twarzy, stojąc jak wryci na krawężniku. Pozostawiając ich wszystkich bez słowa, szybko wsunęłam się do skórzanego wnętrza samochodu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. – Jedź – Silas rozkazał kierowcy. – Tak jest, proszę pana. Gdy kierowca ruszył, zapadłam się w siedzenie. Declan stał na chodniku, znikając w cieniach. Silas powoli odwrócił głowę. Spojrzał na moją zaczerwienioną twarz, a jego głęboki głos sprawił, że policzki mi zapłonęły, gdy zapytał: – Używasz mnie, by wzbudzić zazdrość u swojego byłego narzeczonego, co?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zazdrosny były partner – Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa | Czytaj powieści online na beletrystyka