Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa

Autor: Vaelir·Hush

Odrzucenie Likana
Autor: Vaelir·Hush
3 sie 2026
Perspektywa Rhei Recepcjonistka gorączkowo zerwała się na równe nogi, a jej krzesło zgrzytnęło ostro o wypolerowaną, marmurową podłogę. Czyste przerażenie rozszerzyło jej oczy, gdy Silas spojrzał na nią z góry. Jego chłodny autorytet Likana promieniował przez rozległe lobby, dusząc tę wielką przestrzeń. – To ja decyduję, z kim się spotykam, a kogo odprawiam – stwierdził Silas. Jego ton był niski, niczym śmiercionośny warkot, który nie pozostawiał miejsca na dyskusję. – Nie ty. Pamiętaj, gdzie twoje miejsce. Kobieta przełknęła z trudem ślinę, opuszczając wzrok, jakby utrzymywanie kontaktu wzrokowego fizycznie ją parzyło. Silas przeniósł swoje intensywne spojrzenie na mnie. – Za mną. Moje nogi wydawały się być z galarety. Zrobiłam chwiejny krok do przodu, zmuszając drżące kolana do zablokowania się, by móc dotrzymać kroku jego imponującej sylwetce. Ominął resztę poczekalni i poprowadził mnie do eleganckiej, przezroczystej, szklanej windy. Wstukał sekwencję na zaawansowanym technologicznie panelu dotykowym, a drzwi zasunęły się, zamykając nas w środku. Uwięziona w zamkniętej przestrzeni, z brutalną siłą zderzyłam się z rzeczywistością mojej sytuacji. Byłam nad wyraz świadoma jego odurzającego, dominującego zapachu — rześkiej mięty zmieszanej z mrocznym, męskim piżmem. Moje serce tłukło się o żebra. Pod grubym, ciężkim materiałem prochowca miałam na sobie jedynie delikatną, czerwoną bieliznę. Koronka delikatnie drapała moją nagą skórę, stanowiąc nieustanne, szarpiące nerwy przypomnienie mojego desperackiego planu. Stał zaledwie centymetry ode mnie, a jednak jego wzrok pozostawał utkwiony prosto przed siebie. Cisza się przedłużała, gęsta i ciężka. Czy w ogóle uważał mnie za atrakcyjną? Zwątpienie gryzło moją słabnącą determinację. Winda zatrzymała się płynnie. Drzwi rozsunęły się, ukazując rozległy, wspaniały gabinet prezesa. Olbrzymie okna sięgające od podłogi do sufitu oferowały przyprawiający o zawrót głowy, zapierający dech w piersiach widok na tętniące życiem ludzkie miasto w dole. – Gdzie dokładnie jest twój gabinet? – mruknęłam, chłonąc wzrokiem bogate granitowe ściany i nowoczesne dzieła sztuki. – To jest mój gabinet – odpowiedział głosem pozbawionym jakichkolwiek czytelnych emocji. Ominął pluszowy skórzany fotel za swoim masywnym biurkiem. Zamiast tego odwrócił się przodem do mnie, opierając się swobodnie o wypolerowaną krawędź drewna i krzyżując kostki. Podwinął swoje czyste, białe rękawy do łokci, w pełni eksponując imponujące, grube mięśnie ramion. Ciemne spodnie perfekcyjnie opinały jego talię i umięśnione uda. Złapałam się na tym, że wpatruję się w żyły biegnące wzdłuż jego przedramion. Kiedy mój wzrok powędrował w górę, Silas posłał mi porozumiewawczy, pewny siebie uśmieszek. Kącik jego ust drgnął ku górze. Przyłapał mnie. Moje policzki zapłonęły. Przeniosłam ciężar ciała, próbując zignorować gorąco zalewające moją twarz. – A zatem – zaczął, a jego głęboki głos przeciął ciężkie napięcie. – Dlaczego tu jesteś? Zmusiłam się do wzięcia oddechu. – Mam problem. Potrzebuję twojej pomocy. Uniósł ciemną brew. – Jakiego rodzaju problem? – Mój ojciec został aresztowany – słowa wypłynęły z moich ust w desperackim pośpiechu. – Jego firma zbankrutowała z dnia na dzień. Straciliśmy wszystko. Jest winien zatrważającą sumę pieniędzy. Dokładnie pięć milionów dolarów. Silas nawet nie drgnął na tę astronomiczną kwotę. Zachował spokój, a jego ciemne oczy analizowały mnie, zdzierając moją obronę warstwa po warstwie, gdy czekał, aż będę kontynuować. – Chcę, żebyś to spłacił – błagałam, robiąc krok bliżej jego biurka. – Spłać dług, żeby mógł wyjść z tego wilgotnego więzienia. Uratuj moją rodzinę przed ruiną. Przejechał dużą dłonią po szczęce, przetwarzając tę potężną prośbę. – Pięć milionów dolarów – powtórzył cicho. – A co dokładnie dostałbym w zamian za przekazanie takiej sumy twojej rodzinie? To był ten moment. Zebrałam każdą uncję mojej słabnącej odwagi. Patrzenie Likanowi prosto w oczy było niebezpiecznym wyzwaniem, ale trzymałam podbródek wysoko. Drżącymi dłońmi sięgnęłam do węzła na mojej talii. Rozwiązałam pasek prochowca. Pozwoliłam, by ciężki materiał rozchylił się na tyle, by odsłonić skandaliczną porcję czerwonej koronki przylegającej do moich piersi, głęboki dekolt i bladą, nagą skórę mojego brzucha. Chłodne powietrze jego gabinetu uderzyło w moje nagie ciało, sprawiając, że sutki natychmiast stwardniały pod cienkim materiałem. Wzrok Silasa opadł. Jego oczy natychmiast pociemniały, śledząc linię mojego gardła w dół, aż do szkarłatnej koronki okalającej moją klatkę piersiową. – Na przyjęciu wyraźnie coś zaiskrzyło – mruknęłam, zniżając głos do zmysłowego, zachęcającego tonu. Zrobiłam kolejny krok, skracając dystans na tyle, by surowe gorąco promieniujące z jego dużego ciała oplotło moje. – Pomyślałam, że może mogłabym oddawać ci przysługi. Jego klatka piersiowa uniosła się i opadła z nagłym, zauważalnym ciężarem. – Jestem czystą studentką – szepnęłam, utrzymując jego mroczne spojrzenie. – Jestem dziewicą. Nietkniętą. I stosuję antykoncepcję, więc nie ma żadnych komplikacji. Cokolwiek zechcesz, moje ciało należy do ciebie. Powietrze między nami zaiskrzyło, gęste od ciężkiego, duszącego napięcia. Silas odepchnął się od biurka i zniwelował niewielką odległość między nami. Jego potężne rozmiary sprawiły, że poczułam się krucha i bezbronna pod tym drapieżnym spojrzeniem. Uniósł rękę. Jego zrogowaciałe palce delikatnie musnęły miękką skórę mojego policzka. Nieoczekiwana faktura jego dotyku posłała falę płynnego ciepła prosto do mojego wnętrza, gromadząc się nisko w moim podbrzuszu. Zamknęłam powiekami. Oddech uwiązł mi w gardle. Rozchyliłam wargi, pochylając się z niecierpliwym oczekiwaniem na miażdżący pocałunek, którego byłam pewna. Czekałam, aż jego silne ramiona oplotą moją talię, by odebrać nagrodę, którą tak swobodnie oferowałam. Zamiast tego poczułam mocne, ostre szarpnięcie za klapy mojego płaszcza. Moje oczy otworzyły się w czystym szoku. Silne dłonie Silasa ściągnęły razem gruby materiał, stanowczo zakrywając moją odsłoniętą klatkę piersiową i brzuch. Poprawił kołnierz, odcinając skandaliczną, czerwoną bieliznę i moją nagą skórę od swojego wzroku. Wpatrywałam się w niego, oszołomiona. Jego wyraz twarzy zmienił się z mrocznego pożądania w niesamowicie surowy, głęboko rozczarowany wyraz. – Naprawdę wierzysz, że muszę płacić kobiecie za seks? – zapytał ostro, a jego głęboki głos miał w sobie gryzącą krawędź. – Sama powiedziałaś to tamtej nocy. Mam nieskończenie wiele opcji. Moja twarz stanęła w ogniu. Natychmiastowe odrzucenie uderzyło we mnie jak cios fizyczny, kradnąc powietrze prosto z moich płuc. – Ja tylko pomyślałam... – Myślałaś, że możesz użyć swojego ciała, by zapłacić za moją pomoc – przerwał mi, a jego ton nagle złagodniał, przechodząc w bolesne, agonizujące współczucie, które bolało znacznie bardziej niż jego początkowy gniew. – Jesteś młoda, panno Ashdown. Będziesz głęboko żałować pójścia na takie poniżające skróty w swoim życiu. Skuliłam się, ściskając krawędzie mojego płaszcza zbielałymi knykciami. Czyste upokorzenie paliło w tylnej części mojego gardła, sprawiając, że oczy zaszczypały mnie od niewylanych łez. Nie chciał mnie. Przejrzał na wylot moją desperacką próbę uwiedzenia. – Mam córkę – kontynuował Silas, a jego głos spadł do cichego, stanowczego rezonansu, który zażądał mojej pełnej uwagi. Wyciągnął rękę, a opuszki jego palców na krótko musnęły kark mojej szyi, wysyłając dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa. – Nigdy nie uczyłbym jej, by traktowała swoje ciało jako zwykłą transakcję. Pragnę dla jej przyszłości czegoś więcej. Cofnął rękę, a nagła utrata jego dotyku pozostawiła mnie zmarzniętą. – Spodziewałem się po tobie czegoś lepszego. Te sześć słów zmiażdżyło moją duszę. Zrujnowały ostatnie, kruche resztki mojej dumy, pozostawiając mnie pustą, surową i wewnętrznie krwawiącą. Miał rację. Byłam warta więcej. Sprzedaż mojego dziewictwa w gabinecie prezesa za wielomilionową wypłatę była nowym, druzgocącym dnem. Zanim w ogóle zdążyłam spróbować bronić moich desperackich działań, ciężkie kliknięcie drzwi gabinetu rozległo się echem za moimi plecami. Odwróciłam się. Dwóch potężnych ochroniarzy w uszytych na miarę czarnych garniturach stało przy wejściu; ich twarze były puste i nieustępliwe. Cierpliwość Silasa się wyczerpała. – Mój czas dobiegł końca – stwierdził chłodno, okrążając biurko i odwracając się do mnie plecami. – Wyprowadźcie pannę Ashdown z budynku. Proszę. – Tak jest, proszę pana – odpowiedzieli ochroniarze w idealnym unisonie. Ruszyli naprzód i oflankowali mnie z obu stron, a ich masywne ramy nie pozostawiały miejsca na argumenty. Trawiona palącym, duszącym wstydem, który przyprawiał o mdłości, trzymałam głowę spuszczoną. – Dziękuję za poświęcony czas – szepnęłam do jego pleców łamiącym się głosem. Pozwoliłam, by milczący ochroniarze wyprowadzili mnie z okazałego gabinetu prezesa, z powrotem do szklanej windy i przez rozległe lobby. Recepcjonistka posłała mi triumfalny, kpiący uśmieszek, gdy bezceremonialnie odeskortowano mnie przez obrotowe szklane drzwi prosto na twardy, betonowy chodnik. Chłodny miejski wiatr chłostał włosami moją zarumienioną twarz. Otuliłam prochowiec ciaśniej wokół mojego drżącego ciała. Rzeczywistość mojej tragicznej sytuacji spadła na mnie z nieustępliwą siłą. Nie było łatwego wyjścia. Żadnego wybawiciela-miliardera. Desperacko potrzebowałam znaleźć legalną pracę. Kilka godzin później ogłuszający dudniący bas klubowej muzyki wibrował przez podeszwy moich tanich trampek. Stałam z żalem obok Meg za długim, lepkim, mahoniowym barem. Restauracja kilka godzin temu zrzuciła z siebie łagodną atmosferę jadalni, zamieniając się w dziki klub wypełniony spoconymi ciałami, rozlanymi drinkami i błyskającymi, neonowymi światłami. Pociągałam niekomfortowo za brzeg mojego niedorzecznego, obnażającego mundurka. Była to malutka, obcisła czarna spódniczka, która ledwo zakrywała mi tyłek, w połączeniu z mocno wyciętym, czerwonym, krótkim topem. Kusy materiał ciasno opinał moje piersi, wypychając dekolt do góry i eksponując zdecydowanie za dużo bladej skóry na pożarcie pijanych bywalców. Za każdym razem, gdy się poruszyłam, spódniczka podwijała się niebezpiecznie wysoko. Czułam się obnażona, bezbronna i niesamowicie tania. Ale nie mogłam przepuścić tej okazji. Bogaci mężczyźni, którzy odwiedzali to hałaśliwe miejsce, rozrzucali grube banknoty bez zastanowienia. Hojne napiwki były moją jedyną liną ratunkową, by powstrzymać bank przed przejęciem naszego domu do końca tygodnia. – Przestań za nią ciągnąć – westchnęła Meg, odtrącając moją rękę od spódniczki. Wyglądała niesamowicie w swoim dopasowanym mundurku, obnosząc się z tym odsłaniającym materiałem z niewymuszoną pewnością siebie. – Zarobimy dziś fortunę. Wyglądasz gorąco. Po prostu noś to z dumą. – Czuję się, jakbym stała na ringu aukcyjnym – mruknęłam, krzyżując ramiona obronnie na odkrytej klatce piersiowej w daremnej próbie ukrycia mojego głębokiego dekoltu. – Od tego są przyjaciółki – powiedziała, uderzając swoim ramieniem o moje na znak solidarności. – Będę pilnować twoich pleców. Po prostu się uśmiechaj, trochę flirtuj, podawaj drinki i bierz ich pieniądze. Głośny wybuch męskiego śmiechu wyrwał się nagle od głównego wejścia, przebijając się przez ciężki bas muzyki. Meg spojrzała przez moje ramię, a jej oczy przeskanowały nadciągający tłum. Wypuściła ciężkie westchnienie, szturchając mnie mocno łokciem w żebra. – Wygląda na to, że właśnie wpadła nam duża grupa facetów. Idą. Powodzenia. Wzięłam głęboki, uspokajający oddech, zmuszając moje napięte mięśnie twarzy do rozciągnięcia się w uprzejmy, powitalny uśmiech. Odwróciłam się, ze standardowym powitaniem kelnerki przygotowanym na końcu języka. I wtedy zamarłam. Wymuszony uśmiech prysł, znikając z moich ust w ułamku sekundy. Krew zmroziła mi się w żyłach, zamrażając sam szpik w moich kościach. Ogłuszająca klubowa muzyka przeszła w głuchy, odległy podwodny szum. Moje serce uderzyło w żebra z bolesnym, gorączkowym rytmem potwornego szoku. Przez oświetlone neonami wejście, w otoczeniu grupy głośnych, awanturujących się przyjaciół, kroczyła twarz, którą rozpoznałam natychmiast. Declan.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Odrzucenie Likana – Zakazane roszczenie Likańskiego Prezesa | Czytaj powieści online na beletrystyka