– P-panienko, proszę nie kazać mi robić niczego nielegalnego – wydukała Lucy, cofając się o krok.
Uniosłam ręce, by ją uspokoić.
– Spokojnie! Wyluzuj, rany – powiedziałam i przeczesałam dłonią włosy, wzdychając na jej dramatyzm. – Tak naprawdę robię im przysługę.
Wciąż wyglądała na niesamowicie skrępowaną.
– Ufasz mi, Lucy? – zapytałam.
Milczała, wahając się z odpowiedzią. Prawdopodobnie próbowała
















