logo

beletrystyka

Dar od bogini

Dar od bogini

Autor: Avelina Moreau

Rozdział trzeci
Autor: Avelina Moreau
11 sty 2026
Dreszcz przebiegł mi po plecach. Znałam dobrze ten wyraz twarzy. ...Był na mnie wściekły. Natychmiast spróbowałam się od niego cofnąć, ale wiedziałam, że jest za późno. Podszedł zamaszystym krokiem i szybko chwycił mnie ręką za szyję, przyciskając do ściany za mną. I natychmiast ból przeszył mnie od ramienia, którym gwałtownie uderzyłam o mur. – Aleric... Proszę... – wyjęczałam pod jego uściskiem, walcząc o oddech. Jego dłoń poluzowała się nieco, ale tylko po to, by upewnić się, że dobrze go słucham. To było szalone, ale nawet w takiej chwili więź partnerska wciąż sprawiała, że iskry wybuchały w miejscu, gdzie jego dłoń dotykała mojej skóry. To było chore, jak Bogini mogła zrobić to swojemu dziecku, sprawić, by czuło te doznania nawet w takiej sytuacji. – Czy myślisz, że jesteś tak ważna, że możesz traktować Theę w ten sposób? – zaryczał mi w twarz. – Aleric... ona przyszła do mnie pierwsza i... – – Dość! – przerwał mi. – Nie chcę twoich wymówek. Thea nie jest taka jak ty. To delikatna, słodka dziewczyna! Co by było, gdybyś wywołała u niej taki stres, że doprowadziłby do poronienia? Czy jesteś naprawdę tak małostkowa, by zabić dziecko z czystej złośliwości? I to przyszłego Alfę? Nawet z twarzą wykrzywioną wściekłością, wciąż wyglądał tak przystojnie. Kosmyk jego potarganych kruczoczarnych włosów opadł i okalał czoło, a zielone oczy błyszczały. Był o głowę wyższy ode mnie, szeroki w ramionach i zbudowany jak Bóg. W takich chwilach wyraźnie czułam różnicę wzrostu, gdy stał tak blisko mnie. Był imponującym, przerażającym mężczyzną, ale nie miałam wyboru, jak tylko uważać go za nieodpartego. Oczyściłam myśli, przypominając sobie, że to tylko więź partnerska sprawia, że czuję do niego te rzeczy. Jego dotyk i zapach były odurzające, ale to nie ja naprawdę czułam to do niego. To była tylko klątwa. – Aleric... nie, nigdy bym tego nie zrobiła. Przyszła do mnie, mimo że wiedziała... I nagle spoliczkował mnie. Mocno. Zamrugałam, gdy mój wzrok się rozmazał, a policzek zapiekł. – Jesteś niczym, Ariadne. Jesteś tu tylko dlatego, że ci na to pozwalam, nigdy o tym nie zapominaj. Możesz być wybrana na Lunę przez Boginię, ale to ja mam ostateczne słowo w tej watasze. Jeśli odważysz się znowu skrzywdzić Theę, dopilnuję, byś tego pożałowała. I z tymi słowami puścił mnie, a moje plecy zsunęły się po ścianie, gdy nogi odmówiły posłuszeństwa. Byłam pewna, że w tamtej chwili rozważał zabicie mnie. Jego gniew nie był dla mnie niczym nowym, ale to był pierwszy raz, kiedy groził, że całkowicie usunie mnie z mojej pozycji... albo gorzej. Rzuciwszy na mnie ostatnie spojrzenie pełne obrzydzenia, wyszedł równie gwałtownie, jak się pojawił. Ale gdy tylko drzwi zamknęły się za nim, wybuchnęłam histerycznym śmiechem, a łzy znów popłynęły z moich oczu. Gdyby tylko usunął mnie z pozycji na samym początku, to nigdy by się nie wydarzyło. Gdyby od razu odrzucił mnie jako partnerkę, zamiast poddawać mnie tym torturom przez ostatnie sześć lat, może pewnego dnia nauczyłabym się wieść przyzwoite życie bez niego. Byłam tu tylko z jego powodu. Ponieważ wataha i Aleric poprosili mnie, bym była ich Luną. Mogłam spróbować żyć normalnie i zapomnieć o nim, gdyby tylko uwolnił mnie wcześniej. ...Może nawet znalazłabym kogoś, kto by mnie pokochał. – Aria? – zapytała niepewnie Sophie, obserwując mój śmiech z troską. Musiała pomyśleć, że w końcu zwariowałam, i pewnie miała rację. Sophie widziała, co właśnie przeszłam, tylko po to, by zobaczyć, jak się z tego śmieję. Może naprawdę w końcu pękłam. Kto by pomyślał, że stanie się to dzisiaj? – To tylko żart, Sophie, nie widzisz? – uśmiechnęłam się szeroko, wciąż chichocząc. – To wszystko jeden wielki żart. Całe moje życie! Założę się, że Bogini patrzy na mnie w dół jak na formę rozrywki. Myślisz, że Bogowie się nudzą? Zastanawiam się, dlaczego inaczej ktoś uczyniłby mnie Luną tylko po to, bym musiała znosić rzeczy, które znosiłam. – Och, Aria – powiedziała Sophie, kucając, by znów objąć mnie ramionami. – Moje biedne maleństwo. Wszystko w porządku. Wszystko będzie dobrze. Głaskała mnie po włosach, gdy mój śmiech powoli zmieniał się w szloch przy jej piersi. – Pójdę z tobą – powiedziała w końcu Sophie, gdy się uspokoiłam. – Możemy wyjechać razem. Jestem pewna, że będziemy miały większe szanse na ucieczkę, jeśli będziemy działać wspólnie. Sophie... poszłaby ze mną? Spojrzałam na starszą kobietę w szoku. Ryzykowała wiele, by zostać ze mną banitką i uciec. Gdybyśmy kiedykolwiek zostały złapane, prawdopodobnie zostałaby stracona. – Chodź, zrobię ci herbatę i porozmawiamy o tym, co zrobimy – powiedziała, podnosząc mnie na nogi. Z wahaniem skinęłam głową i uśmiechnęłam się do starszej pani. Sophie się o mnie troszczyła. Będzie dobrze. Poradzimy sobie. Następnego dnia przygotowałam się na spotkanie o ósmej rano z wyższymi członkami rady watahy. Moje długie srebrne włosy wciąż były w nieładzie, ale starałam się je okiełznać najlepiej, jak potrafiłam. Pod moimi fiołkowymi oczami widziałam ciemne worki ze stresu i braku snu, którego doświadczyłam poprzedniej nocy. Niestety, makijaż przyniósł marne rezultaty w ich zakrywaniu. Mój wygląd był wyraźną reprezentacją mojej rodziny, Chrysalis. Srebrne włosy i fiołkowe oczy jednoznacznie zdradzały nasze starożytne pochodzenie z linii Bet. Był to niezwykły widok dla ludzi spoza naszej watahy, ale byłam dumna ze swojego odbicia. Byłam pierwszą córką urodzoną w naszej rodzinie Bet od ponad wieku i jedynym dzieckiem moich rodziców. Urodziłam się też dwa lata po Alericu, więc było niemal pewne, że zostaniemy sparowani, jako że nasze rodziny zawsze były ze sobą blisko związane. Starszyzna nawet przepowiedziała, że nasz związek przyniesie wielki sukces watasze; mieli rację. W sali obrad usiadłam po prawej stronie Alerica. Ale w przeciwieństwie do zwykłego dnia, dzisiaj czułam na sobie wzrok innych rangą członków watahy i starszyzny, który we mnie wbijali. Nie mogłam jednak nic z tym zrobić. Nie, wszystko, co mogłam zrobić w odpowiedzi, to trzymać wzrok spuszczony. Zawsze w dół. Wszyscy wiedzieli. Wiedzieli, jak upokorzona muszę się czuć, jak wzgardzona jestem, a jednak patrzyli na mnie, jakbym była atrakcją cyrkową. Jakbym nie była po prostu dziewczyną zmęczoną byciem wykorzystywaną. Spotkanie dotyczyło zwykłych spraw: patroli granicznych, obserwacji samotników, sojuszy terytorialnych. Ale po raz pierwszy nikt nie odważył się zadać mi żadnego pytania. Wszyscy zachowywali się tak, jakby mnie tam w ogóle nie było. I szczerze mówiąc, żałowałam, że mnie tam nie ma. Powiedziałam Sophie, że wyjedziemy pod koniec tygodnia. Były jeszcze rzeczy, które musiałam zorganizować, i chciałam upewnić się, że wataha ma wystarczająco dużo przygotowane, by funkcjonować przynajmniej przez jakiś czas pod moją nieobecność. Miałam nadzieję, że nikt nie zauważy mojego zniknięcia przez kilka dni i przy odrobinie szczęścia zdołamy pokonać wystarczający dystans, by uniemożliwić im znalezienie nas, nawet gdyby próbowali; nasze ślady i zapach miały zniknąć do tego czasu. – ...Co o tym sądzisz, Luno? – zapytał mnie nagle Starszy Luke. Podniosłam gwałtownie wzrok ze zdziwienia, wyrwana z głębokich rozmyślań. Nie spodziewałam się, że ktokolwiek zwróci się do mnie podczas tego spotkania. Zakaszlałam, odchrząkując, i próbowałam przypomnieć sobie cokolwiek, o czym przed chwilą dyskutowali. Nieopatrznie pozwoliłam myślom zbytnio odpłynąć. – Cóż... to jest hmm... – zaczęłam. Ale na szczęście w tym samym momencie drzwi otworzyły się z hukiem, oszczędzając mi konieczności odpowiedzi. Jednak nie spodziewałam się, że osobą, która wparuje do środka, będzie mój ojciec. Nawet nie zauważyłam jego nieobecności na spotkaniu, trzymając wzrok spuszczony przez cały czas. Cóż, był tu teraz, stojąc przed nami, i wyglądał na... wściekłego. Coś, co sprawiło, że wewnętrznie zaszlochałam. Czy zgadzał się z Alerikiem? Czy był zły o to, jak potraktowałam Theę? – Co to ma znaczyć?! – zażądał wyjaśnień. A ja instynktownie drgnęłam. Choć była to reakcja, która okazała się niepotrzebna. Ponieważ, ku mojemu zaskoczeniu, jego oczy zwróciły się nie na mnie... lecz na Alerica. Spojrzałam gwałtownie i zobaczyłam Alerica wpatrującego się stoicko, z twarzą całkowicie nieczytelną. A może po prostu autentycznie go to nie obchodziło. – Co się stało, Beto Jarredzie? – zapytał Aleric. – Nie tylko zjawiłeś się spóźniony, ale teraz także wywołałeś ogromne zakłócenie naszego spotkania. – Nie udawaj głupiego – warknął mój ojciec. – Myślisz, że możesz tak upokarzać moją rodzinę, a ja będę ci dalej lojalnie służyć? Ona jest moją córką! Naszą Luną, twoją partnerką! A ty pozwalasz jakiejś lafiryndzie nosić twoje dziecko i mianujesz je dziedzicem? Oddech natychmiast uwiązł mi w gardle, niemal mnie dławiąc. Mój ojciec... bronił mnie? Przed Alerikiem, naszym Alfą? Zawsze był bardziej lojalny wobec rodziny Alfy niż czegokolwiek innego. Choć to smutne, nigdy nie byliśmy z tego powodu szczególnie blisko, a jego jedynym okazaniem emocji wobec mnie przez lata było rozczarowanie. Rozczarowanie, mimo że wciąż robiłam, co mogłam, pomimo tego piekła, jakie zgotowało mi życie. Szczęka Alerica szybko się zacisnęła na jego słowa. – Myślę, że musisz się uspokoić – powiedział powoli. Wszyscy słyszeli ostrzeżenie w jego słowach, ale mój ojciec zdawał się tego nie zauważać albo nie dbać o to. – Uspokoić się? Uspokoić się?! – zaryczał. – Nie, pozwalałem ci lekceważyć ją zbyt długo, szczeniaku. Ona jest córką rodu Chrysalis i zasługuje na twój szacunek, choćby tylko ze względu na jej pochodzenie z linii Bety. Pomyśleć, że odrzuciłbyś ją, jakby była śmieciem, i zapłodnił inną kobietę. To niedopuszczalne. Aleric wyraźnie stawał się coraz bardziej wściekły z każdą sekundą. Coś, co czuła cała sala. – Beto Jar... – Próbował przemówić, ale mój ojciec kontynuował tyradę, przerywając mu. – Twój ojciec byłby zniesmaczony, gdyby żył. Jeśli Aria nie może mieć dziecka, to jest to klątwa Bogini rzucona na ciebie i twój pogardliwy stosunek do tej więzi partnerskiej. Aria na to nie zasługuje. Ty na nią nie zasługujesz. Tego było za wiele. Aleric w końcu stracił panowanie. – Śmiesz insynuować, że to ja jestem przyczyną bezpłodności twojej córki jako przesłanie od Bogini?! Czy zdajesz sobie sprawę, że wygłaszasz teraz zdradzieckie słowa? Bogini wybrała mnie ponad wszystko, bym był Alfą i kontynuował przywództwo oraz linię tej watahy. Jeśli Aria nie potrafi tego zaakceptować, to jej problem. Thea urodzi moje dziecko i zostanie ono mianowane dziedzicem. To ostateczne. A teraz sugeruję, byś natychmiast opuścił to spotkanie i poszedł się uspokoić, Beto. Szmer zgody rozległ się w sali ze strony wszystkich obecnych. Ale mimo że Aleric użył swojego głosu Alfy, zdawało się to mieć niewielki wpływ na mojego ojca. Zamiast tego mój ojciec wybuchnął krzykiem wściekłości na te pełne samozadowolenia postawy wszystkich wokół i natychmiast wszyscy zamilkli, schylając głowy. Jego oczy pociemniały, ostrzegając, że jego wilk jest tuż pod powierzchnią, gotów przejąć kontrolę, a w pomieszczeniu zrobiło się napięcie. Wyglądał, jakby w każdej sekundzie miał stracić panowanie nad sobą. Wszyscy czuli moc bijącą od niego. Był drugim najsilniejszym członkiem w całej watasze, jego autorytet i siła wystarczyły, by każdy się ugiął; z wyjątkiem, oczywiście, Alerica i mnie. Co więcej, biorąc pod uwagę, że byliśmy najsilniejszą watahą w kraju, można by argumentować, że mój ojciec był silniejszy nawet od większości Alf innych watah. A jednak, jakimś cudem, nawet w obliczu takiego gniewu, Aleric jedynie prychnął na jego postawę... ...I to wystarczyło, by rozpętało się piekło, niemal jakby można było zobaczyć, jak w moim ojcu w końcu coś pęka. – Zabiję cię! – wrzasnął z obłędem w oczach, rzucając się przez stół w stronę Alerica. – Ojcze! Nie! – krzyknęłam, ale było za późno. Ponieważ w locie przemienił się w swojego szarego wilka i powalił Alerica na ziemię.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział trzeci – Dar od bogini | Czytaj powieści online na beletrystyka