Z perspektywy Natalie
Poczułam niepokój, gdy tylko weszłam do domu stada. Sposób, w jaki członkowie mojego stada uśmiechali się do mnie złośliwie, śmiejąc się ukradkiem w dłonie... Wiedziałam, że coś kombinują. Ich żarty i znęcanie się stawały się coraz gorsze i bardziej bolesne za każdym razem, gdy udało im się dopaść mnie w odosobnieniu. Moje siniaki po ostatnim razie wciąż nie zniknęły.
Moje ciało bolało od pobicia, które zniosłam dwa dni temu, ale dzieliło mnie zaledwie kilka godzin od momentu, w którym to wszystko miało się skończyć.
Musiałam tylko dotrzeć do Jake'a, zanim wprowadzą swój plan w życie.
Jake był moim chłopakiem od czterech lat. Był jedyną osobą, która się o mnie troszczyła i której mogłam ufać.
Byliśmy w sobie zakochani od czasów liceum. Był również następcą, który wkrótce miał zostać Alfą naszego stada. Nie miało to dla mnie znaczenia, ale miało dla innych kobiet w stadzie. Nienawidziły faktu, że jest ze mną. Uważały, że zasługuje na silniejszą Lunę, niż ja kiedykolwiek mogłabym być, i wszystkie pragnęły zostać tą jedyną, wybraną przez niego.
Nigdy jeszcze nie przeszłam przemiany. Dla nich byłam zaledwie omegą... odrzutkiem, jak lubili mnie nazywać, najsłabszym z miotu.
To powinno było się wydarzyć trzy lata temu, kiedy skończyłam szesnaście lat, ale tak się nie stało. Teraz miałam dziewiętnaście, wiek, w którym mogliśmy rozpoznać naszych przeznaczonych, ponieważ nasze wilki powinny już do tego czasu dojrzeć. Gdybym przeszła przemianę, wiedziałabym już, że Jake jest mi przeznaczony, ale musieliśmy czekać dodatkowe osiem miesięcy do dzisiaj, do jego dziewiętnastych urodzin, aby mógł rozpoznać we mnie swoją partnerkę.
Jake'owi nie przeszkadzało, że się nie przemieniłam. Byliśmy razem, zanim którekolwiek z nas osiągnęło wiek przemiany, i oboje byliśmy pewni, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Stał przy mnie i chronił mnie przed okrucieństwem otaczających nas wilków, kiedy mnie nie udało się przemienić razem z innymi.
Nie miał jeszcze władzy, by użyć głosu Alfy i rozkazać im, by raz na zawsze zostawili mnie w spokoju, ale starał się być przy mnie i bronić mnie przy każdej możliwej okazji.
Wszystko, co wiązało się z byciem z Jakiem, sprawiało, że moje gówniane życie wydawało się snem. Kiedy mnie przytulał, odganiał całe zło, a ja zawsze wiedziałam, że wszystko będzie dobrze, gdy jestem z nim.
Dzisiejszy dzień miał na zawsze zmienić resztę mojego życia.
Przeskanowałam wzrokiem tłum, desperacko próbując go znaleźć. Prawdopodobnie on również mnie szukał. Rozmawialiśmy o tej nocy od lat.
„Jake? Gdzie jesteś?” – zapytałam przez więź stada, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
„Biedny, mały człowieczku, masz sporo czelności, by się tu teraz pojawiać. Masz w ogóle pojęcie, jak bardzo stado jest szczęśliwe? Twoja obecność tylko to zrujnuje. Ta impreza jest wyłącznie dla wilków ze stada” – powiedziała Savannah, najlepsza przyjaciółka mojej siostry, gdy tłum rozstąpił się przed nią, a muzyka ucichła. Goście przestali tańczyć i rozmawiać, by obserwować, jak największa dręczycielka w stadzie kroczy w moją stronę z wargą wykrzywioną z odrazą.
Kolorowe światła wciąż migotały w niekomfortowej ciszy.
Miałam nadzieję, że bohater wieczoru zauważy to zamieszanie i stanie u mego boku, ale tak się nie stało. Kiedy omiotłam wzrokiem te wszystkie rozbawione twarze, nigdzie go nie było.
„Jake mnie zaprosił. Należę do tego stada i mam prawo tu być” – wyszeptałam, ale czułam, jak pod powiekami zbierają mi się piekące łzy, gdy wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem. Miało wydarzyć się coś strasznego. Czułam to. To było coś więcej niż tylko Savannah strzępiąca swój niewyparzony język.
„Nawet on cię tu nie chce” – zakpiła, po czym posłała mi szeroki uśmiech. „Sama się przekonaj. Gdzie jest Jake, hę? Myślę, że poszedł do swojego pokoju. Powinnaś sprowadzić go z powrotem na dół i zobaczyć, co ma do powiedzenia.”
Ze złością zmrużyłam oczy i mocniej przycisnęłam jego prezent do piersi. Coś knuła, ale bardziej zależało mi na znalezieniu Jake'a niż na wysłuchiwaniu jej bzdur.
Gdy ruszyłam naprzód, Savannah odsunęła się na bok, a ja czułam, jak wszyscy z rozbawieniem obserwują, jak wchodzę po schodach.
Pokój Jake'a znajdował się na końcu korytarza za podwójnymi drzwiami, do których natychmiast się pośpieszyłam. Słyszałam za sobą ludzi wchodzących po schodach, bez wątpienia prowadzonych przez Savannah, ale moje ocalenie znajdowało się zaledwie kilka kroków stąd.
Gdy tylko wejdę do jego pokoju, będę mogła zamknąć drzwi i udawać, że nikt z nich nie istnieje.
Będziemy tylko we dwoje.
Gdy zacisnęłam dłoń na zimnej gałce od drzwi, z tyłu głowy poczułam dziwne zaniepokojenie. Było to ostrzeżenie mówiące mi, abym nie wchodziła do środka. Wiedząc, że to pułapka, chciałam się odwrócić i uciec. Jednak mimo to przekręciłam gałkę i pchnęłam drzwi.
Głośny jęk samicy znajdującej się pod moim chłopakiem sprawił, że zamarłam, i wpatrywałam się szeroko otwartymi oczami w splecioną ze sobą parę. Jake pchnął się w nią gwałtownie, wydając z siebie jęki rozkoszy.
Mój żołądek zwinął się w supeł, a płuca zaprotestowały, gdy próbowałam zaczerpnąć tchu. Maleńka iskierka światła w moim życiu właśnie zgasła, pogrążając mój umysł w całkowitej ciemności w miarę, jak przetwarzałam to, co widzę.
Uniósł głowę i spojrzał na moją zalaną łzami twarz, ale wcale mnie nie widział, ponieważ to jego wilk przejął kontrolę. Jego kły wydłużyły się tuż przed tym, jak wpił się w jej szyję, przebijając skórę i naznaczając ją jako swoją przeznaczoną.
Moją siostrę.
„Nie” – wyszeptałam, zakrywając dłonią usta. Jake odsunął się, warcząc na to zakłócenie spokoju.
„Mówiłam ci, że cię nie chce” – szepnęła mi do ucha Savannah, a moja siostra zaśmiała się spod mojego chłopaka, wyciągając rękę i wsuwając dłoń w krótkie, blond włosy Jake'a.
„Mogłabyś zamknąć drzwi, Tilly?” – zapytała niewinnie Haylee, ale złośliwy błysk w jej zmrużonych oczach zdradzał, że jest zachwycona swoim triumfem nade mną. Nie tylko ukradła mi miłość mojego życia, ale teraz miała zostać jego Luną. „Próbuję spędzić tu prywatną chwilę z moim przeznaczonym.”
Przeznaczonym.
To słowo wydawało się teraz tak puste. Jake nienawidził Haylee. Widział, jak podła była dla mnie, i gardził nią za to. Teraz obnażał na mnie kły, by jej bronić.
„Jak mogłeś?” – wykrztusiłam, a przez moją pierś przetoczył się szloch. Prezent, który trzymałam, upadł z głuchym stukotem na podłogę tuż przede mną. Ten nagły, głośny dźwięk zdawał się przywrócić Jake'owi kontrolę nad sobą, a jego oczy odzyskały swój zwykły, brązowy kolor.
Opadła mu szczęka, gdy z poczuciem winy przenosił wzrok ze mnie na moją siostrę, ale nie wyglądał, jakby czegokolwiek żałował. Był szczęśliwy, że znalazł i naznaczył swoją przeznaczoną. Żałował jedynie, że został przyłapany na zdradzie. Rozdarcie malujące się na jego twarzy tylko jeszcze bardziej mnie rozzłościło, gdy wydyszał moje imię, wysuwając się z mojej siostry. Usiadła, podczas gdy on podniósł się na równe nogi; żadne z nich nie wstydziło się swojej nagości.
„Natalie, ja...” – zaczął, robiąc krok w przód, co sprawiło, że odsunęłam się o krok do tyłu, tylko po to, by zostać popchniętą z powrotem w jego stronę przez tłum gapiów.
Potknęłam się, starając się utrzymać od niego jak najdalej.
Nieprzerwany strumień łez rozmazywał mi wzrok, a moja pierś bolała, gdy ponownie wyszeptał moje imię. „Tilly... Ona jest moją przeznaczoną” – ogłosił wreszcie, sprawiając, że wszyscy w domu wznieśli radosne wiwaty z okazji tego, że ich przyszła Luna została naznaczona.
Usłyszenie tego z jego ust bolało jeszcze bardziej. Zadrżałam z odrazą, gdy patrzyłam, jak moja siostra kładzie dłoń na jego plecach. Na jego skórze pojawiła się gęsia skórka, a pod wpływem jej dotyku wydał z siebie ciche warknięcie pełne rozkoszy.
„Przecież jej nienawidzisz” – zaszlochałam, wyciągając palec w jej kierunku. „Tyle razy mi powtarzałeś, jaka to jest okropna i jak współczujesz jej przeznaczonemu, że utknie z kimś tak podłym! Mogłeś ją odrzucić!” – Cofnęłam rękę, wycierając nos i gwałtownie mrugając, by wyostrzyć rozmazany obraz.
„Ona jest moją przeznaczoną” – powtórzył. „Nigdy nie chciałem cię zranić, Tilly. Przysięgam, że wcale nie tak wyobrażałem sobie ten wieczór. Ale ty, ze wszystkich ludzi, powinnaś najlepiej wiedzieć, jak ważne jest, abym naznaczył swoją przeznaczoną przed Ofiarowaniem. Mogą się zjawić w każdej chwili, a nie mógłbym przecież połączyć się z tobą, skoro nie jesteś mi przeznaczona. Jesteś c...”
Wzięłam głęboki wdech, gdy powstrzymał się przed wypowiedzeniem tego słowa. Próbowałam się uspokoić, ale moje ciało walczyło o to, by poddać się rozpaczy i bólowi po jego zdradzie. „Człowiekiem” – wyplułam z siebie, kończąc za niego zdanie i desperacko walcząc ze łzami.
Był jedyną osobą, która nigdy mi tego nie wypominała. Był moim jedynym bezpiecznym miejscem w tym stadzie. A teraz przeszedł na ich stronę. Nigdy nie przypuszczałam, że spojrzy na mnie w ten sam sposób, co oni. Udawał, że nie ma to dla niego znaczenia, ale najwyraźniej po tym wszystkim okazało się, że jednak miało. I to na tyle wielkie, że wolał połączyć się z moją siostrą i uczynić z tej wstrętnej kobiety swoją Lunę, niż być ze mną... człowiekiem.
„Nie rób ze mnie tego złego tylko dlatego, że znalazłem swoją bratnią duszę, Tilly! Znalezienie tej jednej osoby to coś, o czym marzyliśmy od lat! Nie wiedziałem, że to nie będziesz ty, ale i tak powinnaś się cieszyć moim szczęściem” – upierał się, próbując się bronić, co sprawiło jedynie, że nienawidziłam go jeszcze bardziej.
Nawet nie zadał sobie trudu, by się od niej odsunąć, gdy pocierała jego ramię, zaginając swój wypielęgnowany pazur na jego klatkę piersiową, aby upewnić się, że zauważę, jak posiada go na własność.
Spojrzałam na niego z obrzydzeniem, gdy pod jej dotykiem znowu zaczął nabrzmiewać, i pokręciłam głową. „Żal mi cię, Jake.”
Mojemu szeptowi zawtórował wściekły warkot mojej siostry, po czym uniosła brew i obdarzyła mnie fałszywym uśmiechem. „Mogłabyś, wychodząc, zamknąć za sobą drzwi, odrzutku? Jeszcze tu nie skończyliśmy.”
















