Luna bez Wilka i jej Bezwzględna Bestia

Luna bez Wilka i jej Bezwzględna Bestia

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 7
Autor: Aeliana Thorne
9 mar 2026
Z perspektywy Natalie Minęło kilka godzin, zanim zebrałam się na odwagę, by skorzystać z prysznica. Cieszyłam się, że miałam ze sobą swoją torbę ucieczkową, gdy zabrano mnie z mojego stada. Czyste ubrania i ciepły prysznic zdziałały cuda dla mnie i mojego zranionego ramienia, i byłam gotowa przetestować granice mojej nowej niewoli oraz poznać swoje miejsce. Jeśli nie wolno mi było opuszczać „naszej” sypialni, wkrótce się o tym przekonam. Zatrzymałam się na chwilę przy drzwiach, zastanawiając się, co by się stało, gdyby król wrócił, a mnie by nie było. Jakie kary otrzymywały ludzkie rozpłodówki? Czy były tu inne ludzkie rozpłodówki, czy też zabijano je po wydaniu na świat dziedzica? Potrząsnęłam głową, spoglądając z powrotem na pokój, podziwiając blask późnego popołudniowego słońca na złotych detalach zdobiących słupki łóżka. Zastanawiałam się, jakie inne piękne projekty czekały na odkrycie w reszcie zamku. Klamka z brązu była zimna pod moim dotykiem, jak ostrzeżenie, że powinnam się wycofać i zostać tam, gdzie mnie zostawiono. Zamiast tego pociągnęłam za drzwi, podskakując na widok wielkich pleców blokujących mi wyjście. Mężczyzna był co najmniej o dwie głowy wyższy ode mnie i mógłby uchodzić za olbrzyma, gdybym nie wiedziała, że jest Likanem, kiedy nie przybiera ludzkiej postaci. Przesunął się na bok, odwracając się do mnie, gdy robił mi przejście. Zgiął się w pasie, zaskakując mnie, gdy skłonił się w swoim nieskazitelnym czarnym garniturze. Nie wiedziałam, co robić ani jak się zachować. Ale gdy wyprostował się z powrotem do swojej pełnej wysokości i ponownie przeniósł wzrok wzdłuż korytarza, uznałam, że mogę swobodnie po nim wędrować. – Dzień dobry – powiedziałam cicho, próbując ocenić mężczyznę przede mną. – Czy wolno mi opuścić pokój? Spojrzał na mnie z góry, marszcząc brwi, jakby był zdezorientowany, po czym znów odwrócił wzrok, potwierdzając to krótkim skinieniem głowy. Wpatrywałam się w niego jeszcze przez chwilę, czekając, aż zmieni zdanie lub zgłosi mnie królowi. Kiedy się nie poruszył, odwróciłam się i ruszyłam korytarzem, bardzo świadoma wielkiego mężczyzny podążającego za mną jak cień. Jego obecność była dziwnie uspokajająca. Kręte schody z białego marmuru sprawiły, że się zatrzymałam, ponieważ nie byłam pewna, w którym kierunku iść, w górę czy w dół. Spojrzałam przez balustradę w stronę holu, po czym ponownie podniosłam wzrok. – Wasza Wysokość – sapnęła młoda kobieta, a ja odwróciłam się w samą porę, by zobaczyć, jak dyga z opuszczoną głową. – Czy mogę pomóc ci w czymś? Zlustrowałam ją wzrokiem. Młoda dziewczyna miała na sobie czarne spodnie i wpuszczoną w nie czarną koszulę zapinaną na guziki. W lewej ręce trzymała koszyk ze środkami czystości. Sposób, w jaki się do mnie zwróciła, podobny do tego, w jaki postąpił kłaniający się mężczyzna stojący kilka stóp dalej, zaskoczył mnie. Wasza Wysokość. Czy byli źle poinformowani, czy to ja żyłam w błędzie? Zostałam wybrana na partnerkę. Nie byłam partnerką z przeznaczenia. Czy rozpłodówka mogła zostać królową, czy tylko zajmowałabym to stanowisko, dopóki on nie napotka swojej prawdziwej przeznaczonej? – Nie, dziękuję. Nie jestem pewna, dokąd idę. – Mój głos urwał się, gdy rozejrzałam się dookoła. – Niedługo będzie obiad. Czy życzysz sobie, abym zaprowadziła cię do gabinetu króla, abyście mogli zjeść razem, czy wolałabyś prywatną jadalnię? – Uśmiechnęła się szeroko, a ja oceniłam, że ma nie więcej niż szesnaście lat. Prawdopodobnie już przeszła przemianę, co oznaczało, że mogła również usłyszeć, jak moje serce łomocze w piersi na wzmiankę o mężczyźnie, który nieoficjalnie uznał mnie za swoją partnerkę. – Jeśli pójdziesz tym korytarzem i skręcisz w prawo do wschodniego skrzydła, jego gabinet będzie po lewej stronie. Tobias tutaj też może cię zaprowadzić, jeśli chcesz. Skinęłam głową, przyjmując tę informację do wiadomości, ale nie do końca przekonana do poszukiwania i spędzania czasu z mężczyzną, z którym miałam się połączyć, zanim będę musiała. Jednak lekkie przeczucie w moim umyśle podpowiadało mi, że chociaż naprawdę go nie znałam ani mu nie ufałam, powinnam udać się do niego po odpowiedzi. Pozostawienie mnie w naszej sypialni z zaledwie jednym zdaniem było irytujące. – Dziękuję – powiedziałam, walcząc z chęcią opuszczenia głowy w akcie uległości, jak mnie do tego szkolono i jak oczekiwano ode mnie w moim stadzie jako od Omegi. Jeśli myśleli, że mam być ich królową, nie chciałam się kompromitować. Poczekam, aż zostaną poprawnie poinformowani o mojej pozycji tutaj, zanim zacznę zachowywać się jak członek stada o niższej randze. Młoda kobieta dygnęła ponownie, po czym ruszyła dalej korytarzem. Odwróciłam się do mężczyzny stojącego za mną, Tobiasa, a on uniósł jedną brew, po czym wskazał dłonią, bym ruszyła korytarzem. Wyglądało na to, że jednak oficjalnie poznam tego króla Killiana. Gdy zbliżaliśmy się do wejścia do wschodniego skrzydła, korytarz rozświetlał jasny, wielokolorowy szklany mural. Wpatrywałam się z otwartymi ustami w zawiłe detale opowieści, którą przedstawiał: Bogini błogosławiącej wilki i ich przemiany w postać Likana. Sposób, w jaki artysta ukazał bestię, był piękny i ani w połowie tak przerażający, jak wyglądały one w prawdziwym życiu. Trudno było oderwać wzrok, ale nadszedł czas, by uzyskać odpowiedzi. Wypuściłam głęboki oddech, po czym odwróciłam się z wyprostowanymi plecami i wysoko uniesioną głową, ruszając korytarzem. Podwójne drzwi po mojej lewej stronie rzucały się w oczy z daleka. Nie potrzebowałam Tobiasa, żeby mi powiedział, że to tutaj. Wewnątrz mnie czułam lekkie przyciąganie, które kazało mi wejść do środka. Zapukałam cicho w drzwi, wzdrygając się, gdy zostały gwałtownie otwarte przez bladą czarownicę, która brała udział w moim porwaniu. – Dobrze. Może uda ci się sprawić, by zaczął zachowywać się racjonalnie – powiedziała, przeciskając się obok mnie i sugestywnie pocierając dłonią klatkę piersiową Tobiasa. Pozostał pozbawiony wyrazu twarzy, ale lekkie drgnięcie jego szczęki powiedziało mi, że albo cieszył się uczuciem czarownicy, albo był nim zirytowany. Odwróciłam się z powrotem do otwartych drzwi, czując, jak moje serce gubi rytm na widok mężczyzny o wyglądzie boga, który wpatrywał się we mnie zapierającymi dech w piersiach, piwnymi oczami. Jego brązowe włosy były tak ciemne, że prawie czarne, a w jego wyraźnie zarysowanej, napiętej szczęce zatańczył mięsień, gdy patrzył na mnie z wrogością. Jego dłonie były oparte płasko o stół i dopiero gdy ponownie spojrzał na papier pod nim, mogłam wypuścić wstrzymywany oddech. Król Killian. Nawet w ludzkiej skórze był równie przerażający jak w swojej postaci Likana. – Sądząc po napięciu, zakładam, że wy dwoje jeszcze się właściwie nie poznaliście – powiedziała stojąca za mną samica, delikatnie popychając mnie do pokoju. – Pozwólcie, że was przedstawię. – Joselin – warknął ostrzegawczo król, przyprawiając mnie o dreszcz na plecach. Głęboki dźwięk jego głosu brzmiał niemal dokładnie tak, jak spodziewałam się, że będzie brzmiał w jego ludzkiej skórze, ale wciąż byłam zaskoczona tym, jak zdawał się na mnie działać. Joselin machnęła w jego stronę ręką, ignorując króla. – Jak masz na imię, kochanie? To było pieszczotliwe określenie, ale stojąc w pokoju z dwoma Likanami i czarownicą, czułam się dokładnie jak jeleń. Jak zwierzyna łowna. – Natalie Matthews – wyszeptałam, wpatrując się w króla. Nie zareagował. Nawet nie podniósł na mnie wzroku znad tego, co – jak teraz widziałam – było mapą. – Natalie, poznaj Killiana Amery'ego, twojego przeznaczonego – zamruczała ze śmiechem, jakby to był żart, a król wydał z siebie cichy pomruk irytacji.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 – Luna bez Wilka i jej Bezwzględna Bestia | Czytaj powieści online na beletrystyka