Punkt widzenia Natalie
Killian postąpił tak, jak się spodziewałam, i następnego ranka znów stał się swoim chłodnym, ponurym ja. Cieszyłam się po prostu, że od naszego powrotu do domu nie zabił nikogo więcej. Z jego ponurym nastrojem potrafiłam sobie poradzić.
Zanim zdążyłam odzyskać świadomość, był już w połowie drogi do wyjścia, a rzucone mu przeze mnie „dzień dobry” skwitował zamknięciem drzwi
















