Luna bez Wilka i jej Bezwzględna Bestia

Luna bez Wilka i jej Bezwzględna Bestia

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 2
Autor: Aeliana Thorne
9 mar 2026
Z perspektywy Natalie Przepychałam się przez tłum, desperacko pragnąc uciec od nich wszystkich. To stado od lat mnie biło, gnębiło i łamało wewnątrz, a moje jedyne ocalenie właśnie pieprzyło się na górze z moją siostrą. Chociaż, chyba już mnie nie zdradzał, ani nie był mój. Teraz po prostu pieprzył swoją przeznaczoną. Już dla niego nie istniałam. Nasz związek był tylko sposobem na zabicie czasu, dopóki nie znajdzie kogoś lepszego... kogoś, kto przeszedł przemianę i nie był człowiekiem, by móc trwać u jego boku i przewodzić jego stadu. Gdy zbiegałam po kilku ostatnich stopniach, poczułam silne pchnięcie w plecy. Łzy rozmazywały mi obraz; chwyciłam się za pierś, próbując złapać oddech. Nie chciałam, aby reszta stada rozkoszowała się moim bólem bardziej, niż już to robili. Uwielbiali, kiedy płakałam i błagałam, by przestali mnie bić i kopać. Słyszenie, jak wołam Jake'a na pomoc, tylko ich nakręcało. Ale tym razem nie miałam już kogo wołać... nikogo, komu zależałoby na tyle, by mi pomóc. Siła pchnięcia sprawiła, że pofrunęłam w przód i z okrzykiem bólu wylądowałam na drewnianej podłodze. Mój nadgarstek wykręcił się pode mną, a ciemnobrązowe włosy opadły mi na ramię. „Głupiutka Tilly, zawsze pcha się tam, gdzie nie jej miejsce” – syknęła Savannah, przechodząc nad moim ciałem. Wiedziałam, że muszę stąd uciec, ale kiedy spróbowałam wstać, na moich plecach wylądowała wielka stopa, przygniatając mój podbródek do samej podłogi. Odwróciłam głowę, łapiąc z trudem powietrze, gdy wcisnęli we mnie jeszcze większy ciężar. „Mam już naprawdę dość twojego narzucania się. Skoro nie jesteś wilkiem, nie jesteś też częścią tego stada. Nie chcemy tu ludzi. Czas, żebyś stąd znikała, odrzutku.” „Wystarczy tego!” – Głos Alfy zagrzmiał w całym domu, a ja wzięłam głęboki wdech, kiedy ciężar zniknął z moich pleców. Nie chciałam patrzeć w górę, w twarz Alfy Daltona. Czuł do mnie to samo, co reszta stada. Chciał trzymać mnie z dala od swojego syna. I wcale nie dlatego, że byłam człowiekiem. Gardził mną za to, że byłam słaba. Według niego byłam tylko dekoncentrującym balastem dla Jake'a – i miał rację. „Wracaj do domu, Natalie” – rozkazał, patrząc na mnie z góry. Nie potrzebowałam wilka, by poczuć ciężar jego głosu Alfy, za to poczułam krew ściekającą mi z wargi, gdy gramoliłam się na nogi. Gdy wybiegłam przez frontowe drzwi, jego głos rozległ się ponownie. Zatrzymałam się tuż za otwartymi drzwiami na werandzie. „Do pozostałych: nadeszła wiadomość o ich podróży. Ofiarowanie odbędzie się jutro.” Dom wypełniły pełne przerażenia westchnienia, a przez krótką chwilę mój ból zastąpiła czysta panika. Wiedzieliśmy, że mogą pojawić się lada dzień, ale nikt nie spodziewał się, że nadejdą tak wcześnie i niemal bez ostrzeżenia. Likanie. Przerażające stworzenia. Rządzili światem. Wilki, Fae, czarownice i ludzie – wszyscy byli w ich garści. Mieli zjawić się przed kilkoma dniami. Zaczęliśmy już zakładać, że przełożą wizytę albo całkowicie ją odwołają, jako że z ich strony panowała dotąd absolutna cisza. Pociągnęłam nosem tak cicho, jak tylko potrafiłam; musiałam usłyszeć, co mówi mój Alfa, a zarazem nie byłam w stanie powstrzymać łez po bólu i zdradzie, jakich dziś doświadczyłam. Przyciskałam nadgarstek do piersi, a mój oddech rwał się w płytkich, drżących spazmach. „Nie martw się, odrzutku” – powiedziała Savannah cicho, lecz jadowicie. Alfa na pewno by ją usłyszał, ale nie odezwał się ani słowem. „Przybywają po wilczyce, a nie po odrażających ludzi. Nie masz się czym martwić, słabeuszu.” Nie zadałam sobie trudu, by jej odpowiedzieć. Chciałam tylko wyjść z domu stada i zapomnieć o wszystkim, co się dziś wydarzyło. Ale jakaś mała część mnie liczyła na to, że wybiorą właśnie ją. Chciałam, żeby zabrali ją daleko stąd, tam, gdzie już nigdy więcej bym jej nie zobaczyła. „Ogłoszono również, że tym razem Król Likanów dołączy do swojego stada. Oczekuję, że wszyscy zachowają się nienagannie.” Szok wywołany tą nowiną stał się wręcz namacalny, gdy stado wydało z siebie zbiorowy pomruk grozy. Król Likanów nie był widziany poza murami swojego zamku od lat. Krążyły pogłoski, że był bestią, która karmiła się bólem i udręką tych, którzy go otaczali. Zabijał bez ostrzeżenia i brał wszystko, czego zapragnął, nie ponosząc przy tym żadnych konsekwencji. Opowieści o jego bezwzględności były tak liczne, że wiedziałam jedno – z opuszczenia przez niego murów zamku nie wyniknie absolutnie nic dobrego. Gdy Ofiarowanie miało miejsce w poprzednich latach, zjawiali się jedynie członkowie jego stada bez partnerek, by wybierać pośród naszych samotnych wilczyc. On sam nigdy się nie pofatygował. Potrząsnęłam głową, odwracając się, by odejść, i ocierając przy tym łzy z policzków. Savannah miała rację. Likanie nie zwrócą na mnie uwagi. Nawet Alfa uważał moją wiedzę o ich przybyciu za kompletnie nieistotną. Próbował mnie odesłać, zanim poinformował o tym fakcie resztę stada. Nie miałam się o co martwić, ale była to doskonała okazja, by uciec, dopóki reszta stada będzie zajęta. Nie byłam mile widziana w swoim stadzie. Trzymali mnie w pobliżu tylko na wypadek, gdybym miała przemienić się później, niż wskazywałaby na to biologia. Nie mogli ryzykować, by ktoś przechodził pierwszą przemianę w obecności ludzi. Chociaż tamci wiedzieli o naszym istnieniu i żyli pod rządami Likanów, unikaliśmy ich towarzystwa, jak to tylko było możliwe. A to był dokładnie taki sposób, w jaki chciałam żyć. Sama i w spokoju. Z dala od bólu. Z dala od cierpienia i dręczenia. Obraz Haylee i Jake'a wrył mi się w pamięć i sprawiał, że nie mogłam się na niczym skupić, gdy biegłam do swojego domu. Czułam się tak, jakby moje serce dosłownie pękało mi w klatce piersiowej, a ja nie miałam jak po nie sięgnąć, by spróbować je posklejać. Potykałam się, przyciskając ranne ramię do tułowia. Ból po obu stronach był potworny. Chociaż jedna część mnie domagała się, abym zawróciła i wygarnęła Jake'owi, co o nim myślę, nie miałam mu już nic do powiedzenia. Był kłamcą. Kochałam go całym sercem, a on to serce wziął i napluł mi w twarz. Nie wiedziałam, jak mam się po tym wszystkim pozbierać. Jak człowiek radzi sobie ze zdradą ze strony kogoś, kogo kochał najbardziej na świecie? Na moją skórę spadły drobne krople zimnej wody. Wykrztusiłam z siebie krótki śmiech, widząc ironię w tym, że właśnie w takiej chwili zaczęło padać. Niestety, ten gorzki rechot sprawił, że zaczęłam płakać tylko jeszcze mocniej. Wolność, o której tak marzyłam, miała do mnie nadejść znacznie szybciej, niż sobie wyobrażałam. Kiedyś myślałam, że ocalenie od cierpienia przyniesie mi połączenie się z ukochanym mężczyzną. Wierzyłam, że kiedy naznaczy mnie jako swoją Lunę, wszystkie prześladowania i ból znikną. Jako Luny nie mogliby mnie nawet tknąć. Miałabym nad nimi absolutną władzę. To był mój błąd. Nigdy nie powinnam była wierzyć w to, że to mężczyzna mnie wyzwoli. Od teraz sama o siebie zadbam, zaczynając od tego, że wyniosę się stąd w cholerę. Jak tylko przybędą Likanie, cała uwaga skupi się na nich. Wszyscy ze stada będą musieli być obecni, a nikt nie zauważy zniknięcia jednego małego człowieka z tłumu. Będę miała bardzo krótkie okienko na ucieczkę, i nie obchodziło mnie, że zjawia się sam król. Byłam gotowa zaryzykować wszystko. Jaki jest sens życia, jeśli boisz się żyć? Musi istnieć coś więcej. Gdzieś tam na zewnątrz musiało kryć się coś lepszego. Światła zapalone w moim domu sprawiły, że się zatrzymałam. Zwolniłam, podchodząc bliżej. Nie byłam gotowa, by spojrzeć w oczy moim rodzicom. Oni nienawidzili tego, że nie przeszłam przemiany, chyba jeszcze bardziej niż ja sama. Mieli wobec nas wysokie oczekiwania. Pochodząc z linii Bet, wpadli w absolutną euforię, kiedy zaczęłam spotykać się z przyszłym Alfą. Gdy nie przeszłam przemiany, byli po prostu wściekli. Byłam plamą na ich honorze i rozczarowaniem dla stada. Cały czas mi o tym przypominali: jak bardzo się mnie wstydzą i jak mocno ich zawiodłam. Głupiutka Tilly. Tak na mnie wołali, gdy byłam dzieckiem. Byłam ich Głupiutką Tilly, która ciągle robiła urocze rzeczy: wpadała na ściany, wcierała jedzenie we włosy czy układała klocki tak, by wyglądały dobrze dla niej, a kompletnie ignorowała instrukcje. Teraz nienawidziłam tego przezwiska. Głupiutka Tilly – dziewczyna, która wierzyła, że może odnaleźć w życiu miłość i szczęście. Która marzyła o bezpiecznym domu, by kiedyś wychować własną rodzinę. W miarę, jak dorastałam, Haylee i Savannah z lubością wykorzystywały to przezwisko przeciwko mnie. Głupiutka Tilly... Wypluwały te słowa z niesmakiem i szyderstwem, śmiejąc się ze mnie pod byle pozorem. Wygląda na to, że ostatecznie jednak byłam głupiutka. Nie istniała żadna prawdziwa miłość. I nic już mnie tutaj nie trzymało.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Luna bez Wilka i jej Bezwzględna Bestia | Czytaj powieści online na beletrystyka