Z perspektywy Natalie
Z każdą kolejną minutą następnego ranka spędzoną w domu stada czułam, jak moje serce pęka na nowo.
Haylee nie wróciła wczoraj do domu, a ja wiedziałam, że jest tuż na górze, śpiąc obok mężczyzny, który jeszcze dwa dni temu twierdził, że mnie kocha. Obok mężczyzny, który obiecywał mi wieczność.
Suchość w ustach i gardle utrudniała mi przełykanie, ale bez względu na to, ile wypiłam, nie potrafiłam pozbyć się poczucia całkowitego zdruzgotania, które krążyło w moich żyłach. To bolało.
Choć tak bardzo nie chciałam tu być, miałam swoje obowiązki. Likanie mieli przybyć za kilka godzin, a na mnie, jako członku stada z najniższą pozycją w hierarchii, spoczął obowiązek posprzątania po wczorajszej imprezie. Moim celem było uwinąć się z tym najszybciej, jak to tylko możliwe, ale kiedy usłyszałam kroki na schodach, wiedziałam, że spędziłam tu za dużo czasu.
Na widok sterty wymiocin, które właśnie sprzątałam, zbierało mi się na mdłości. Jeśli szybko nie zmyję ich z podłogi, istniało spore ryzyko – w zależności od tego, kto za chwilę do mnie dołączy – że wyląduję w nich twarzą. Zrobiłam jednak tę głupotę i zostawiłam sobie to na koniec, wiedząc, że to będzie najgorszy bałagan do wyczyszczenia.
– Tilly? – Jego głos zabrzmiał łagodnie, a moje plecy wyprostowały się zesztywniałe, podczas gdy skórę pokryła gęsia skórka. Naprawdę nienawidziłam tego przezwiska.
To było bardzo dziwne uczucie, wiedzieć, że jedyna osoba, przy której zawsze czułam się bezpiecznie, niespodziewanie stała się przyczyną mojego strachu i paniki. Wcale mi się to nie podobało. I choć reszta stada uwielbiała zadawać mi rany fizyczne, ból emocjonalny, który zadał mi on, był dużo gorszy niż złamana kość czy przecięta skóra.
– Proszę, po prostu zostaw mnie w spokoju – wyszeptałam, wrzucając nasiąknięty obrzydliwością ręcznik papierowy do worka na śmieci u moich stóp. – Mam robotę do zrobienia.
Dźwięk jego stóp stąpających po twardej, drewnianej podłodze wywrócił mi żołądek; czułam, jak się zbliża. Kiedyś towarzyszyły temu motyle w brzuchu, ale teraz oblał mnie zimny pot i wszechogarniające przerażenie.
Moje ręce drżały, gdy sięgnęłam po butelkę ze środkiem czyszczącym i zaczęłam spryskiwać podłogę, by zetrzeć z niej resztki tej obrzydliwej żółci.
– Domyślałem się, że wstaniesz wcześnie rano, żeby posprzątać – powiedział, a ja spięłam się, gdy usłyszałam, jak zatrzymuje się zaledwie kilka kroków ode mnie. Świadomość, że o mnie myślał i wstał wcześniej tylko po to, by ze mną porozmawiać, jednocześnie mnie ucieszyła i sprawiła, że zrobiło mi się niedobrze. Przecież wiedziałam, że ona wciąż leży na górze w jego łóżku.
Walczyłam z chęcią wybuchnięcia płaczem na dźwięk jego głosu, ale to było tak, jakby moje źródło całkowicie wyschło. Nie miałam już w sobie ani jednej łzy.
– Musimy pomówić o tym, co zaszło wczoraj – zawiesił głos, po czym odezwał się z rosnącą irytacją, bo nie odwracałam się w jego stronę, zawzięcie zmywając podłogę. – Spójrz na mnie, Tilly.
Przezwisko sprawiło, że aż się skrzywiłam. Każdym razem, gdy Jake wypowiadał to słowo, przypominał mi, kim dla nich byłam. Głupiutką Tilly.
Wyrzuciłam ręcznik papierowy do worka, po czym zdjęłam żółte kuchenne rękawiczki i podniosłam się na równe nogi.
– A niby z jakiej racji? I tak nie uwierzę w ani jedno słowo, które wyjdzie z twoich ust. Okłamywałeś mnie przez lata, Jake! Przez lata!
– W czym cię okłamałem, co?!
– We wszystkim! – warknęłam, odwracając się do niego przodem. – Dlaczego nie zaczniemy od „Kocham cię” albo od „Nienawidzę twojej siostry, to taka suka”.
Obserwowałam, jak w jego oczach wiruje czerń, gdy jego wilk wychodził na powierzchnię.
– Nie mów, że cię nie kochałem, Tilly. Dobrze wiesz, że tak było! Ale to było, zanim znalazłem swoją bratnią duszę. Gdybyś przeszła przemianę, prawdopodobnie do tej pory też już byś kogoś znalazła, i nic z tego by się nie wydarzyło! – Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała gwałtownie, gdy na mnie wrzeszczał. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że tym swoim krzykiem właśnie obudził garstkę skacowanych wilków, które zeszłej nocy padły gdzieś w domu stada.
Czy on naprawdę chciał zwalić winę za swoją zdradę na to, że nie przeszłam przemiany?
– Zdradziłeś mnie z moją własną siostrą! Ale to nawet nie jest najgorsze! Wciąż powtarzałeś mi, że to dla ciebie nie ma znaczenia, że się nie przemieniłam, ale to było kłamstwo! Tak naprawdę tylko przygotowywałeś sobie grunt, by ze mną zerwać, gdyby zeszłej nocy okazało się, że to nie ja jestem twoją przeznaczoną! – odkrzyknęłam, czując, jak całe moje ciało zaczyna się trząść. Wiedziałam, że to nie ma sensu. Już wcześniej bywałam wściekła. Już wcześniej czułam, że coś we mnie wzbiera, a potem... kompletna pustka.
To było tak, jakby mój gniew całkowicie wyparowywał, a wilk, którego błagałam, by wreszcie wypłynął na powierzchnię, po prostu znikał.
– Zszedłem tu na dół, żeby to wszystko między nami naprawić, ponieważ jesteś moją najlepszą przyjaciółką! Ale skoro już wspomniałaś o Haylee, cieszę się, bo muszę ci coś uświadomić. Jeśli chcesz się nad sobą użalać z powodu naszego rozstania, droga wolna, ale nie waż się nigdy więcej okazać braku szacunku mojej przeznaczonej. Twój publiczny brak respektu wobec przyszłej Luny z zeszłej nocy poskutkuje karą – zagroził, a ja miałam ochotę wyśmiać go za to oświadczenie, że w ogóle byłam jego najlepszą przyjaciółką.
Nie byłam jego najlepszą przyjaciółką. Byłam jego dziewczyną. A to wielka różnica. To, że w ogóle zakładał, że nadal będziemy się przyjaźnić po tym, jak zniszczył mi serce, było po prostu śmieszne. Ale to świadomość tego, że planuje mnie ukarać, sprawiła, że się zawahałam. Zostanę zamknięta w lochach na jedną noc, czy posuną się tak daleko, by przywiązać mnie do słupa na zewnątrz i wymierzyć karę chłosty?
Koniec końców, nie miało to większego znaczenia. Mogli mnie karać, jak tylko im się podobało. Znosiłam od nich wszystko, czym we mnie rzucali, a nadal stałam na własnych nogach. Może i zostawili mi na ciele kilka blizn, ale nadal żyłam, co oznaczało, że wygrywałam.
– To ty tak mówisz, czy Haylee? – Wiedziałam, że to nie on. On sam by mnie nie ukarał, przynajmniej dopóki moja zła do szpiku kości siostra nie wbiła w niego swoich pazurów. Teraz go zdemoralizuje, a jej manipulacje, chorobliwa zazdrość i chory głód władzy staną się jego upadkiem.
Odwróciłam się, by odejść, ale Jake wystrzelił w moją stronę jak z procy. Złapał mocno za moje przedramię, okręcając mnie z powrotem ku sobie.
– Nie odwracaj się do mnie plecami, kiedy do ciebie mówię.
Przeniosłam wzrok na jego oczy i wcale go już nie poznawałam. Kłębiący się tam mrok posłał mi wzdłuż kręgosłupa zimny dreszcz, przypominający pociągnięcie ostrzem noża.
– Kiedy wczoraj powiedziałam, że jest mi cię żal, Jake – wyszeptałam, świadoma faktu, że nie mam już nic do stracenia. Przez całe lata żyłam w bólu. Tak czy siak zostanę już ukarana. Najgorsze, co mogą teraz zrobić, to mnie zabić i tym samym uwolnić mnie z tego przeklętego stada. – Mówiłam poważnie. Ona już cię zmieniła. Kiedy będzie u twojego boku, bez przerwy szeptając ci do ucha, to stado w końcu upadnie, a jedynym powodem będziesz ty sam.
Jego dłoń zacisnęła się mocniej na moim ramieniu; jego pazury wydłużyły się, boleśnie przebijając mi skórę. Moje kości zaprotestowały pod wpływem wywieranego nacisku i wiedziałam, że jeśli nie przestanie, ramię w końcu pęknie.
– Ah! – jęknęłam z bólu, gdy ugięły się pode mną kolana.
Oczy Jake'a rozszerzyły się gwałtownie w miarę, jak jego wilk zaczął się cofać. Ze zszokowaniem wypuścił moją rękę.
– Tilly, ja wcale nie chciałem...
Jego oczy nagle zaszły mgłą – oznaka, że ktoś przemawiał do niego przez więź stada – a ja powoli cofnęłam się o krok, tuląc do piersi swój i tak już zraniony poprzedniego dnia nadgarstek i ciężko dysząc z bólu. Łzy popłynęły mi z oczu i tylko cudem złapałam równowagę, kiedy uderzyłam piętą w stojący za mną worek na śmieci.
Kiedy wrócił do rzeczywistości, dostrzegłam w jego spojrzeniu potężny konflikt. Sam był zaskoczony tym, że rzucił się na mnie z agresją.
– Są tutaj – wyszeptał, wpatrując się z poczuciem winy na moją zakrwawioną rękę. – Tilly...
– Powinieneś iść. To będzie oznaka braku szacunku, jeśli nie powitasz Króla na granicy terytorium. – Przejechałam zdrową dłonią po policzkach, żeby wytrzeć łzy, po czym chwyciłam worek na śmieci i ruszyłam do tylnych drzwi, by go wyrzucić.
Teraz albo nigdy. Kiedy tylko całe stado zignoruje wszystko wokół z powodu zjawienia się Likanów, ja zrealizuję swoją ucieczkę, a oni wszyscy będą mogli pocałować mnie w dupę.
Jednak kiedy przedzierałam się między drzewami w drodze do mojego własnego domu, przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz niepokoju. Włoski na karku stanęły mi dęba. W mojej głowie rozległ się alarm; to było uderzające przeczucie, że za moment stanę się zwierzyną łowną. Natychmiast rzuciłam się do biegu.
















