Z perspektywy Natalie
Dreszcz satysfakcji przebiegł przez moje ciało, ale uczucie to szybko minęło, gdy kropla krwi członka mojego stada spłynęła z dłoni bestii zacisnątej na górze mojej torby i wylądowała na mojej szyi. Oderwałam od niego wzrok, nie chcąc go bardziej urazić, tylko po to, by spojrzeć na zmasakrowane ciało mojego Alfy.
Jego gardło zostało dosłownie wyrwane, a on leżał bezwładnie na ziemi, podczas gdy nad nim szlochała jego partnerka. Moim pierwszym instynktem było odnalezienie Jake'a, aby upewnić się, że nic mu nie jest. Jego ojciec został właśnie zamordowany na jego oczach, a on sam stał się teraz Alfą. Ale to nie był już mój obowiązek. Miał Haylee. Swoją Lunę.
Król wydał z siebie kolejny warkot, który sprawił, że miałam ochotę zwinąć się w kłębek i zniknąć. Być może, gdybym tak postąpiła, zamiast uciekać, nie zostałabym zmuszona do znalezienia się w tej sytuacji.
Słyszałam przerażające historie o kobietach, które wybierano na rozpłodówki. W żadnej z nich nie chciałam brać udziału. Zostanie czyjąś przeznaczoną to zupełnie inna bajka. To historia pełna miłości i współczucia. Ale gdy bestia spoglądała na mnie z góry, zrobiło mi się niedobrze.
To nie miał być bajkowy romans. Nie z kimś, kto tak swobodnie mordował i wyrywał kobiety z ich domów, pozbawiając je szansy na odnalezienie prawdziwego partnera.
Z przerażeniem patrzyłam, jak podnosi drugą łapę ze szponami i kiwa palcami w stronę swoich ludzi. W mgnieniu oka otoczyli klęczące kobiety, szukając swojej przeznaczonej lub próbując znaleźć taką, z którą chcieliby się rozmnażać.
Z tego, co słyszałam jako dziecko, Likanie rzadko odnajdywali swoje przeznaczone, ponieważ mogły one należeć do dowolnego gatunku. Musieli jednak przedłużać swoją linię krwi, więc wybierali partnerki, zwane inaczej rozpłodówkami, gdy tylko porzucili nadzieję na znalezienie tej zapisanej im w gwiazdach. Jedynym celem tych kobiet łączących się z Likanem było wydanie na świat męskich potomków, by podtrzymać ród.
Wydawało się, że teraz taki sam los czeka i mnie.
Czułam, jak jego wzrok wręcz mnie wypala, gdy trzymał mnie w górze. Moje nogi i ręce zwisały bezwładnie, a ja kołysałam się lekko w jego uścisku na mojej torbie.
– Och, świetnie! Masz już swoje rzeczy – powiedziała samica z wcześniej, wydając się wcale nie bać potwora trzymającego mnie w garści, gdy podeszła do niego. – Najlepiej będzie, jeśli od razu ruszymy w drogę. To żałosne stado nie ma zbyt wiele do zaoferowania.
Instynktownie przeniosłam wzrok z niej na mężczyznę przede mną. Jego żarzące się na czerwono oczy zwęziły się, gdy na mnie patrzył, i prawie czułam bijący od niego żal. Dokonał złego wyboru i dobrze o tym wiedział. Nikt nie chciał człowieka, nawet do rozrodu. Jego potomstwo będzie słabe. Patrzyłam, jak jego wzrok wędruje od mojej rozciętej wargi do posiniaczonego i spuchniętego ramienia.
Gdy tylko wrócimy do jego stada, zostanę zdegradowana do roli zwykłej Omegi, dokładnie tak, jak tutaj. Będę musiała gotować, sprzątać i najprawdopodobniej będę bita, dopóki nie uznają, że znam swoje miejsce. Będzie tak samo jak tu, tylko gorzej.
Przynajmniej tutaj miałam szansę na ucieczkę. Ucieczka przed Likanami nie dałaby mi nic, poza pewnością, że po schwytaniu czekałaby mnie szybka śmierć.
– Wciąż możesz zmienić zdanie – wyszeptałam, opuszczając wzrok na jego klatkę piersiową. Gęste futro jego bestii wcale nie ukrywało, jak bardzo był umięśniony, a ja byłam przerażona, gdy wydał z siebie warkot głośniejszy niż jakikolwiek wcześniej.
Nie byłam pewna, czy rozzłościło go to, że poddałam w wątpliwość jego decyzję, czy też fakt, że czuł się na mnie skazany. Tak czy inaczej, wiedziałam, że nie jestem u niego w łaskach.
Zwierzęce odgłosy rozmów jego stada dały mi do zrozumienia, że czas ruszać, a moje stopy drgnęły w powietrzu w oczekiwaniu, że zostanę odstawiona na ziemię. Zamiast tego zostałam przerzucona przez ramię bestii.
Moje ciało trzęsło się w jego uścisku, gdy owinął ramię wokół moich nóg, by przycisnąć mnie do siebie. Westchnęłam zszokowana, gdy ruszył biegiem, prowadząc swoich ludzi. Widok, który ukazał się moim oczom, gdy podniosłam wzrok, był przerażający. Co najmniej trzy tuziny Likanów biegły za nami na dwóch nogach. Ich w połowie przemienione postacie były rodem z koszmarów, ale nie mogłam nie zauważyć jednego, który wyróżniał się na tle pozostałych.
Podczas gdy reszta wydawała się sfrustrowana lub zła, on był szczęśliwy, z wysoko uniesioną głową i dziewczyną z mojego stada w ramionach – Mirą. Nie przerzucił jej przez ramię. Przytulał ją do piersi podczas biegu, a ona mocno trzymała go za szyję, opierając policzek o jego ciało.
Byli sobie przeznaczeni. Nawet nie znając się wcześniej, widać było między nimi wyraźną miłość. To było coś, czego nie będzie mi dane doświadczyć jako wybranej partnerce. Pozwoliłam, by moja głowa znów opadła, podskakując, podczas gdy król kontynuował swój szybki bieg.
Ziemia przemieszczająca się pod nami była tylko rozmytą plamą, więc zamknęłam oczy, gdy zaczęło mi się kręcić w głowie, a żołądek podszedł do gardła. Krew napływająca do mojego ramienia sprawiała, że pulsowało z bólu, ale powstrzymałam wszelkie dźwięki dyskomfortu. Podkreślanie tego, jak bardzo byłam przy nich słaba, na nic by się nie zdało.
Wydawało się, że minęły całe godziny, gdy nagle zaskoczyło mnie wycie. Głośny, odbijający się echem dźwięk dobiegał ze wszystkich stron, a ja poczułam, jak ramię olbrzyma zaciska się w reakcji na mój ruch. Położyłam dłonie na dole jego pleców, odpychając się w górę, by móc zobaczyć, co nas otacza. Miasto było wspaniałe, z dużymi, nowoczesnymi budynkami ozdobionymi roślinami i pnączami we wszystkich kolorach.
Jasna, tętniąca życiem aura królestwa sprawiała, że wyglądało ono magicznie i na krótką chwilę zapomniałam, że jestem tu wbrew własnej woli. Bogini z pewnością pobłogosławiła ten lud, a ja byłam zachwycona pięknym widokiem wokół mnie, gdy król zwolnił, prowadząc swoich ludzi brukowanymi uliczkami.
Spodziewałam się zobaczyć więcej tych bestii, gigantycznych Likanów wędrujących po terytorium. Zamiast tego z zaskoczeniem stwierdziłam, że wszyscy byli w ludzkiej skórze. Każda osoba wydawała się zafascynowana widokiem króla wracającego do domu, ale to mała dziewczynka uśmiechająca się i wskazująca na mnie palcem, podczas gdy z ożywieniem mówiła do stojącej obok kobiety, sprawiła, że poczułam się skrępowana.
Czułam, jak czerwona była moja twarz od tak długiego zwisania przez ramię króla, więc znów opuściłam głowę, pozwalając, by włosy i torba zwisająca z tyłu mojej głowy ukryły moją twarz. Rozpłodówka czy Królowa, nie chciałam, by ktokolwiek widział mnie w takim stanie, przerzuconą przez ramię ich króla jak worek mąki, podczas gdy Likan kilka rzędów z tyłu wciąż czule trzymał swoją partnerkę w ramionach, co rusz ocierając się o jej głowę.
Nie zatrzymali się, gdy witał ich lud ustawiony wzdłuż drogi, wiwatujący na cześć powracających mężczyzn. Wyglądało to tak, jakby wracali z wojny, ale z tego, co słyszałam, znalezienie partnerek i rozpłodówek było dla nich równie ważne.
Poczułam, jak bestia pode mną wypina dumnie pierś i prostuje się nieco na to powitanie.
Król Killian Amery.
Kochany przez swój lud, budzący grozę na świecie.
Tłum stawał się coraz głośniejszy, gdy zaczął wchodzić po frontowych schodach zamku. Chciałam się odwrócić, by móc rzucić okiem, ale kiedy zaczęłam się ruszać, jego uścisk tylko się zacisnął, aż dyskomfort pozycji, w której się znajdowałam, został zdominowany przez ból jego mocnego chwytu.
Gdy się rozluźniłam, jego ramię wokół mnie również zelżało. Mogłam mieć tylko nadzieję, że później będę miała swobodę eksploracji. Być może po tym, jak zostaną mi przydzielone obowiązki i je wykonam.
Nagły strach, że zostanę zamknięta w sypialni, by usługiwać królowi, mogąc ją opuścić tylko po to, by zająć się naszymi przyszłymi dziećmi, sprawił, że cała zesztywniałam, i wiedziałam, że to poczuł, gdy jego szczęka otarła się o mój pośladek, kiedy odwrócił się, by spojrzeć przez ramię.
Mógł wybrać którąkolwiek ze swoich kobiet, a z opowieści, które dotarły nawet do mojego małego stada, wynikało, że miał ich wiele. Fakt, że zdecydował się wziąć mnie, sprawiał, że krew we mnie wrzała.
Zimne powietrze we wnętrzu zamku było przyjemne, więc spróbowałam wziąć głęboki oddech, by uspokoić moje szybko bijące serce, ale bez skutku. To właśnie ten drżący wydech wydawał się przyciągnąć uwagę mojego oprawcy. Zatrzymali się i postawił mnie na ziemi, trzymając jedną rękę na moim ramieniu, by zapewnić mi równowagę, gdy krew odpływała z powrotem z mojej głowy.
Odczekał tylko chwilę, po czym chrząknął i niecierpliwie pociągnął mnie w górę po schodach, w stronę dużych podwójnych drzwi na końcu korytarza. Westchnęłam z podziwu na widok misternych złotych wzorów wyrytych w drewnie.
Nie zawracał sobie głowy czekaniem, aż pozbieram szczękę z podłogi, po czym brutalnie pchnął drzwi. Ogromny apartament był większy, niż to konieczne. Ale kiedy król wszedł do środka, przestrzeń wydawała się kurczyć w porównaniu z jego potwornymi rozmiarami.
Spojrzałam w prawo, na salon, a następnie na dużą sypialnię przez podwójne drzwi po lewej stronie, ale wydawały się puste.
– Gdzie one są? – zastanawiałam się głośno, szepcząc te słowa. Król odwrócił się do mnie w niemym żądaniu wyjaśnień, z uniesioną z ciekawości brwią. – Zakładałam, że zamieszkam z twoimi pozostałymi kobietami.
Mój głos niósł się po pomieszczeniu, gdy weszłam do sypialni, wodząc wzrokiem po gigantycznym materacu w stronę otwartych drzwi do łazienki, upewniając się, że tam również nie ma ani jednej osoby. Dzięki drobnym rzeczom osobistym rozrzuconym po pokoju wiedziałam, że to nie miał być wyłącznie mój pokój.
Spojrzałam z powrotem na łóżko, gdy dotarło do mnie pełne uświadomienie sobie mojej sytuacji. Czy spodziewał się parowania teraz, z nim w tym stanie?
Moje ciało zaczęło się trząść, a oddech przyspieszył, gdy ogarnęło mnie przerażenie. Morderca stojący za mną przyprowadził mnie tutaj, do swojej sypialni, w konkretnym celu.
– Nie – powiedział, brzmiąc na dość zirytowanego. Odwróciłam się, by stawić mu czoła, chcąc być przygotowaną na to, co miało nadejść. Ale on stał, ściskając palcami coś, co wyglądało na grzbiet jego pyska, i wydał z siebie prychnięcie pełne frustracji. – To nasz pokój.
Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia, gdy odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie, bym osunęła się w kłębek o brzeg łóżka, wypuszczając drżący oddech. Tym razem zostałam oszczędzona, ale nie miałam pojęcia, czego się po nim spodziewać, gdy wróci.
















