Odwet prześladowanej dziewczyny

Odwet prześladowanej dziewczyny

Autor: anny

Rozdział 12 Śmiało, dzwoń na policję
Autor: anny
2 mar 2026
– Ty tłusta krowo, otwieraj te drzwi! Słyszysz mnie? Otwieraj! Piskliwy głos Emily i walenie pięścią wyrwały mnie z koszmaru. Usiadłam z trudem, zimny pot przemoczył moją koszulkę, podczas gdy obrazy eksplozji w karaibskim ośrodku wciąż migały mi pod powiekami. – Wiem, że tam jesteś! Chowanie się nic ci nie pomoże! Biorąc głęboki oddech, by się uspokoić, ruszyłam bezszelestnie w stronę drzwi. Jednym płynnym ruchem szarpnęłam je do siebie. Emily, która właśnie opierała cały ciężar ciała, by uderzyć ponownie, zachwiała się i wpadła do mojego pokoju, niemal lądując twarzą na podłodze. Gdy machała rękami, by odzyskać równowagę, moja dłoń wystrzeliła instynktownie. Przez ułamek sekundy wizualizowałam skręcenie jej karku szybkim szarpnięciem – czysta, skuteczna eliminacja. Pamięć mięśniowa z czasów bycia Cieniem była tak głęboko zakorzeniona, że musiałam świadomie się powstrzymać. *Nie teraz. Nie tutaj. Ona nie jest tego warta.* Mój chłodny wzrok ominął Emily i spoczął na reszcie rodziny Morganów stojącej w korytarzu. Frank wyglądał na skrępowanego, przestępując z nogi na nogę. Max stał za nim, z oczami szerokimi ze zmartwienia. A Linda – moja tak zwana matka – ściskała coś w dłoniach, jej twarz była wykrzywiona wściekłością. – Ty niewdzięczna mała złodziejko! – syknęła Linda, wpychając mi w ręce przedmioty, które trzymała. Rozpoznałam markowe ubrania, które kupiłam wczoraj Maxowi – metki wciąż były przyczepione. – Skąd wzięłaś na to pieniądze? Kogo okradłaś? Oparłam się o framugę drzwi, krzyżując ramiona. – Niczego nie ukradłam. – Gówno prawda! – Linda podeszła bliżej, a jej tanie perfumy zaatakowały moje zmysły. – Oczekujesz, że w to uwierzę? Ty, która nie potrafisz nawet zdać prostego testu z matematyki, nagle masz setki dolarów do wydania? Frank położył niepewną dłoń na ramieniu Lindy. – Może powinniśmy się uspokoić i... – Nie mów mi, żebym się uspokoiła! – Strząsnęła gwałtownie jego rękę. – Ta mała suka kradnie, a ty chcesz, żebym się uspokoiła? A co, jeśli ukradła komuś ważnemu? Co, jeśli przyjdzie tu policja? Frank wzdrygnął się. – Przynajmniej posłuchajmy, co ma do powiedzenia Max. Był z nią wczoraj. Linda wparowała do salonu, wciąż ściskając nowe ubrania Maxa. Poszłam za nią, zachowując wyliczony dystans, monitorując ruchy wszystkich z wyćwiczoną precyzją. – A co z tymi? – Linda wskazała dramatycznie na stół kuchenny, gdzie położyła nowe buty Maxa i pudełko po jego iPhonie. – Emily mówi, że to kosztuje tysiące! Skąd wzięłabyś tysiące dolarów, hę? Odpowiadaj! Emily uśmiechnęła się złośliwie zza pleców Lindy. – Sam ten telefon to z tysiąc dolarów. A buty to co najmniej pięćset. Twarz Franka zbladła. – Jade... czy to prawda? Czy ty... wzięłaś coś, co nie było twoje? Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Max wystąpił naprzód. – Ona niczego nie ukradła! Jade nigdy by tego nie zrobiła. – To wyjaśnij to! – Linda gestykulowała dziko w stronę przedmiotów. – Twoja siostra nagle ma tysiące dolarów do szastania? Ta sama dziewczyna, której w zeszłym miesiącu nie było stać nawet na szkolne śniadanie? Max spojrzał na mnie, potem z powrotem na Lindę. – Ona... ona zajmuje się programowaniem. Przez internet. Analiza danych. – I myślisz, że w to uwierzę? – zadrwiła Linda. Podczas gdy się kłócili, Emily próbowała prześlizgnąć się obok mnie w stronę mojej sypialni. Wyczułam jej ruch, nawet nie patrząc. Gdy jej ręka sięgnęła klamki, obróciłam się i złapałam ją za nadgarstek w profesjonalnym chwycie obezwładniającym, wywierając precyzyjny nacisk na splot nerwowy, co powodowało maksymalny dyskomfort bez pozostawiania śladów. – Co ty, kurwa, myślisz, że robisz? – zapytałam, a mój głos był śmiertelnie cichy. Oczy Emily rozszerzyły się z szoku i bólu. – Puszczaj! Mamo! Ona mnie boli! – Widziałam twój wypasiony laptop! – syknęła Emily przez zaciśnięte zęby. – To komputer gamingowy za jakieś trzy tysiące! Skąd go wzięłaś, co? Co jeszcze tam ukrywasz? – Kim ty do cholery jesteś, żeby mnie przesłuchiwać? – Wykręciłam jej lekko nadgarstek, zmuszając do gwałtownego wdechu. Linda podbiegła. – Zabieraj łapy od mojej córki, ty potworze! Puściłam Emily lekkim pchnięciem, posyłając ją chwiejnym krokiem w tył, prosto na Lindę. Obie runęły na podłogę w plątaninie wymachujących kończyn i oburzonych pisków. – Zaatakowała mnie! Widziałeś to? Zaatakowała własną matkę! – krzyczała Linda, jej twarz była czerwona ze złości. Spokojnie podniosłam nowe ubrania Maxa z miejsca, gdzie Linda je upuściła, i podałam mu je. – Proszę. To twoje. – Słuchajcie uważnie – powiedziałam, odwracając się do Lindy i Emily. – Toleruję was obie tylko ze względu na Franka i Maxa. To wszystko. Twarz Emily wykrzywiła się z wściekłości. – Zadzwonimy na policję! Powiemy im, że kradniesz! – Śmiało – odpowiedziałam z zimnym uśmiechem. – A ja złożę pozew wzajemny o zniesławienie i zgłoszenie fałszywego przestępstwa. Mam dokumentację na wszystko, co posiadam. Odwróciłam się i wróciłam do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Przez następną godzinę głos Lindy niósł się przez ściany – wyzywała mnie od „niewdzięcznych gadów” i „suk”, podczas gdy Emily udawała, że ją pociesza, dolewając oliwy do ognia. Słyszałam zazdrość w głosie Emily, gdy próbowała pojąć, jak jej dawniej gruba, żałosna siostra stała się nagle pewna siebie, zdolna i najwyraźniej bogata. Nie mogłam dłużej zostać w tym dusznym domu. Biorąc telefon i portfel, ruszyłam do wyjścia. Frank podniósł wzrok z miejsca w salonie, otwierając usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale milczał, gdy go mijałam. --- Powietrze wydawało się czystsze w chwili, gdy wyszłam na zewnątrz. Wzięłam głęboki oddech, pozwalając chłodnej wieczornej bryzie obmyć moją twarz. Zamówiłam Ubera i czekałam, obserwując słońce rozpoczynające wędrówkę za obdrapane dachy naszej dzielnicy. Dwadzieścia minut później wysiadłam z samochodu u podnóża zalesionego wzgórza na obrzeżach Cloud City. Tłum młodych mężczyzn i kobiet zgromadził się wokół błotnistego toru terenowego. Heavy metal dudnił z potężnych głośników, a ryk tuningowanych pojazdów terenowych wypełniał powietrze. – Panie Astor! Panie Astor! – Wiwaty wybuchły, gdy mocno zmodyfikowany Jeep na ogromnych oponach pokonał szczególnie trudny zakręt, rozbryzgując błoto we wszystkich kierunkach.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 12 Śmiało, dzwoń na policję – Odwet prześladowanej dziewczyny | Czytaj powieści online na beletrystyka