– Ty tłusta krowo, otwieraj te drzwi! Słyszysz mnie? Otwieraj!
Piskliwy głos Emily i walenie pięścią wyrwały mnie z koszmaru. Usiadłam z trudem, zimny pot przemoczył moją koszulkę, podczas gdy obrazy eksplozji w karaibskim ośrodku wciąż migały mi pod powiekami.
– Wiem, że tam jesteś! Chowanie się nic ci nie pomoże!
Biorąc głęboki oddech, by się uspokoić, ruszyłam bezszelestnie w stronę drzwi. Jednym płynnym ruchem szarpnęłam je do siebie. Emily, która właśnie opierała cały ciężar ciała, by uderzyć ponownie, zachwiała się i wpadła do mojego pokoju, niemal lądując twarzą na podłodze.
Gdy machała rękami, by odzyskać równowagę, moja dłoń wystrzeliła instynktownie. Przez ułamek sekundy wizualizowałam skręcenie jej karku szybkim szarpnięciem – czysta, skuteczna eliminacja. Pamięć mięśniowa z czasów bycia Cieniem była tak głęboko zakorzeniona, że musiałam świadomie się powstrzymać.
*Nie teraz. Nie tutaj. Ona nie jest tego warta.*
Mój chłodny wzrok ominął Emily i spoczął na reszcie rodziny Morganów stojącej w korytarzu. Frank wyglądał na skrępowanego, przestępując z nogi na nogę. Max stał za nim, z oczami szerokimi ze zmartwienia. A Linda – moja tak zwana matka – ściskała coś w dłoniach, jej twarz była wykrzywiona wściekłością.
– Ty niewdzięczna mała złodziejko! – syknęła Linda, wpychając mi w ręce przedmioty, które trzymała. Rozpoznałam markowe ubrania, które kupiłam wczoraj Maxowi – metki wciąż były przyczepione. – Skąd wzięłaś na to pieniądze? Kogo okradłaś?
Oparłam się o framugę drzwi, krzyżując ramiona. – Niczego nie ukradłam.
– Gówno prawda! – Linda podeszła bliżej, a jej tanie perfumy zaatakowały moje zmysły. – Oczekujesz, że w to uwierzę? Ty, która nie potrafisz nawet zdać prostego testu z matematyki, nagle masz setki dolarów do wydania?
Frank położył niepewną dłoń na ramieniu Lindy. – Może powinniśmy się uspokoić i...
– Nie mów mi, żebym się uspokoiła! – Strząsnęła gwałtownie jego rękę. – Ta mała suka kradnie, a ty chcesz, żebym się uspokoiła? A co, jeśli ukradła komuś ważnemu? Co, jeśli przyjdzie tu policja?
Frank wzdrygnął się. – Przynajmniej posłuchajmy, co ma do powiedzenia Max. Był z nią wczoraj.
Linda wparowała do salonu, wciąż ściskając nowe ubrania Maxa. Poszłam za nią, zachowując wyliczony dystans, monitorując ruchy wszystkich z wyćwiczoną precyzją.
– A co z tymi? – Linda wskazała dramatycznie na stół kuchenny, gdzie położyła nowe buty Maxa i pudełko po jego iPhonie. – Emily mówi, że to kosztuje tysiące! Skąd wzięłabyś tysiące dolarów, hę? Odpowiadaj!
Emily uśmiechnęła się złośliwie zza pleców Lindy. – Sam ten telefon to z tysiąc dolarów. A buty to co najmniej pięćset.
Twarz Franka zbladła. – Jade... czy to prawda? Czy ty... wzięłaś coś, co nie było twoje?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Max wystąpił naprzód. – Ona niczego nie ukradła! Jade nigdy by tego nie zrobiła.
– To wyjaśnij to! – Linda gestykulowała dziko w stronę przedmiotów. – Twoja siostra nagle ma tysiące dolarów do szastania? Ta sama dziewczyna, której w zeszłym miesiącu nie było stać nawet na szkolne śniadanie?
Max spojrzał na mnie, potem z powrotem na Lindę. – Ona... ona zajmuje się programowaniem. Przez internet. Analiza danych.
– I myślisz, że w to uwierzę? – zadrwiła Linda.
Podczas gdy się kłócili, Emily próbowała prześlizgnąć się obok mnie w stronę mojej sypialni. Wyczułam jej ruch, nawet nie patrząc. Gdy jej ręka sięgnęła klamki, obróciłam się i złapałam ją za nadgarstek w profesjonalnym chwycie obezwładniającym, wywierając precyzyjny nacisk na splot nerwowy, co powodowało maksymalny dyskomfort bez pozostawiania śladów.
– Co ty, kurwa, myślisz, że robisz? – zapytałam, a mój głos był śmiertelnie cichy.
Oczy Emily rozszerzyły się z szoku i bólu. – Puszczaj! Mamo! Ona mnie boli!
– Widziałam twój wypasiony laptop! – syknęła Emily przez zaciśnięte zęby. – To komputer gamingowy za jakieś trzy tysiące! Skąd go wzięłaś, co? Co jeszcze tam ukrywasz?
– Kim ty do cholery jesteś, żeby mnie przesłuchiwać? – Wykręciłam jej lekko nadgarstek, zmuszając do gwałtownego wdechu.
Linda podbiegła. – Zabieraj łapy od mojej córki, ty potworze!
Puściłam Emily lekkim pchnięciem, posyłając ją chwiejnym krokiem w tył, prosto na Lindę. Obie runęły na podłogę w plątaninie wymachujących kończyn i oburzonych pisków.
– Zaatakowała mnie! Widziałeś to? Zaatakowała własną matkę! – krzyczała Linda, jej twarz była czerwona ze złości.
Spokojnie podniosłam nowe ubrania Maxa z miejsca, gdzie Linda je upuściła, i podałam mu je. – Proszę. To twoje.
– Słuchajcie uważnie – powiedziałam, odwracając się do Lindy i Emily. – Toleruję was obie tylko ze względu na Franka i Maxa. To wszystko.
Twarz Emily wykrzywiła się z wściekłości. – Zadzwonimy na policję! Powiemy im, że kradniesz!
– Śmiało – odpowiedziałam z zimnym uśmiechem. – A ja złożę pozew wzajemny o zniesławienie i zgłoszenie fałszywego przestępstwa. Mam dokumentację na wszystko, co posiadam.
Odwróciłam się i wróciłam do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Przez następną godzinę głos Lindy niósł się przez ściany – wyzywała mnie od „niewdzięcznych gadów” i „suk”, podczas gdy Emily udawała, że ją pociesza, dolewając oliwy do ognia. Słyszałam zazdrość w głosie Emily, gdy próbowała pojąć, jak jej dawniej gruba, żałosna siostra stała się nagle pewna siebie, zdolna i najwyraźniej bogata.
Nie mogłam dłużej zostać w tym dusznym domu. Biorąc telefon i portfel, ruszyłam do wyjścia. Frank podniósł wzrok z miejsca w salonie, otwierając usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale milczał, gdy go mijałam.
---
Powietrze wydawało się czystsze w chwili, gdy wyszłam na zewnątrz. Wzięłam głęboki oddech, pozwalając chłodnej wieczornej bryzie obmyć moją twarz. Zamówiłam Ubera i czekałam, obserwując słońce rozpoczynające wędrówkę za obdrapane dachy naszej dzielnicy.
Dwadzieścia minut później wysiadłam z samochodu u podnóża zalesionego wzgórza na obrzeżach Cloud City. Tłum młodych mężczyzn i kobiet zgromadził się wokół błotnistego toru terenowego. Heavy metal dudnił z potężnych głośników, a ryk tuningowanych pojazdów terenowych wypełniał powietrze.
– Panie Astor! Panie Astor! – Wiwaty wybuchły, gdy mocno zmodyfikowany Jeep na ogromnych oponach pokonał szczególnie trudny zakręt, rozbryzgując błoto we wszystkich kierunkach.
















