Napięcie w powietrzu zamarzło, gdy Felix Huxley odłączył się od swojej świty i podszedł do naszej grupy. Robert Williams, ubrany w nienaganny granatowy strój golfowy, wyglądał na skonsternowanego nagłym zatrzymaniem ich pochodu przez klub. Jego opalona twarz lekko się pomarszczyła w wyrazie dezorientacji, oczy biegały między burmistrzem a naszym osobliwym zgromadzeniem rodzinnym.
– Panno Morgan –
















