Odwet prześladowanej dziewczyny

Odwet prześladowanej dziewczyny

Autor: anny

Rozdział 5 Wgniecione szafki, wgniecione ego
Autor: anny
2 mar 2026
Spokojnie kontynuowałam jedzenie śniadania, zachowując się tak, jakby nic się nie stało. Ale ledwo uszłam trzy kroki ze stołówki, gdy zauważyłam, że na mnie czekają. Dziewczyna, której sałatka udekorowała głowę kilka minut wcześniej, stała z koleżanką; obie ściskały otwarte kartony z mlekiem, a ich twarze wykrzywiała pełna satysfakcji antycypacja. Myślały, że zapędziły mnie w kozi róg. Jakie to urocze. – Myślisz, że jesteś sprytna, co? – syknęła Sałatkowa Dziewczyna, jej tusz do rzęs wciąż był rozmazany po wcześniejszym upokorzeniu. – Nikt nas nie ośmiesza i nie uchodzi mu to na sucho. Jej koleżanka, blondynka ze zbyt dużą ilością błyszczyka, zachichotała. – Upewnimy się, że wszyscy zapamiętają, co spotyka grube zera, które nie znają swojego miejsca. Oceniłam sytuację w milisekundach. Dwie amatorskie napastniczki, słaba postawa, wyraźnie sygnalizujące swoje zamiary. Planowały oblać mnie mlekiem, prawdopodobnie nagrywając to telefonem ukrytym w pobliżu. Klasyczna szkolna wojna. – Zobaczymy, jak zabawna będziesz oblana mlekiem, świnio – warknęła Sałatkowa Dziewczyna, i obie ruszyły do przodu. Udałam przestraszony krok w tył, celowo przenosząc ciężar ciała, jakbym traciła równowagę. Ich oczy rozbłysły na widok tego, co uznały za słabość. Gdy rzuciły się do przodu z kartonami mleka, wykonałam obrót na lewej stopie, a moja prawa dłoń wystrzeliła w precyzyjnym, wyliczonym ruchu. Moja ręka uderzyła w spody obu kartonów jednocześnie, przykładając dokładnie tyle siły, by przekierować ich pęd w górę i do tyłu. Fizyka zrobiła resztę. Bliźniacze strumienie mleka zatoczyły łuk w powietrzu, chlustając prosto na ich starannie ułożone włosy i markowe ubrania. Płyn przesiąkł przez ich bluzki, ściekając po zszokowanych twarzach. – Ty...! – wrzasnęła Sałatkowa Dziewczyna, potykając się do tyłu. Jej obcas zahaczył o nierówny chodnik, posyłając ją wprost na koleżankę. Obie runęły na ziemię w niezdarnej stercie mokrych ubrań i rozmazanego makijażu. Kątem oka dostrzegłam Emily chowającą się za rogiem. Obserwowała, prawdopodobnie mając nadzieję zobaczyć moje upokorzenie. Teraz wymykała się cichaczem, przerażona perspektywą bycia skojarzoną ze mną. Przeszłam nad dziewczynami bez ponownego spojrzenia, mój wzrok utkwiony był w nowym celu. Ashley Williams stała zamrożona przy szafkach. Tak zwana królowa Cloud City High, odpowiedzialna za zaaranżowanie większości udręk oryginalnej Jade. Jej twarz straciła kolor, gdy podeszłam prosto do niej. – Czego chcesz? – zażądała, a głos jej się lekko załamał. Nie zatrzymałam się, dopóki nie znalazłam się o cale od jej twarzy, przypierając ją do szafek. – Nie możesz mnie dotknąć – szepnęła, a drżące usta zdradzały jej strach. Prawie się roześmiałam. W moim poprzednim życiu stawiałam czoła bossom karteli i rządowym zabójcom. Ta dziewczyna myślała, że pozycja jej tatusia ją uratuje. Uniosłam pięść, patrząc, jak wzdryga się i zamyka oczy. Zamiast ją uderzyć, wbiłam kłykcie w szafkę obok jej głowy; metal wgiął się pod wpływem uderzenia. Oczy Ashley otworzyły się gwałtownie, utkwione w idealnym odcisku, jaki moja pięść zostawiła w stali. – Trzeciej szansy nie będzie. – Cofnęłam się, dając jej przestrzeń, by mogła znowu oddychać. Szok Ashley zmienił się we wściekłość, gdy odzyskała panowanie nad sobą. – Jade Morgan – syknęła – jesteś martwa. Słyszysz mnie? Martwa! Już odchodziłam, jej groźby były dla mnie równie bezznaczące, co histeria dziecka. – Jade! Odwróciłam się i zobaczyłam Maxa kuśtykającego pośpiesznie korytarzem, z troską wyrytą na twarzy. – Nic ci nie jest? – zapytał, lekko zdyszany wysiłkiem, by do mnie dotrzeć. – Słyszałem, że jakieś dziewczyny planowały zasadzkę na ciebie po śniadaniu. – Nic mi nie jest – zapewniłam go. – Nic, z czym bym sobie nie poradziła. Max rozejrzał się po pobojowisku. – Tak, widzę. – Mały, niepewny uśmiech przemknął przez jego twarz. – Ostatnio się... zmieniłaś. Wzruszyłam ramionami. – Po prostu przestałam tolerować to gówno. – Ale nigdy wcześniej się nie stawiałaś. Zawsze mówiłaś, że to niewarte zachodu. – Niektóre rzeczy są warte zachodu – odpowiedziałam, nagle świadoma, jak obco brzmiałyby te słowa z ust oryginalnej Jade. – Poza tym, wcześniej byłam po prostu leniwa. Max studiował mnie z mieszaniną dezorientacji i podziwu. – Cóż, cokolwiek się zmieniło, chyba mi się to podoba. Nasz moment przerwał śmiech z głębi korytarza. Orion i jeden z jego kumpli zbliżali się, a kumpel wskazywał w naszym kierunku. – Patrzcie, kto to – powiedział kumpel wystarczająco głośno, byśmy usłyszeli. – Grubaska i kulas. Elita Cloud City. Przyjrzałam się Orionowi z bliska po raz pierwszy od mojego odrodzenia. Według wspomnień oryginalnej Jade, miała obsesję na jego punkcie od lat. Patrząc na niego teraz, nie mogłam zrozumieć dlaczego. Był co najwyżej przeciętny – symetryczne rysy, atletyczna budowa, markowe ciuchy. Nic specjalnego. Z pewnością nie był wart tych żałosnych wzdychań, którym oddawała się oryginalna Jade. – Zamknij się – mruknął Max, a jego wcześniejsza pewność siebie wyparowała. – Co to było, kulasie? – szydził chłopak, podchodząc bliżej. – Nie słyszałem cię przez szuranie twojej nogi. Poczułam, jak coś budzi się w mojej piersi. Zanim zdążyłam to przeanalizować, ruszyłam się. W jednym płynnym ruchu złapałam gościa za kołnierz i obróciłam, przyciskając go do barierki korytarza. Jego plecy wygięły się na metalowej poręczy, oczy miał szerokie z szoku, gdy trzymałam go w zawieszeniu, a jego stopy ledwo dotykały ziemi. – Puszczaj go! – krzyknął Orion, robiąc krok naprzód. Nawet nie spojrzałam w jego stronę. – Zamknij się. To cię nie dotyczy. Szok na twarzy Oriona był niemal komiczny. – Przeproś mojego brata – powiedziałam do chłopaka, głosem śmiertelnie spokojnym. – Pierdol się – wydyszał, wciąż próbując utrzymać pozory twardziela, mimo strachu w oczach. Pochyliłam się bliżej. – Wyrażę się bardzo jasno. Jeśli kiedykolwiek usłyszę słowo „kulas” albo jakiekolwiek inne żałosne wyzwisko z twoich ust, to ty będziesz tym, który utyka. Z tą różnicą, że u ciebie to nie będzie tymczasowe. Zrozumiano? Zebrał się już mały tłum, uczniowie szeptali i wskazywali palcami. – Powiedziałam, przeproś mojego brata. Twarz chłopaka zbladła. – Prze... przepraszam, Max. – Jakbyś to mówił szczerze – nalegałam, zwiększając nacisk o ułamek. – Przepraszam, Max! – pisnął Brad. – Nie zrobię tego więcej. Przysięgam! Puściłam go, a on potknął się, odchodząc i masując gardło. Zadzwonił dzwonek na następną lekcję, rozpraszając tłum gapiów. Max gapił się na mnie, jakby widział kogoś obcego. – Nie musiałaś tego robić – powiedział cicho, gdy szliśmy w stronę naszych klas. – Tak, musiałam. – A co z Orionem? – zapytał Max po chwili. – Myślałem, że się w nim kochasz. Prychnęłam. – Nigdy nic nie czułam do tego faceta. Max zatrzymał się. – Co? Masz obsesję na jego punkcie od pierwszej klasy. Masz cały dziennik wypełniony bazgrołami „Pani Jade Miller”. W myślach przeklęłam oryginalną Jade za jej żenującą fiksację. – Ludzie się zmieniają. Po prostu zrozumiałam, że nie jest wart mojego czasu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 Wgniecione szafki, wgniecione ego – Odwet prześladowanej dziewczyny | Czytaj powieści online na beletrystyka