Punkt widzenia Jade:
Czterech mężczyzn osaczało mnie przy czarnym SUV-ie, poruszając się ze skoordynowaniem, które krzyczało „wynajęte mięśniaki”. Wysoki chudzielec z przodu błysnął małym nożem, którego ostrze złapało poranne światło. Pozostała trójka rozproszyła się w klasycznej formacji okrążającej – dwóch średniej budowy oskrzydlało mnie, podczas gdy potężny olbrzym blokował ewentualną drogę ucieczki.
Prawie się roześmiałam. Po latach stawiania czoła elitarnym zabójcom i operatorom sił specjalnych, te uliczne zbiry poruszały się jak w zwolnionym tempie. Ich amatorska formacja miała co najmniej trzy luki, które zauważyłam natychmiast.
– Cześć, ślicznotko – powiedział Chudzielec, kręcąc nożem z czymś, co prawdopodobnie uważał za zastraszającą wprawę. – Chcemy się tylko trochę zabawić. Sprawić, żebyś ładnie wyglądała w mediach społecznościowych.
Westchnęłam, przenosząc lekko ciężar ciała, by lepiej rozłożyć środek ciężkości. – Niech zgadnę, przysłała was Ashley Williams?
Ich chwilowe zaskoczenie mignęło na twarzach – ułamek sekundy rozszerzonych oczu, zawahanie w postawie. To było jedyne potwierdzenie, jakiego potrzebowałam.
Mięśniak strzelił knykciami; teatralny gest, który dałby każdemu wyszkolonemu wojownikowi czas na powalenie go dwukrotnie. – Po prostu stój spokojnie, a to nie będzie bolało... bardzo.
Zamachnęłam się plecakiem w jednym płynnym ruchu; ciężar moich podręczników idealnie trafił w nadgarstek Chudzielca. Nóż zadźwięczał o chodnik, gdy mężczyzna zawył z bólu, chwytając się za rękę. Bez zatrzymywania obróciłam się na lewej stopie, pozwalając dwóm średniakiem rzucić się w miejsce, gdzie przed chwilą stałam. Ich pęd sprawił, że wpadli prosto na siebie z satysfakcjonującym łoskotem zderzających się ciał i stłumionych przekleństw.
Olbrzym szarżował jak pociąg towarowy, jego kroki dudniły na asfalcie. Czekałam po prostu do ostatniej sekundy, zanim zeszłam z linii ataku i wystawiłam stopę pod dokładnie właściwym kątem. Jego własny ciężar i prędkość stały się jego zgubą – dosłownie. Pomogłam jego trajektorii precyzyjnym uderzeniem otwartą dłonią między łopatki, posyłając go twarzą w ziemię. Jego masywne ciało uderzyło w podłoże z hukiem, który zatrząsł chodnikiem.
Całe starcie trwało może piętnaście sekund. Nawet się nie spociłam ani nie zepsułam kucyka.
– Jezu Chryste – jęknął jeden z nich z ziemi, wypluwając brud. – Kim do cholery jest ta dziewczyna?
– Twoim najgorszym koszmarem, jeśli nie będziesz współpracować – odpowiedziałam, klękając przy Chudzielcu, który kołysał swój nadgarstek. – Telefon. Już.
Zawahał się, wzrok biegał między mną a jego powalonymi towarzyszami, dopóki nie zastosowałam delikatnego ucisku na jego uszkodzony staw. Telefon magicznie pojawił się w jego drugiej ręce. Przejrzałam jego wiadomości, znajdując dokładnie to, czego potrzebowałam – transakcję na Venmo od Ashley Williams na 500 dolarów.
– Doskonale – mruknęłam, przełączając na tryb wideo. Skierowałam kamerę na nich, upewniając się, że uchwyciłam całą czwórkę w różnych stadiach rozkładu. – Powiedzcie mi, kto was wynajął i co kazała wam zrobić.
– Pieprz się – splunął Chudzielec, próbując ratować resztki godności.
Wcisnęłam kciuk w splot nerwowy na jego nadgarstku. Jego twarz wykrzywiła się w agonii, a z gardła wydobył się zduszony dźwięk.
– Ashley Williams – wydyszał, słowa wypadały z niego chaotycznie. – Z Cloud City High. Zapłaciła nam pięć stów, żebyśmy cię poturbowali i nagrali to. Mówiła, żeby doprowadzić cię do płaczu i podrzeć ubranie. Chciała cię upokorzyć na wideo.
Kiwnęłam głową, kontynuując nagrywanie, gdy pozostali, widząc, że ich lider pękł, szybko potwierdzili jego wersję, dodając szczegóły o konkretnych instrukcjach Ashley. Kiedy miałam dość, wstałam i schowałam telefon do kieszeni.
– Następnym razem rozważcie zmianę kariery. W tej jesteście beznadziejni.
---
Z wyćwiczoną wprawą przycięłam materiał, dodałam zrzuty ekranu z płatności Ashley i wzmocniłam dźwięk w miejscach, gdzie szczegółowo opisywali jej instrukcje. Wrzuciłam to na anonimowe konto z tytułem: „*Ashley Williams z Cloud City High: Kim jest naprawdę.*”
Kliknęłam „Prześlij”. Gotowe.
Patrzyłam, jak pasek ładowania dochodzi do końca, a satysfakcja rozgrzewała moją klatkę piersiową.
Zanim dotarłam do szkoły, mój telefon wibrował od powiadomień. Wideo rozprzestrzeniało się jak pożar w kręgach towarzyskich szkoły. Idealne wyczucie czasu – miałam ekonomię na pierwszej lekcji razem z Ashley.
Wślizgnęłam się do klasy równo z dzwonkiem, delektując się przyciszonymi rozmowami i ukradkowymi spojrzeniami. Ashley stała przy ławce Oriona, kręcąc loki na palcu, całkowicie nieświadoma cyfrowej burzy zbierającej się wokół niej.
– Dzień dobry, Orion! – zaćwierkała, a jej głos był słodki jak miód. – Ładnie dziś wyglądasz.
Orion skinął głową zdawkowo, wyraźnie próbując zakończyć rozmowę, ale Ashley złapała go za ramię. – Idziesz na zajęcia Modelowego ONZ w ten weekend? Myślałam, żeby dołączyć.
– Nigdy wcześniej nie interesowałaś się Modelowym ONZ – odpowiedział płasko, a jego wzrok już uciekał w stronę podręcznika.
– Ostatnio zainteresowałam się stosunkami międzynarodowymi – powiedziała Ashley, trzepocząc rzęsami. – Może moglibyśmy pójść razem? Czytałam o strukturze Organizacji Narodów Zjednoczonych i...
Zanim Orion zdążył odpowiedzieć, przyjaciółka Ashley wpadła przez drzwi; jej twarz była czerwona z paniki. Szepnęła coś pilnie do ucha Ashley, której wyraz twarzy zmienił się ze zmieszania w przerażenie w czasie rzeczywistym. Patrzyłam z chłodnym zainteresowaniem, jak nerwowo szukała telefonu, a jej idealnie wypielęgnowane palce drżały przy odblokowywaniu ekranu.
Kolor odpłynął z jej twarzy, gdy wpatrywała się w odtwarzane wideo, usta rozchyliły się w niemym szoku. W całej klasie telefony brzęczały i dzwoniły, gdy wideo kontynuowało swój cyfrowy pożar. Wybuchły szepty:
– Widziałeś to? Ashley wynajęła facetów, żeby kogoś zaatakowali...
– Kto by pomyślał, że jest taką psychopatką?
– Pięćset dolarów za pobicie kogoś? To chore...
Orion zerknął na swój telefon, potem na Ashley; jego wyraz twarzy stwardniał, po czym celowo przeniósł się na drugą stronę sali.
Wzrok Ashley strzelił w moją stronę, nienawiść płonęła w jej oczach. Odpowiedziałam jej spojrzeniem pełnym spokojnej obojętności, po czym wróciłam do zeszytu, gdy nasz nauczyciel matematyki wszedł, ogłaszając próbny egzamin w przyszłym tygodniu.
---
– Gdzie są wszyscy? Stołówka jest praktycznie pusta – zapytał Max podczas lunchu, przesuwając swoją tacę naprzeciwko mojej. Jego oczy za okularami były pełne ciekawości.
Przesunęłam w jego stronę moją grillowaną pierś z kurczaka i brokuły. – Masz, potrzebujesz więcej białka. Wciąż rośniesz – powiedziałam, wzruszając ramionami i zachowując swobodny ton.
Zmarszczył brwi, badając moją prawie pustą tacę. – Nie jesz wystarczająco dużo. Zbyt szybko schudłaś. To nie może być zdrowe, Jade.
Zignorowałam jego troskę, biorąc mały łyk wody. – Kiedyś pokażę ci coś bardziej ekscytującego niż licealne dramaty. Prawdziwy świat sprawia, że to miejsce wygląda jak przedszkole.
















