Siedziałam idealnie nieruchomo w gabinecie dr Winters, obserwując, jak wierci się za swoim imponującym mahoniowym biurkiem. Popołudniowe światło sączyło się przez żaluzje, rzucając pasy na pokój, co podkreślało napięcie wiszące w powietrzu. Utrzymywałam zrelaksowaną postawę, jedna noga założona swobodnie na drugą, dłonie spoczywające na kolanach.
Max siedział obok mnie, a jego posiniaczona twarz s
















