Herbata zdążyła wystygnąć, zanim spacerkiem wróciłam na otwarty taras. Ian i Ethan wciąż tkwili w swoim słownym pojedynku szachowym, choć atmosfera zmieniła się z otwarcie wrogiej na ostrożnie uprzejmą. Wślizgnęłam się z powrotem na swoje miejsce, zakładając nogę na nogę i opierając się wygodnie.
Ethan rzucił mi pytające spojrzenie. Odpowiedziałam lekkim wzruszeniem ramion, które mówiło: *nic ciek
















