Odwet prześladowanej dziewczyny

Odwet prześladowanej dziewczyny

Autor: anny

Rozdział 7 Dług do spłacenia
Autor: anny
4 mar 2026
Kroki – precyzyjne, kontrolowane, wojskowej klasy – zbliżały się z tego samego kierunku, w którym zniknął Alexander. Bez chwili wahania chwyciłam nożyce ogrodowe z grządki i zaczęłam gorączkowo przycinać przerośniętą trawę w pobliżu płotu, gdzie w świetle księżyca lśniły krople krwi. Zza rogu wyłonił się mężczyzna w czarnej kurtce taktycznej, skanując naszą ulicę z metodyczną precyzją. Jego postawa była sztywna, ruchy oszczędne. To nie był przeciętny zagubiony turysta. Cięłam dalej z niedbałym pośpiechem, utrzymując równy oddech, jednocześnie śledząc jego ruchy kątem oka. Gdy podszedł bliżej, wyczułam znajomą woń – olej do broni, wysokiej klasy sprzęt taktyczny i ten charakterystyczny posmak niebezpieczeństwa, który noszą tylko zawodowi zabójcy. Zapach, który kiedyś sama nosiłam niczym drogie perfumy. – Przepraszam – powiedział opanowanym i równym głosem. Jego oczy taksowały mnie, podwórko, dom za moimi plecami – katalogując każdy szczegół, nie zdradzając przy tym niczego. – Widziałaś może młodego mężczyznę przechodzącego tędy niedawno? Około metr osiemdziesiąt wzrostu, ciemne włosy, możliwe, że ranny? Uśmiechnęłam się blado, przybierając wyraz twarzy nieświadomej niczego nastolatki. W międzyczasie moje dłonie nie przestawały pracować, metodycznie ścinając trawę i pozwalając świeżym ścinkom opadać precyzyjnie na ślady krwi, które zostawił Alexander. – Przykro mi, nie widziałam nikogo takiego – odpowiedziałam, a ostry zapach ściętej roślinności unosił się, maskując metaliczną woń krwi. – Chociaż wydawało mi się, że słyszałam kogoś biegnącego w tamtą stronę jakieś dziesięć minut temu. – Niedbale wskazałam kierunek przeciwny do tego, w którym faktycznie udał się Alexander. Nozdrza mężczyzny lekko się rozdęły – wyczuł zapach krwi, ale nie mógł go zlokalizować teraz, gdy przykryłam go ostrą wonią świeżo skoszonej trawy. – Jesteś pewna? To ważne, żebym go znalazł. – Jego dłoń subtelnie przesunęła się w stronę pasa. – Pewna – wzruszyłam ramionami, patrząc mu prosto w oczy. – Tylko my i szopy pracze. Ale jak mówiłam, wydawało mi się, że słyszałam kroki w tamtą stronę. – Znów skinęłam głową w złym kierunku. Zawahał się, lekko mrużąc oczy. Potem skinął głową raz i ruszył ulicą, którą wskazałam; jego postawa wciąż była czujna, ale cel został zmylony. Patrzyłam, jak odchodzi, wciąż ściskając nożyce ogrodowe. Gdy zniknął za rogiem, zebrałam poplamione krwią ścinki trawy i pozbyłam się ich wewnątrz domu. Następnie zamknęłam wszystkie drzwi i poszłam spać. --- – Znowu wstałaś wcześnie – powiedział Max następnego ranka, wręczając mi banknot pięćdziesięciodolarowy, gdy wróciłam z porannego biegu. Pot przykleił moją koszulkę do ciała, ale czułam się dobrze – silniejsza. Moje ciało reagowało na reżim treningowy, który wprowadziłam. – Karta do stołówki szkolnej – wyjaśnił, gdy uniosłam brew na widok pieniędzy. – Zauważyłem, że od tygodni nie prosisz Lindy o pieniądze na lunch. Złożyłam banknot i wsunęłam go do kieszeni, czując dziwną mieszankę wdzięczności i upokorzenia. W moim poprzednim życiu jako Cień miałam do dyspozycji nieograniczone fundusze. Teraz żyłam z jałmużny od mojego kulejącego, nastoletniego brata. – Dzięki – powiedziałam krótko. Max przeniósł ciężar ciała, zmieniając postawę, by ulżyć chorej nodze. Wtedy zauważyłam jego buty – niegdyś białe tenisówki, teraz szare ze starości, z przetartymi podeszwami i postrzępionymi krawędziami. – Oddam ci – obiecałam, mówiąc to szczerze. Uśmiechnął się szeroko. – Z czego? Ze swojej wielkiej fortuny? – Kiedyś – odpowiedziałam, a coś w moim tonie sprawiło, że jego uśmiech nieco przygasł. --- Rozstaliśmy się na przystanku autobusowym. Max wsiadł do autobusu miejskiego, podczas gdy ja uparłam się, by iść pieszo i dalej budować kondycję. Rzucił mi zmartwione spojrzenie, zanim wsiadł, ale nie protestował. Poranek był piękny – rześkie powietrze, śpiew ptaków, słabe światło słoneczne przesączające się przez drzewa. Po latach w sterylnych placówkach lub ciemnych miejskich kryjówkach, zaczęłam doceniać te proste doznania. Delikatny chrzęst żwiru pod stopami. Odległy szum ruchu ulicznego. I... Czarny kompaktowy SUV bez tablic rejestracyjnych nagle przyspieszył zza rogu; opony pisnęły, gdy wjechał na krawężnik, celując prosto we mnie. Obróciłam się natychmiast; mięśnie zareagowały z ułamkiem mojej dawnej prędkości, ale wciąż wystarczająco szybko. Pojazd minął mnie o cale, lusterko boczne otarło się o mój plecak, gdy samochód z rykiem przejechał obok. Zanim w pełni się zatrzymał, czworo drzwi otworzyło się gwałtownie i wyskoczyło z nich czterech mężczyzn. Pierwszy był wysoki i szczupły, poruszał się z wyćwiczoną sprawnością. Dwóch mężczyzn średniej budowy go oskrzydlało, podczas gdy muskularny olbrzym zamykał tyły. --- Punkt widzenia Alexandra: Szedłem powoli przez wschodnie skrzydło naszej nowojorskiej rezydencji, rana pulsowała pod prostym t-shirtem, w który przebrałem się po wyrzuceniu zakrwawionej markowej koszuli. Lot prywatnym odrzutowcem z Cloud City był szybki, ale niewygodny z moją kontuzją. Wuj Ethan podniósł wzrok, gdy wszedłem, natychmiast wstając ze skórzanego fotela. – Powinieneś odpoczywać – powiedział, a w jego głosie słychać było troskę. – Nic mi nie jest – odparłem, choć nie mogłem ukryć grymasu, opadając na krzesło naprzeciwko niego. – Kula tylko mnie drasnęła. – A ładunek? Mój wyraz twarzy stężał mimo woli. – Stracony. Zrobili zasadzkę, zanim zdążyłem go zabezpieczyć. Wuj Ethan skinął głową, niezaskoczony. – Zajmiemy się tym. – Wujku, w sprawie dziewczyny, która mi pomogła... – zacząłem, chcąc porozmawiać o dziwnej nastolatce, która uratowała mi życie. – Uczennica liceum, która napisała numer swojego konta na twoim ramieniu? – Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. – Całkiem zaradna. Wpatrywałem się w niego, zaskoczony. – Skąd wiesz... – Dostrzegam rzeczy, Alex. Dzięki temu przetrwaliśmy tak długo. – Podszedł do barku i nalał dwie szklanki wody. – Opowiedz mi o niej. – Nie było zbyt wiele czasu na rozmowę – przyznałem, wracając myślami do tych napiętych chwil. – Ale wiedziała, że zostałem postrzelony, choć nic nie mówiłem. Wiedziała dokładnie, gdzie mnie wysłać, bym uniknął pościgu. Poruszała się... inaczej niż normalna nastolatka. Wuj Ethan podał mi szklankę, jego wyraz twarzy był zamyślony. – Interesujące. – Chcę wrócić i podziękować jej we właściwy sposób. – To byłoby nierozsądne – odpowiedział stanowczo. – Nazwisko Haxton przyciąga uwagę. Niebezpieczną uwagę. Chcesz sprowadzić to na jej próg? Zmarszczyłem brwi, ale niechętnie przytaknąłem. Miał rację, jak zwykle. – Poza tym – ciągnął wuj Ethan – powinieneś skupić się na powrocie do zdrowia albo na znalezieniu innego specjalisty dla mojego ojca. – Przerwał na chwilę. – Mówiąc o specjalistach, szkoda Cienia. – Tego zabójcy? Co z nim? – Nie żyje – powiedział krótko. – Potwierdzone w zeszłym tygodniu. Szkoda. Mógł być wystarczająco utalentowany, by pomóc w naszej sytuacji. Wuj Ethan wrócił do biurka, na którym leżała otwarta teczka. Dostrzegłem rozrzucone zdjęcia i dokumenty – fragmenty informacji o najbardziej nieuchwytnym zabójcy świata. Duchu, którego płeć, narodowość i wygląd pozostawały nieznane dla większości – ale najwyraźniej nie dla mojego wuja. Później tej nocy siedziałem w moim apartamencie, wpatrując się w ekran laptopa. Od godziny zastanawiałem się nad tym samym pytaniem: ile pieniędzy wysłać dziewczynie, która uratowała mi życie? Zbyt duża kwota mogłaby przestraszyć normalną nastolatkę. Zbyt mała byłaby obraźliwa. Musiałem też wziąć pod uwagę przepisy bankowe – duże przelewy uruchamiały automatyczne flagi.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 Dług do spłacenia – Odwet prześladowanej dziewczyny | Czytaj powieści online na beletrystyka