Odwet prześladowanej dziewczyny

Odwet prześladowanej dziewczyny

Autor: anny

Rozdział 11 Cyfrowy geniusz
Autor: anny
3 mar 2026
W niespełna trzy minuty stworzyłam na swoim laptopie kompletny system bezpieczeństwa, wyposażony w nadajniki GPS osadzone zarówno w moim telefonie, jak i w komputerze, a do tego wielowarstwową zaporę ogniową, której pozazdrościłaby większość agencji rządowych. Max obserwował w osłupiałym milczeniu, jak kilkoma szybkimi naciśnięciami klawiszy finalizowałam system. – To... niemożliwe – wydukał w końcu, poprawiając okulary. – Właśnie zbudowałaś całą strukturę zabezpieczeń w kilka minut. Profesjonalnym zespołom stworzenie czegoś takiego zajęłoby całe dni. Wzruszyłam ramionami, uruchamiając ostatnią diagnostykę. – To niezbyt skomplikowane, kiedy zrozumie się architekturę. – Nieskomplikowane? – Głos Maxa załamał się z niedowierzania. – Właśnie zakodowałaś lokalizatory, zaszyfrowane protokoły uwierzytelniania i coś, co wygląda na zaporę klasy wojskowej szybciej, niż większość ludzi potrafi wpisać swoje imię! Pozwoliłam sobie na cień uśmiechu. W moim poprzednim życiu jako Cień i hakerka znana tylko jako X, tworzyłam systemy, które potrafiły odeprzeć najbardziej wyrafinowane ataki rządowe. W porównaniu z tamtym, to była dziecinna igraszka. – Mogę cię nauczyć, jeśli jesteś zainteresowany – zaproponowałam, zauważając jego intensywne skupienie. Jego głowa wystrzeliła w górę, a oczy rozbłysły ekscytacją. – Poważnie? Nauczyłabyś mnie, jak to robić? – Masz do tego głowę – powiedziałam, zamykając laptopa. – Ale najpierw jedzenie. Umieram z głodu. --- Restauracja hotelowa lśniła polerowanym marmurem i kryształowymi żyrandolami. Kelner w nienagannie wyprasowanym mundurze podszedł do naszego stolika, z namaszczeniem prezentując butelkę czerwonego wina. – Château Margaux, rocznik 2009, zgodnie z życzeniem, proszę pani – oznajmił. Wzięłam zdawkowy łyk, po czym odstawiłam kieliszek. W poprzednim życiu wyrobiłam sobie wyrafinowane podniebienie do szlachetnych win – była to umiejętność niezbędna do infiltracji imprez z wyższych sfer. Ale to ciało miało siedemnaście lat, a alkohol tylko spowolniłby mój refleks. Przez cały posiłek zauważałam, że Max mnie obserwuje – nie tylko to, co jadłam, ale jak to jadłam. Sposób, w jaki trzymałam nóż, kąt nachylenia nadgarstka, gdy podnosiłam szklankę z wodą. Wszystkie te wyrafinowane maniery, które przyswoiłam sobie przez lata głośnych zabójstw, były teraz w pełni widoczne. – Wydajesz się tutaj inna – powiedział w końcu między daniami. – Jakbyś... pasowała do takiego miejsca. Uniosłam brew. – I to cię dziwi? – Cóż, tak. Dorastaliśmy, jedząc obiady z mikrofalówki na papierowych talerzach. Max męczył się z mnogością sztućców, sięgając po niewłaściwy widelec, po czym szybko go odkładał, widząc, że ja używam innego. Jego policzki zapłonęły wstydem. – Nigdy wcześniej nie jadłem w miejscu, gdzie jest więcej niż jeden widelec – szepnął. – Przyzwyczaisz się – zapewniłam go. Kelner podszedł z rachunkiem, dyskretnie kładąc skórzane etui obok mojego talerza. Otworzyłam je bez wahania, ale Max pochylił się, ciekawość wzięła górę. Szczęka mu opadła. – Osiem tysięcy dwieście dolarów? – syknął, a głos mu się załamał. – To... to szaleństwo! Kelner odchrząknął. – Samo Château Margaux kosztuje pięć tysięcy, proszę pana. To edycja limitowana. Max wyglądał, jakby miał zemdleć. – Przecież ledwo je piłaś! Bez słowa podałam kelnerowi kartę kredytową. --- W taksówce wiozącej nas do domu Max siedział cicho, wpatrując się w mijane światła miasta. Jego palce ciągle dotykały kołnierzyka nowej markowej koszuli, jakby wciąż nie wierzył, że należy do niego. – Nigdy wcześniej nie przeżyłem czegoś takiego – powiedział w końcu głosem pełnym zachwytu. – Sposób, w jaki nas traktowali, jak odsuwali krzesła i składali serwetki, gdy wstawaliśmy... i to jedzenie! Nawet nie rozpoznałem połowy składników. – To tylko kolacja, Max – odpowiedziałam swobodnie. – Tylko kolacja? – Zaśmiał się cicho, kręcąc głową. – Jade, całe życie jedliśmy makaron z serem z mikrofalówki. Tata świętuje urodziny w barze, który rozdaje darmowe kawałki ciasta. Jego oczy błyszczały z podniecenia. – Marmurowe łazienki z prawdziwymi materiałowymi ręcznikami, widok na całe miasto z naszego stolika... czułem się jak w filmie. Uśmiechnęłam się blado. – Przyzwyczajaj się, Max. To dopiero początek. Jego brwi powędrowały w górę, a uśmiech rozszerzył się na twarzy. – Początek czego? Nie odpowiedziałam, gdy taksówka podjechała pod nasz budynek. Kontrast między luksusem, który właśnie opuściliśmy, a naszym sypiącym się kompleksem mieszkalnym zawisł między nami w ciszy. --- Tego popołudnia czekałam, aż dom będzie pusty. Linda zabrała Emily na zakupy, a Frank pracował na podwójnej zmianie. Wyciągnęłam spod materaca jednorazowy telefon i wybrałam numer. – Centrum Badań Farmaceutycznych Morrisona, gdzie mam przekierować rozmowę? – Doktor Walter Morrison, proszę – powiedziałam. – Dzwonię w sprawie specjalistycznych związków biochemicznych. Nastąpiła pauza, po czym linia kliknęła, jakby przełączano mnie na bezpieczniejsze połączenie. – Tu Morrison. – Głos był głęboki i ostrożny. – Nie sądzę, byśmy wcześniej rozmawiali. Skąd ma pani ten numer? – Pana prace nad formułami wzmacniającymi układ nerwowo-mięśniowy są dobrze znane w pewnych kręgach – odpowiedziałam. – Potrzebuję syntezy niestandardowego związku. Konkretnie eksperymentalnego wariantu MR-27 ze zmodyfikowaną strukturą białkową. Po drugiej stronie usłyszałam gwałtowny wdech. – To... ściśle tajne badania. Kim pani jest? – Kimś, kto jest skłonny dobrze zapłacić za dyskrecję. Potrzebuję tego gotowego za dwa tygodnie. Przyjadę do Nowego Jorku odebrać to osobiście. – Chwila – jego ton zmienił się z podejrzliwego na zaintrygowany. – Brzmi pani niezwykle młodo. Skąd ktoś taki jak pani w ogóle wie o MR-27? – Cóż, od jednego z moich przyjaciół. Znam strukturę molekularną i wymagane środki stabilizujące. Wiem też, że jest pan jedyną osobą, która potrafi to poprawnie zsyntezować. – Związek, który pani opisuje, jest wysoce eksperymentalny – powiedział powoli. – Potencjalne skutki uboczne są... – Jestem świadoma ryzyka – przerwałam mu. – Może pan to przygotować czy nie? – Tak. Ale to będzie kosztowne. Bardzo kosztowne. – Ile? – Za coś tak specjalistycznego, bez zadawania pytań? Dwieście tysięcy. Połowa z góry. Zamknęłam na chwilę oczy. – Mogę przelać siedemdziesiąt tysięcy teraz. Resztę przy odbiorze. – Do przyjęcia – zgodził się po chwili wahania. – Ale wciąż nie rozumiem, jak ktoś w pani wieku mógłby... Rozłączyłam się i przelałam całe pozostałe saldo na numer konta, który Morrison przysłał mi SMS-em chwilę później. Stan konta: $0.00 Znowu zaczynam od zera. Ale będzie warto, jeśli formuła zadziała. --- Wyciągnęłam się na łóżku na krótką drzemkę. Zamiast tego wpadłam w znajomy koszmar. *Syreny alarmowe wyły w karaibskim ośrodku. Zimne słowa Dyrektora odbijały się echem: „Obiekt przeznaczony do likwidacji po pobraniu materiału genetycznego”.* *Po latach bycia ich idealną bronią, to była moja nagroda – wyrzucenie jak zepsuty sprzęt. Ich zdrada paliła goręcej niż serum w moich żyłach.* *Zaczęły się eksplozje – reakcje łańcuchowe dokładnie takie, jak zaplanowałam.* *Ośrodek zawalił się, gdy wdarła się woda morska. Ostatni wybuch posłał mnie w ciemność, gdy wszystko implodowało...* – JADE! Wstawaj, ty leniwa suko!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 11 Cyfrowy geniusz – Odwet prześladowanej dziewczyny | Czytaj powieści online na beletrystyka