– Idź już – powiedziałam do Maxa, łagodząc głos. – Dam sobie radę.
Max skinął głową. Odwróciłam się i niespiesznie ruszyłam w stronę wejścia.
W sali egzaminacyjnej stukałam ołówkiem o ławkę, rozglądając się dookoła. Powietrze było gęste od niepokoju – dziesiątki uczniów pochylonych nad arkuszami testowymi, czoła błyszczące od potu, ołówki gorączkowo poruszające się po papierze. Zegar w klasie tyka
















