Przez sekundę nie drgnęłam. Chyba nawet nie oddychałam. Stałam tam, sparaliżowana, z tętnem huczącym w uszach. Moje palce drgnęły przy bokach, gdy próbowałam ocenić jego reakcję.
Jego oczy się nie zwęziły. Głos się nie podniósł. Nie było w nim okrucieństwa. To był po prostu… rozkaz.
Uniósł wino do ust i upił powolny łyk. Wciąż patrzył, podczas gdy powietrze w pokoju gęstniało.
Czułam dzielącą nas
















