Ofiarna oblubienica Ogara Wojny

Ofiarna oblubienica Ogara Wojny

Autor: Avelon Thorne

Prince Sovereign
Autor: Avelon Thorne
14 cze 2026
— A mnie dawano do zrozumienia, że ożenię się z pańską młodszą córką, tą, której wilk rzeczywiście się przebudził — powiedział Voktor, a jego głos przesączał się przez gabinet ojca niczym powolny, duszący dym, który wymusza uwagę. Dreszcz przebiegł mi po plecach. Stojąca obok mnie Seryna nabrała tchu tak cicho, że niemal tego nie zauważyłam. Obie stałyśmy przed gabinetem ojca, z plecami przyciśniętymi do wyłożonej panelami ściany, wyłapując strzępy rozmowy przez uchylone drzwi. Żadna z nas nie odważyła się pisnąć słowa, przerażone na śmierć, że Autokrata zauważy naszą obecność. Wewnątrz ojciec odpowiedział napiętym barytonem, którego ledwo poznawałam, ale wiedziałam, że brzmiał bardziej w sposób ostrożny niż władczy. Nie słyszałam dokładnej odpowiedzi, tylko tę kruchą nutę pod spodem. Voktor zachichotał, niskim, rozbawionym dźwiękiem, który wydawał się zupełnie nie na miejscu w naszym rodzinnym skrzydle. Brzmiało to jak drapieżnik wślizgujący się niezauważenie do sanktuarium przeznaczonego dla niewinnych. Cisza, która nastąpiła potem, była głośniejsza niż jakikolwiek grzmot. Wtedy zmysły alfa ojca musiały wyczuć nasz zapach, bo jego kolejne słowa rozbrzmiały wyraźnie: — Elaro. Seryno. Możecie wejść. Żołądek mi się zacisnął. Seryna wyprostowała się pierwsza, wygładzając niewidoczne zagniecenia na sukni i przybierając wyraz łagodnej troski. Zmusiłam się do podobnego opanowania, choć tętno waliło mi o żebra. Razem przekroczyłyśmy próg, a ciężkie dębowe drzwi gabinetu rozwarły się za nami szerzej. Voktor Vorkas opierał się o biurko ojca, omiatając Serynę i mnie szarymi oczami z ostrym, oceniającym zainteresowaniem, jakby już decydował, która jagnięcina najlepiej doprawi gulasz. Ojciec wskazał nam drogę, ze sztywną szczęką. — Władca Vorkas pragnie wyjaśnić kilka szczegółów przed jutrzejszą podróżą. — Spojrzał na nas obie, a potem dodał: — Władco Vorkas, to jest Elara Valerius, twoja panna młoda, a to jest lady Seryna Valerius, moja córka i przyszła Luna mojej watahy. Voktor odepchnął się od biurka ojca i ruszył w naszą stronę. Poruszał się tym na wpół leniwym, na wpół drapieżnym krokiem. Zatrzymał się o krok przed Seryną i przechylił głowę, studiując ją, jakby była obrazem, który mógłby wrzucić do ognia, gdyby kolory mu się nie spodobały. — Powiedz mi, maleńka… czy kiedykolwiek słyszałaś trzask łamanej kości? Twojej własnej, mam na myśli. Seryna przełknęła ślinę. — J-ja… nie, mój panie. — Mm. Szkoda. — Przechylił głowę, studiując nieskazitelną linię jej obojczyka. — Rzeczy niepołamane często zapominają, jak bardzo są kruche. Pierwsze pęknięcie jest zawsze… pouczające. — Jego uśmiech zwęził się. — Mówiono mi, że brzmi to jak trzask suchego drewna na mrozie. Chciałbym kiedyś sam ocenić tę melodię. Ojciec zjeżył się, ale Voktor po prostu przeniósł uwagę z powrotem na mnie, jakby myśl o testowaniu tej „melodii” była niczym więcej niż czczą ciekawością. — Władco Vorkas, nie będziesz drwił z mojej córki w jej własnym domu. Voktor odwrócił się, a w jego oczach błysnęło rozbawienie. — Ach, Alfo Valeriusie, zawsze uprzejmy gospodarz. Jednak tydzień temu dyndałeś mi tą córką przed nosem niczym świeżym mięsem. Wybacz, jeśli pragnę sprawdzić jakość kawałka, zanim zapłacę. Policzki ojca pociemniały. — Przybyłeś po Elarę. Kontrakt małżeński jest podpisany i w drodze do monarchy. Uwaga Voktora ześlizgnęła się z Seryny i osiadła na mnie niczym żelazne jarzmo. — Kontrakty to pergamin. Wilki to krew. — Wskazał na dwa krzesła ustawione obok siebie przed biurkiem ojca. — Chodź, mała panno młoda, siadaj. Posłuchałam, a moje spódnice zaszeleściły na dywanie, gdy zajęłam lewe krzesło. Voktor poszedł w moje ślady i zajął miejsce po mojej prawej, na tyle blisko, że nasze kolana otarły się o siebie, gdy zwrócił się w moją stronę. Zamiast się oprzeć, przysiadł na krawędzi, kładąc jedno ramię na oparciu mojego krzesła tak, że czubki jego rękawiczek musnęły kark mojej szyi. Wyglądało to niemal swobodnie, zbyt swobodnie. — O proszę. Równowaga przywrócona — ogłosił, posyłając ojcu blady, niebezpieczny uśmiech. — Widzisz? Potrafię być rozsądny. Szczęka ojca pracowała. — Twoje pojęcie rozsądku to okrucieństwo. — Tylko wobec tych, którzy źle kalkulują. — Uśmiech Voktora stał się kpiący. — Nyx-Fall zaoferowało jedną córkę, a potem próbowało targować się drugą. Ja jedynie oceniam kurs wymiany. Dłonie Seryny zacisnęły się, kłykcie zbielały. — Mój panie, ja nigdy— Uciszył ją spojrzeniem tak pełnym lekceważenia, że aż zabolało. — Odpręż się, mała gwiazdko. Nie miałem zamiaru cię obrażać. Jesteś nieskazitelna… co stanowi sedno problemu. Nieskazitelny klejnot jest ozdobą, natomiast wadliwe ostrze zostało wykute po to, by zadawać krwawe rany. Jego palce musnęły moje ramię, na tyle lekko, by nie zostawić siniaka, lecz na tyle mocno, by przypomnieć mi, że może to zrobić. — Ta tutaj posiada interesujące niedoskonałości. Ojciec postąpił krok naprzód. — Dokonałeś wyboru. Zostaw Serynę poza swoimi gierkami. — Gierkami? — Voktor roześmiał się. — Alfo, podbiłem trzy miasta-państwa przed śniadaniem. To jest rozrywka. Chociaż… — spojrzał na Serynę. — Nie miałbym nic przeciwko wzięciu konkubiny. Monarcha nie zadawałby pytań, gdybym poprosił o drugą żonę. Błyskawica rozświetliła niebo za oknami, na chwilę rzeźbiąc profil Voktora w białym ogniu. Przez uderzenie serca nikt nie oddychał. Wtedy pochylił się bliżej mnie, zniżając głos tak, by tylko ja mogła go usłyszeć. — Siedź spokojnie, Elaro. Słuchaj uważnie. Jedna zła odpowiedź dzisiejszego wieczoru, a przed świtem potnę dumę twojego ojca na kawałki. Trzymałam plecy sztywno, wzrok utkwiony przed siebie, choć każdy nerw krzyczał, bym uciekała. Zamiast tego złożyłam dłonie na podołku i posłusznie skinęłam głową. — Jeśli cenisz ten sojusz, okażesz szacunek — ojciec wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby. Uśmiech Voktora rozszerzył się. — Na szacunek trzeba zasłużyć, Malakorze Valeriusie. Módl się, byś na niego zasłużył przed nocą poślubną. Napięcie zacisnęło się wokół nas tak gwałtownie, jak burza zbierająca się na zewnątrz. Kciuk Voktora zaczął powoli stukać w oparcie mojego krzesła, a każde uderzenie brzmiało niczym werbel kata przed upadkiem ostrza. Wtem uśmiechnął się od niechcenia i spojrzał na mnie. — Czego chciałabyś się napić? Czy on właśnie… Odwróciłam się do niego, skonfundowana. — Tylko wody… — Wody? — zmarszczył brwi. — Czyżbyś nie piła wina? — Piję. — Po prostu nie wspomniałam, że minęły lata, odkąd piłam je po raz ostatni. Bezwilcze Omegi takie jak ja nie mają wstępu w pobliże dobrego wina watahy. — Doskonale — wymruczał Voktor, po czym rzucił władcze spojrzenie Serynie. — Przynieś wino dla swojej pani i dla mnie. I chcę najlepsze. Ojciec natychmiast się nachmurzył. — Mój panie, moja córka nie jest służącą— — Uważaj na język, Alfo Valeriusie — przerwał mu Voktor. — Stoisz przed Księciem Suwerenem Orysii i jego wybraną małżonką. Chyba że uważasz, iż twój ród stoi wyżej niż królewska krew, pozwolisz dziewczynie być posłuszną.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Prince Sovereign – Ofiarna oblubienica Ogara Wojny | Czytaj powieści online na beletrystyka