— Mówiłem ci… nieprawdaż? — syknął Alfa Malakor Valerius. — Nie możemy tego teraz robić! — Trzymał żonę za ramię, próbując odciągnąć ją od namiotu. — Jesteśmy obecnie…
— Chcę tylko zobaczyć moją córkę — syknęła Joleen.
Deszcz nie ustawał.
Uderzał bezlitośnie w borealny baldachim liści, bębniąc w stałym rytmie niczym wojenne bębny samych bogów. Poszycie leśne zamieniło się w błoto, gęste, wciągając
















