PUNKT WIDZENIA ELARY
Przetoczyłam się w samą porę.
Pazury Joryna drasnęły krawędź mojego ramienia, zamiast rozszarpać klatkę piersiową. Ból zapłonął żywym ogniem, ale nie zatrzymałam się. Moja dłoń błądziła po ziemi, aż natrafiła na poszarpany kamień. Cisnęłam nim z całą siłą, trafiając go w ramię w połowie zamachu.
Warknął, cofając się z siarczystym przekleństwem, lekko zachwiany siłą uderzenia.
















