ROZDZIAŁ 54
PERSPEKTYWA ROMANA
Ubraliśmy się w ciszy i gdy tylko byliśmy gotowi, ruszyliśmy do szkoły Zane’a. Prowadziłem jedną ręką, drugą co jakiś czas sięgając, by dotknąć jej uda lub musnąć dłoń. Tylko po to, by przypomnieć sobie, że ona jest prawdziwa. Że jest tutaj. Ze mną.
Zatrzymaliśmy się przed szkołą, ale zanim zdążyliśmy wysiąść z samochodu, wyszedł jeden z pracowników i powiedział: —
















