ROZDZIAŁ 57
PERSPEKTYWA SIENNY
Oczywiście, że to była ona.
Stała tam z założonymi rękami, a okrutny uśmieszek wykrzywiał jej usta, podczas gdy dwie inne kobiety asystowały jej niczym markowa wersja świty diabła. Jej wzrok przesuwał się po mnie z jawnym obrzydzeniem, sprawiając, że skóra mi cierpła. Patrzyła na mnie, jakbym była śmieciem. Jakbym nie pasowała do jej świata.
Podeszła powoli, przeje
















