ROZDZIAŁ DZIEWIĘĆDZIESIĄTY DZIEWIĄTY
PERSPEKTYWA SIENNY
Roman wyciągał już telefon, zanim zdążyłam w ogóle złapać oddech. Jego ręce drżały, ale głos ani trochę. „Zablokujcie całe miasteczko. Natychmiast. Nikt nie wychodzi, dopóki nie znajdę syna. Nikt. Słyszycie mnie? Chcę, żeby każde cholerne drzwi zostały teraz zamknięte”.
Miał zaciśnięte zęby, a jego ton był tak śmiertelnie spokojny, że aż za
















