Pocałowałam tego przerażająco przystojnego nieznajomego tylko w ramach pijackiego wyzwania, żeby udowodnić, że wcale nie jestem „nudna”. Nie spodziewałam się, że okaże się on Drakenem Valkarem, bezlitosnym miliarderem i prezesem firmy, w której tak desperacko pragnęłam pracować. Ani tym bardziej tego, że jego przerażający, wielkości kucyka pies stróżujący nie będzie chciał spuścić mnie z oka. Draken zaoferował mi dosłownie czek in blanco za to, bym została jego luksusową psią nianią. Zamiast tego zażądałam prawdziwej posady w korporacji. Ku mojemu absolutnemu osłupieniu – zgodził się. Teraz jestem nową stażystką w najbardziej prestiżowej agencji reklamowej dla zwierząt w mieście, ale coś tu jest bardzo nie tak. Pracownicy patrzą na mnie jak na zwierzynę. Mój szef miliarder wpatruje się we mnie z mrocznym, terytorialnym głodem, który nie ma nic wspólnego z biznesem, a mój obojczyk płonie od znamienia w kształcie półksiężyca, chociaż nie przypominam sobie, skąd się tam wzięło. A ten gigantyczny „husky”, do którego się przytulałam? Dzisiaj spojrzał na mnie niewiarygodnie mądrymi oczami, a w mojej głowie nagle zabrzmiał głos. – Nie daj się im przestraszyć, mamusiu. Tatuś po prostu nie potrafi flirtować. Zaraz... Tatuś?!

Pierwszy Rozdział

**Oczami Elary** Pulsujący bas z przerośniętych głośników klubu wibruje mi prosto w żebrach, trzęsąc na wpół opróżnionymi kieliszkami rozrzuconymi po lepkim, drewnianym blacie. Hałas jest ogłuszający – to nieustępliwy, tętniący rytm, który ma za zadanie zagłuszyć zarówno myśli, jak i zahamowania. Jednak dzisiejszego wieczoru w ogóle nie pomaga uciszyć gorzkich wspomnień moich spektakularnie zrujnowanych walentynek, które wciąż odtwarzają się w mojej głowie. Opadam do przodu, opierając łokcie na wątpliwej czystości powierzchni baru, i wbijam mordercze spojrzenie w bursztynową głębię mojego kieliszka. – Technicznie rzecz biorąc, to ja byłam tą drugą – wyznaję. Moja najlepsza przyjaciółka, Tessa, dławi się swoim drinkiem. Z trzaskiem odstawia szklankę na blat, kaszląc, po czym gwałtownie odwraca głowę, by na mnie spojrzeć. – Że co?! Jej wybuch przebija się przez ciężką muzykę taneczną, przyciągając wzrok kilku gapiów o rozmytych twarzach, stojących w pobliżu. Kurczę się na stołku, marząc, by podłoga po prostu się otworzyła i mnie pochłonęła. Przecieram twarz dłonią, wypuszczając z ust długie, żałosne westchnienie. Mając nadzieję, że podsłuchujący są zbyt pijani, by przetworzyć moje upokorzenie, odchylam głowę do tyłu i wlewam w siebie kolejny, ostry kieliszek tequili. Płyn wypala ognistą ścieżkę w moim gardle, osiadając ciężko i ciepło w żołądku, ale w ogóle nie łagodzi pustego bólu, który tkwi w samym środku mojej piersi. Przejeżdżam palcem po krawędzi pustego kieliszka, a pod powiekami migają mi wspomnienia z zeszłej nocy. Aż do momentu katastrofy, to były idealne walentynki. Sloan przeszedł samego siebie. Zjedliśmy piękną, romantyczną kolację w tej ekskluzywnej włoskiej restauracji w centrum, a potem uprawialiśmy wspaniały seks w moim mieszkaniu. Spędziłam godziny w jego ramionach, zaplątana w pościel, czując się uwielbiana. Zawsze był tak zajęty pracą, w ciągłych rozjazdach lub uwiązany na nocnych spotkaniach, więc posiadanie jego niepodzielnej uwagi wydawało się czymś bezcennym. Leżałam tam w ciemności, słuchając jego miarowego oddechu, głupio wyobrażając sobie naszą prawdziwą przyszłość. Było miło. Było bezbłędnie. Aż do momentu, gdy wszedł pod prysznic. Woda ledwo zdążyła popłynąć, gdy jego telefon zabrzęczał na szafce nocnej. Ekran rozświetlił ciemną sypialnię. Przewróciłam się na bok i zmrużyłam oczy, by spojrzeć na identyfikator dzwoniącego. Nazwa błysnęła jasnymi literami: „Szefowa”. Wiedząc, jak wielki priorytet Sloan nadawał swojej karierze, założyłam, że to nagły wypadek w pracy. Regularnie skracał nasze randki z powodu niespodziewanych kryzysów, więc uznałam, że równie dobrze mogę odebrać za niego i przyjąć wiadomość. Przesunęłam palcem po ekranie, przykładając telefon do ucha. – I wtedy zorientowałam się, że to żona Sloana – mówię Tessie, unosząc dłonie, by ująć te słowa w sarkastyczny cudzysłów. – Okazuje się, że żyje w otwartym małżeństwie. Tessie opada szczęka. Wpatruje się we mnie, chwilowo pozbawiona daru mowy, co jest w jej przypadku rzadkim wyczynem. – Jego żona wiedziała o mnie, zanim ja dowiedziałam się o niej – kontynuuję, a ukłucie zdrady sprawia, że mój głos drży. Streszczam ten koszmar, by oszczędzić resztki swojej godności. Kiedy odebrałam ten telefon, kobieta po drugiej stronie wcale nie krzyczała. Nie wyklinała mnie ani nie zalała się łzami. Zamiast tego brzmiała spokojnie. Przerażająco uprzejmie. Zapytała tylko wyrafinowanym, zrównoważonym tonem, kiedy ze mną skończy, żeby mogli we dwoje porządnie uczcić swój wieczór. – Wydawała się w ogóle tym nieprzejęta – dodaję, spuszczając wzrok z powrotem na lepki bar. – Właściwie to mnie przeprosiła. Powiedziała, że jej przykro, iż nie miał czelności powiedzieć mi o niej wcześniej. – Co do cholery?! – eksploduje w końcu Tessa, a jej opiekuńcza furią zapłonie. Czuję drobną iskrę pocieszenia ogrzewającą moją pierś. Jeśli jest na świecie jedna osoba, która zawsze stanie w mojej obronie, to właśnie Tessa. – Przynajmniej nie wyżyła się na tobie. Ale on naprawdę nigdy ci o niej nie powiedział? Ani jednej wskazówki? – Niet – mówię, dobitnie akcentując spółgłoskę. – Kiedy wyszedł spod prysznica i zobaczył mnie trzymającą jego telefon, próbował sprawić, bym zrozumiała. Jego błyskotliwa wymówka? Nigdy nie powiedział mi o swoim małżeństwie, ponieważ jestem zbyt „poważna”. – On sobie żartuje? O mój boże – komentuje Tessa, a jej głos staje się piskliwy z niedowierzania. Znaczne ilości tequili gwałtownie zamazują moje krawędzie. Moje ciało wydaje się ciepłe, rozluźnione i ciężkie. Alkohol łagodzi najostrzejsze brzegi mojego upokorzenia i nawet nie obchodzi mnie, że Tessa zachowuje się głośno. Świadomość, że staje w mojej obronie, potwierdzając słuszność mojego gniewu, jest przyjemna. – Straciłam panowanie nad sobą – opowiadam jej, wspominając chaotyczne, niewyraźne obrazy tego, co było potem. – Zmieszałam go z błotem. Złapałam jego ubrania, buty, ten głupi, drogi zegarek, i wyrzuciłam to wszystko z mojego mieszkania prosto na korytarz. A on, nawet stojąc tam półnagi i ściskając swoje koszule, wciąż próbował mnie przekonać, żebym została. Stał na korytarzu, twierdząc, że mnie kocha. Błagając, żebyśmy to naprawili. – Gówno prawda! – pluje zjadliwie Tessa. – Krzyżyk na drogę. Co za kutas! – Wypuszcza z ust głośne sapnięcie, przysuwając się bliżej, by otoczyć moje ramiona pocieszającym ramieniem. – To okropne, Elara. Wiem, że naprawdę ci się podobał. Moje ramiona opadają pod jej dotykiem. Uchodzi ze mnie wola walki, a jej miejsce zajmuje żałosny, tęskny smutek. Naprawdę lubiłam Sloana. Po paśmie niezobowiązujących, ślepych zaułków i wyczerpujących katastrofach z aplikacji randkowych, on wydawał się powiewem świeżego powietrza. Naprawdę wyobrażałam sobie z nim życie. – Tak. To jest beznadziejne – mruczę, wtulając się w jej uścisk. – Właściwie myślałam o tym, żeby wkrótce poprosić go o wprowadzenie się. Myślałam, że moglibyśmy razem zamieszkać. Może adoptować psa. Sama nie wiem. – Ugh, chrzanić tego dupka! – mówi Tessa, ściskając moje ramię. Udaje mi się zdobyć na słaby uśmiech w odpowiedzi na jej zaciekłą lojalność. – Nie mogę uwierzyć, że kłamał w tak kolosalnej sprawie. Otwarte małżeństwo! Co za śluzowaty gnój. – Taak... – Tęsknoty w moim głosie nie da się ukryć. Wpatruję się w neonowe szyldy z piwem, odbijające się w butelkach z alkoholem za barem, czując się mała i głupia. Wychwytując mój żałosny ton, Tessa odsuwa się i celuje swoim wypielęgnowanym palcem prosto w moją twarz. Nie pozwala mi pogrążać się w rozpaczy. – O nie. Nie będziesz tu siedzieć i płakać przez manipulującego palanta. Jesteś niezależną kobietą, Elara! Nie potrzebujesz żadnego faceta, by czuć się wyjątkowo. – Tessa... – zaczynam protestować, ale przerywa mi machnięciem ręki. – Nie, nie pozwolę ci z tego powodu smucić. Zawsze pozwalasz, żeby takie rzeczy ciągnęły cię w dół. Zawsze całe wieki zajmuje ci zapomnienie o facecie, nawet jeśli traktuje cię jak śmiecia. – Kręci głową z głębokim niesmakiem. – Jesteś wspaniała. Założę się, że każdy facet w tym barze bez wahania zacząłby się z tobą całować, gdybyś go tylko o to poprosiła. – Daj spokój, Tessa, nie bądź niemądra. – Czuję, jak na samą myśl o łapaniu przypadkowego nieznajomego krew uderza mi do policzków. Ale Tessa wyczuwa krew w wodzie. Widzę złośliwy, podsycany alkoholem błysk iskrzący w jej oczach. – Znaczy... ugh, nienawidzę zgadzać się z tym kłamiącym, zdradzającym draniem, ale potrafisz być trochę... – Waha się, szukając odpowiedniego słowa, a ja unoszę sceptycznie brew. – Poważna? – dopowiadam. – Ty to powiedziałaś, nie ja – mruczy, biorąc szybki łyk swojego drinka. Wypuszczam sfrustrowane sapnięcie. – Po prostu podchodzę poważnie do ważnych rzeczy! Czy to przestępstwo? To nie sprawia, że jestem nudna. To sprawia, że jestem niezawodna. – Tequila plącze mi myśli, utrudniając znalezienie właściwej obrony. – Po prostu nie lubię spontanicznych akcji. I zdecydowanie nie podoba mi się pomysł całowania się z jakimś przypadkowym typem w spoconej, obskurnej knajpie. – No weź, Elara, pożyj trochę! – Tessa uśmiecha się, popychając mnie żartobliwie w ramię. Kołyszę się pod wpływem tego ruchu, a moje ciało jest miękkie i nieskoordynowane. Pomimo utrzymującego się złamanego serca, szczery uśmiech szarpie kąciki moich ust. – Gdybyś tylko trochę wyluzowała, założę się, że mogłabyś całkowicie zapomnieć o Sloanie. – Okej, wyluzować w jaki sposób? – ulegam jej, podnosząc rękę, by zasygnalizować barmanowi kolejną kolejkę. – Nie wiem, zrób coś ekscytującego! Skocz ze spadochronem! Spróbuj wspinaczki górskiej! – To wydaje się wymagać sporego wysiłku fizycznego – odpowiadam z kamienną twarzą. – Okej, dobra. W takim razie co powiesz na to, byśmy zaczęły od tego, co zasugerowałam sekundę temu? – Tessa uśmiecha się półgębkiem, odwracając ciało, by przygwoździć mnie rzucającym wyzwanie spojrzeniem. – Nie będę całować nikogo w tym barze – mówię, omiatając wzrokiem przyciemnione, zatłoczone pomieszczenie. Neonowe światła rzucają ostre cienie na klientów. Jakiś facet w poplamionej czapce z daszkiem beka głośno obok szafy grającej. Inny leży nieprzytomny w boksie. – Nie ma tu nikogo nawet w najmniejszym stopniu w moim typie. – Okej, to nie całuj nikogo, kto jest tu w tej chwili. – Tessa robi pauzę, a złośliwy uśmiech rozszerza się na jej twarzy, gdy wskazuje na ciężkie, drewniane drzwi wejściowe. – Pocałujesz pierwszą osobę, która przez nie przejdzie. – O mój boże, nie. Nie ma mowy. – Śmieję się, kręcąc głową na sam absurd tego wyzwania. Ale jej wzrok pozostaje utkwiony we mnie, prowokując, bym się wycofała. – No dawaj! Musisz udowodnić temu palantowi, że się mylił. Udowodnij, że nie jesteś tylko „poważną” dziewczyną. – A co, jeśli facet, który wejdzie jako następny, będzie brzydki? – argumentuję. Wielokrotne shoty tequili pulsują w moich żyłach, szepcząc mi do ucha uwodzicielskie, lekkomyślne pomysły. Nagle rzucenie ostrożności na wiatr nie wydaje się najgorszym pomysłem na świecie. Czym jest jeden pozbawiony znaczenia pocałunek w wielkim schemacie mojego obecnie wykolejonego życia? Najgorsze, co może się zdarzyć, to wyrzucenie nas na ulicę. – To część dreszczyku emocji! – wiwatuje Tessa. Posyłam jej mroczne, oceniające spojrzenie, ale ona tylko kwituje to śmiechem. – No weź. To tylko jeden malutki całus. Barman przesuwa przede mną kolejny kieliszek. Wpatruję się w przezroczysty płyn, uświadamiając sobie z nagłym przebłyskiem pijackiej jasności, że właściwie to rozważam. Chwytam kieliszek i płynnym ruchem wypijam tequilę do dna. Palenie uderza w mój żołądek, napędzając moją nagłą potrzebę lekkomyślności. – Dobra – ustępuję, uderzając pustym kieliszkiem o drewniany bar z ciężkim głuchym dźwiękiem. – Ale zastrzegam sobie prawo weta, jeśli będzie brzydki. Tessa wyrzuca pięść w powietrze, a z jej ust ucieka zwycięski okrzyk. Obie obracamy się na stołkach, blokując wzrok na ciężkich drewnianych drzwiach. Oczekiwanie rozciąga się między nami. Sekundy mijają, potwornie wolno. Właśnie gdy pijacka odwaga zaczyna słabnąć, a ja otwieram usta, by odwołać całe to głupie wyzwanie, ciężkie drzwi się otwierają. Oświetlony neonami półmrok baru utrudnia wyraźne widzenie. Ledwo dostrzegam przelotne mignięcie sylwetki wyłaniającej się z cieni. Widzę ostre linie czysto wyprasowanego, nienagannie skrojonego garnituru. Widzę długie, uderzająco kruczoczarne włosy ocierające się o szerokie ramiona. Zanim mój mózg zdąży przetworzyć cokolwiek więcej, dłonie Tessy mocno opierają się na moich plecach i brutalnie spychają mnie ze stołka. – Idź! – syczy głośno. – Zrób to bez myślenia! Potykając się, łapię równowagę. Napędzana w całości płynną odwagą i desperacką, palącą potrzebą udowodnienia, że potrafię być spontaniczna, unoszę podbródek. Trzymam głowę wysoko i maszeruję prosto w stronę górującej, mrocznej postaci stojącej przy wejściu. Odmawiam sobie choćby sekundy na wahanie. Wkraczam prosto w jego przestrzeń osobistą, ignorując czystą różnicę wzrostu. Zamykam oczy, staję wysoko na palcach i chwytam jego usta swoimi. W moim pełnym zamierzeniu miało to być krótkie, komiczne cmoknięcie. Szybkie przyciśnięcie warg, by wygrać głupi barowy zakład. Ale w momencie, gdy nasze usta się spotykają, wstrząsający, elektryczny impuls przeszywa całe moje ciało. Uderza mnie prosto w klatkę piersiową, kradnąc oddech z płuc. Jego wargi są stanowcze, gorące, a ten kontakt wysyła przypływ gorąca prosto do mojego wnętrza. Zamiast mnie odepchnąć lub zatoczyć się w tył w dezorientacji, on reaguje. Instynktownie przyciąga mnie do siebie. Jego ciało się przemieszcza, pochylając się do pocałunku, a jego obecność mnie otula. To połączenie wyzwala we mnie nagłą, obezwładniającą falę pożądania. Moje dłonie drżą z chęci wyciągnięcia się w górę, wplecenia palców w jego ciemne, jedwabiste włosy, przyciągnięcia jego szerokiej, solidnej piersi płasko do mojej. Jego smak jest odurzający, to mieszanka ostrej mięty i czegoś mrocznego i głębokiego, co sprawia, że w głowie wiruje mi szybciej niż po tequili. Na szczęście maleńki strzęp zdrowego rozsądku przebija się przez alkoholową mgłę. Dzwonki alarmowe dzwonią z tyłu mojej głowy. Odrywam się gwałtownie, zrywając kontakt, a moja klatka piersiowa faluje, gdy łapczywie łapię powietrze. Moja twarz jest uderzająco czerwona, płonie z czystego niedowierzania z powodu własnej zuchwałości. Nie mogę uwierzyć, że właśnie to zrobiłam. Otwieram oczy, z gorączkowymi przeprosinami cisnącymi się na usta, tylko po to, by zamrzeć. Mężczyzna, który na mnie patrzy, jest oszałamiająco przystojny. Czysty, nieskalany szok maluje się na jego ostrych, wyrzeźbionych rysach. Ma mocną linię szczęki, przenikliwe oczy i aurę władzy, która wydaje się całkowicie nie na miejscu w tej zapuszczonej spelunie. A jednak pod początkowym szokiem kryje się coś dziwnie, niewytłumaczalnie znajomego w jego uderzającej twarzy. Jak wspomnienie unoszące się tuż poza zasięgiem. Zanim mój zamroczony alkoholem mózg zdąży go umiejscowić, burzliwie wyglądający blondyn agresywnie staje między nami. Porusza się z wojskową precyzją, a jego postawa emanuje wrogością, gdy wpycha się w moje pole widzenia, łamiąc urok. – Co ty do cholery robisz? – warczy blondyn, a jego głos jest niski i niebezpieczny. Kulę się w sobie, gdy zawstydzenie uderza we mnie niczym fala pływowa. Nagle, jak spod ziemi, pojawia się właściciel baru, przeciskając się przez grupę klientów. Chwyta moje ramię żelaznym uściskiem, wbijając palce w moją skórę. – Przepraszam pana bardzo, nie zdążyłem jej złapać na czas. Wszystko w porządku? – przymila się właściciel, a z jego głosu kapią paniczne przeprosiny. Ale on nie patrzy na mnie. Kieruje całą swoją panikę w stronę przystojnego nieznajomego. Lustrowana przenikliwym, pełnym pogardy spojrzeniem nieznajomego, spuszczam wzrok. Z dala od jego intensywnego spojrzenia, do mojej świadomości w końcu docierają szczegóły jego wyglądu. Zauważam nieskazitelny, absurdalnie drogi krój jego ciemnego garnituru. Widzę czysty materiał, który najwyraźniej kosztuje więcej niż mój czynsz. Mój wzrok opada na jego nadgarstek, łapiąc błysk zrobionego na zamówienie, luksusowego zegarka wystającego spod mankietu. Ciepło tequili znika, a jej miejsce zajmuje lodowata woda zalewająca moje żyły. Zimna fala wstydu i czystego przerażenia oblewa mnie, gdy dociera do mnie przerażająca realizacja. Czy ja właśnie całowałam się z jakimś sławnym VIP-em?!

Odkryj więcej niesamowitych treści