Punkt widzenia Hayley
„Wiedziałaś? Kiedy jesteś blisko mnie, mój wilk w ogóle nie reaguje. Wątpię, by nawet Bogini Księżyca sparowała mnie z kimś takim jak ty”.
Nie mogłam powstrzymać chichotu na jego naiwny komentarz. Oczywiście, że jego wilk nie reagował, ponieważ zamaskowałam swój zapach. Tylko wilki o wyższej randze niż moja, takie jak Alfa, mogłyby go wyczuć.
Jako że objęłam rolę Alfy w młodym wieku, moje zmysły — węch, wzrok, słuch — są znacznie lepsze niż u przeciętnego wilkołaka.
Wtedy zauważyłam Irvinga, który jadł w ciszy, sięgając po telefon, by napisać wiadomość. „Mimo bycia Omegą, nosi się z elegancją i silną prezencją. Czy to tylko moja wyobraźnia?”.
Uśmiechnęłam się nieznacznie. Irving wydawał się bardziej spostrzegawczy, z pewnością bardziej niż kapryśny Henry.
Co ciekawe, Henry i ja byliśmy w tym samym wieku. Więc Alfa Watahy Północy już przed moim przybyciem zaaranżował, byśmy uczęszczali do tej samej prywatnej szkoły.
„Hayley, lepiej nie mów nikomu w szkole, że się znamy!” — ostrzegł Henry, odchodząc od stołu.
Posłałam mu pogardliwe spojrzenie i wstałam, by udać się do szkoły.
Irving zaproponował, że mnie podwiezie, co mnie zdziwiło. „Czy Henry i ja nie chodzimy do tej samej szkoły? Dlaczego kierowca nie może zabrać nas obojga?”.
„Dziadek chce, aby każdy z nas spędzał z tobą czas. Więc nasza piątka na zmianę będzie cię wozić do szkoły od poniedziałku do piątku i spędzać z tobą czas w weekendy. Ben miał cię wieźć dziś rano, ale miał spotkanie, więc go zastąpiłem”.
Jego ton niósł nutę niechęci.
Przewróciłam oczami — ja też nie byłam tym szczególnie zachwycona.
Po podrzuceniu mnie do szkoły, Irving odjechał.
Stojąc przed Prywatną Szkołą Hawthorne, spojrzałam w górę na lśniącą złotą tablicę — minęło trochę czasu, odkąd byłam w szkolnym środowisku i wydawało się to orzeźwiająco miłe.
Po rejestracji podążyłam za nauczycielem do mojej klasy.
W chwili, gdy weszłam, w sali wybuchły szepty, uczniowie chichotali i plotkowali.
„To ta przyszła synowa Southwellów? Jest taka pospolita, jak może pasować do pięciu przystojnych braci?”.
„Serio, tylko Omega? Ta osoba mogłaby potencjalnie zostać Luną Watahy Północy! Nie do wiary i nie do zaakceptowania!”.
Dopiero co przybyłam, a oni już traktowali mnie jak wroga.
Oczywiście nie musiałam zgadywać, kto za tym stał — wybryki Henry'ego były doprawdy dziecinne.
Nikt w klasie nie chciał usiąść obok mnie. Nie przeszkadzało mi to; wybrałam cichy kąt i usiadłam.
Po lekcjach, gdy szłam do toalety, kilku uczniów zagrodziło mi drogę.
Grupa dziewcząt Beta zmieniła się w swoje wilcze formy, warcząc, by zastraszyć mnie, „Omegę”.
Annalise Peterson obnażyła zęby, a jej oczy wypełniła wrogość. „Ty musisz być Hayley Carson. Tylko jedna rada — bądź mądra, zostaw Southwellów i wynoś się z Watahy Północy!”.
Wewnątrz mnie Hera poruszyła się, aż świerzbiło ją, by odpowiedzieć tym wilkołakom niższego szczebla: „Pozwól mi się tym zająć. Pokażę tym Betom, jak szanować Alfę!”.
„Spokojnie, Hera” — uspokajałam ją. „Pamiętaj, jestem pod przykrywką jako Omega. Nie możemy spalić naszej przykrywki, ale nawet tak nie pozwolę im sobą pomiatać”.
Oparłam się pokusie, by pozwolić Herze przejąć kontrolę; jej potężny rozmiar i moc natychmiast zdradziłyby moją prawdziwą rangę. Jej agresywna natura mogłaby też łatwo zranić Bety, wywołując niepotrzebny konflikt.
Podczas gdy wewnętrznie komunikowałam się z Herą, pomocnica Annalise wtrąciła się:
„Hej, Brzydulo, nie słyszałaś Annalise? Głucha jesteś?”.
Zbyłam jej komentarz nonszalanckim: „Słyszałam ją. Nie wyjeżdżam. Zostaję tutaj”.
„W takim razie nie wiń nas, jeśli będziemy musiały dać ci nauczkę, Omego!” — syknęła i rzuciła się na mnie.
















