Punkt widzenia Henry'ego
Wykłady Williama na filozofii były bardzo nudne i właśnie obudziłem się z drzemki przy ławce, gdy usłyszałem dziewczynę przede mną, która mówiła:
„Słyszałam, że Annalise z Klasy F konfrontuje się z Hayley. Biedactwo, pewnie dostanie wycisk”.
„Zostanie pobita...”.
Uniosłem lekko głowę; plotka była tą, którą sam zapoczątkowałem. Moim zamiarem było po prostu nieco utrudnić szkolne życie Hayley, a nie narażać ją na prawdziwe niebezpieczeństwo.
Mimo mojej niechęci do Hayley, wciąż była gościem zaproszonym przez mojego dziadka i technicznie członkiem Watahy Północy ze względu na sojusz z Watahą Cienia.
Annalise była Betą, a Hayley rzekomo tylko Omegą. Więc nie miała szans w starciu z Annalise!
Popchnięty nagłą troską, wyszedłem z klasy i udałem się do toalety.
To, co zastałem, to chaos: trzy przyjaciółki Annalise leżały rozciągnięte na podłodze, a sama Annalise była przyciśnięta do umywalki, w nieładzie.
„Naprawdę nie lubię, gdy mi się grozi, więc nie próbuj tego znowu, rozumiesz?” — mówiła Hayley, pouczając je.
„Przepraszamy! Przepraszamy!”.
Patrzenie, jak Hayley przejmuje kontrolę, a potem nonszalancko otrzepuje ręce, przygotowując się do wyjścia, wprawiło mnie w osłupienie.
„Ty...”.
Przez chwilę byłem zdezorientowany. Kto tu był Omegą, a kto Betą?
Dotarło do mnie, że Hayley może nie być tak łatwa do dręczenia, jak myślałem, i być może nie jest tylko Omegą.
Następnie podążyłem za nią, gdy wychodziła z toalety.
„Dlaczego w ogóle jesteś w damskiej toalecie?” — zapytała Hayley, przyglądając mi się z ciekawością.
„Pilnuj swoich spraw. Lubię tu być” — odparłem, maskując troskę obojętnością.
Z tymi słowami pospieszyłem z powrotem na lekcję.
...
Perspektywa Hayley
Właśnie usiadłam na lekcji u Francette, gdy mój telefon zawibrował.
'Alfo, ratuj!'
Zmarszczyłam brwi.
Wołanie o pomoc nigdy nie było błahą sprawą.
'Chodzi o Henry'ego Southwella z Watahy Północy. Mamy dziś wyzwanie wyścigowe na Torze Nocnego Wiatru. Możesz przyjechać?'
'Nie jestem zainteresowana'.
Oparłam głowę na ławce, obojętna na te dramaty.
'Daj spokój, Alfo, Henry jest utrapieniem, prawda? Czyż nie sprawiał ci kłopotów?
Pomóż mi ten jeden raz, a sprawię, że będzie warto — siedemset pięćdziesiąt tysięcy'.
Henry rzeczywiście był uciążliwy, a pieniądze kuszące. Westchnęłam.
'Dobra, będę tam. Odbierz mnie spod Hawthorne po szkole'.
Szybko napisałam do Irvinga, żeby dać mu znać, że nie będę potrzebowała podwózki.
...
Przy bramie szkoły wślizgnęłam się do Lamborghini mojego Bety, Thomasa Somera.
Spojrzał na mnie zdziwiony, po czym wypalił: „Kim jesteś? Wsiadłaś do niewłaściwego samochodu”.
Uśmiechnęłam się szeroko. „Nie poznajesz mnie?”.
Szczęka Thomasa opadła.
„O jasna... Alfo, czy ty się zeszpeciłaś?”.
„Jeśli mam działać pod przykrywką, równie dobrze mogę pójść na całość”.
Zapięłam pasy i ponagliłam go: „Ruszajmy. Znajdź mi jakieś miejsce, żebym mogła zmyć ten makijaż i coś zjeść”.
„Zrozumiałem, Alfo”.
Po tych słowach Thomas odpalił silnik i ruszyliśmy.
















