Perspektywa Hayley
Benjamin był wyraźnie niezadowolony i żądny rewanżu.
Ja jednak nie byłam zainteresowana dalszym uleganiem mu. W końcu wynik byłby zapewne taki sam, niezależnie od tego, ile razy byśmy się ścigali.
– Przykro mi. Nie mam czasu na kolejną rundę – powiedziałam z uśmiechem.
Odkładając kask, podeszłam do Thomasa i poleciłam: „Odwieź mnie, proszę”.
– Oczywiście, Alfo – odpowiedział cicho i z szacunkiem, uważając, by inni nie odkryli mojej prawdziwej tożsamości.
...
Po powrocie do rezydencji Southwellów i zgarnięciu szybkiej zapłaty w wysokości siedmiuset pięćdziesięciu tysięcy, zapadłam w błogi sen. Następnego ranka założyłam proste przebranie oraz perukę i zastałam dom tętniący życiem.
Byli tam wszyscy z wyjątkiem Benjamina i każdy dyskutował o wczorajszym wyścigu.
– Zobaczcie to zdjęcie... ona jest nie tylko piękna, ma też zabójcze umiejętności wyścigowe! Rozumiem, dlaczego Ben z nią przegrał – mówił Henry, wyraźnie będąc pod wrażeniem.
– Jest oszałamiająca, a ta figura byłaby idealna dla naszej linii odzieżowej – dodał Tanner, trzeci z braci i założyciel firmy odzieżowej.
– Taka twarz powinna być w show-biznesie – ubolewał Christopher, aktor i czwarty z braci.
– Zapomniałem zapytać wczoraj o jej imię, ale Ben już to sprawdza. Wkrótce powinniśmy się czegoś dowiedzieć.
Słuchanie ich pochwał sprawiało mi satysfakcję, ale zastanawiałam się, jaka byłaby ich reakcja, gdyby wiedzieli, że ten niesamowity kierowca to ta sama Omega, którą gardzili – ja.
Wyobrażanie sobie ich szoku bawiło mnie, ale nie miałam zamiaru pozwolić im zobaczyć prawdziwej mnie.
Gdy zeszłam do jadalni, ich twarze wykrzywiły się z pogardą, gdy tylko mnie zobaczyli, a rozmowa gwałtownie ucichła.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu pod nosem, wdzięczna za swoje umiejętności makijażu. Gdyby tylko wiedzieli, mogliby się we mnie zakochać.
Po śniadaniu zadzwonił telefon. To był Thomas, mój Beta.
– Alfo, uwierzysz w to? Henry jest taki bezczelny. Zapłacił, żeby dostać ode mnie namiary na ciebie.
– Nigdy by nie zgadł, że Alfa z Watahy Cienia, której szuka, żyje tuż pod jego nosem i stoi w hierarchii wyżej od niego.
– Poza tym, Benjamin też węszy. Alfo, powinnaś uważać.
Tylko uśmiechnęłam się z przekąsem, zastanawiając się, czy Benjamin naprawdę da radę mnie znaleźć.
Był piątek i Benjamin miał mnie zawieźć do szkoły.
Jechaliśmy w milczeniu. Potem, gdy lekcje się skończyły, wydawało mi się, że Henry idzie za mną.
– Dlaczego mnie śledzisz? – zapytałam.
Henry parsknął:
– Nie miej urojeń. Maddie wróciła, jest z moim starszym bratem. Idę się z nią spotkać.
Maddie? Nie znałam tego imienia.
Widząc moje zdziwione spojrzenie, Henry dodał z satysfakcją:
– Maddie dorastała z nami. Jej tata jest Betą Dziadka, więc zawsze byliśmy blisko. Przez ostatnie dwa lata studiowała za granicą i właśnie wróciła!
Wyglądało na to, że Henry naprawdę podziwiał Maddie.
Bracia mogli lubić, kogo chcieli – dla mnie nie miało to żadnego znaczenia.
Podeszłam do bramy szkoły.
Tam zobaczyłam Maddie siedzącą na miejscu pasażera, stylowo ubraną, z włosami ułożonymi w luźne fale i perfekcyjnym makijażem – w każdym calu zamożna młoda kobieta.
Maddie ciepło przywitała Henry'ego, po czym zwróciła się do mnie.
– Ty musisz być Hayley. Jestem Madeline. Dorastałam z Henrym i resztą. Jesteśmy teraz przyjaciółkami. Jeśli czujesz się nieco zagubiona w Watasze Północy, po prostu daj mi znać.
Kiwnęłam głową uprzejmie.
– Dzięki.
– Maddie, po co marnujesz na nią czas? Tak bardzo za tobą tęskniłem. Tym razem zostajesz, prawda? – Henry przewrócił oczami na mój widok, po czym spojrzał na Madeline z czułością.
Madeline rozpromieniła się.
– Nigdzie się nie wybieram. Skończyłam studia i zaczynam staż w Grupie Southwell. Poza tym, twój dziadek szykuje twojego starszego brata do roli Alfy, prawda? Będę jego Betą.
– Doprawdy? Ben, upewnij się, że zaopiekujesz się Maddie.
Benjamin milczał, uruchomił silnik i odjechaliśmy.
W lusterku wstecznym dostrzegłam przelotny wyraz rozczarowania na twarzy Maddie. Gdy podniosła wzrok, nasze spojrzenia się spotkały!
















