Przysięga kapitana hokeja: Chroniąc mały sekret mojego brata

Przysięga kapitana hokeja: Chroniąc mały sekret mojego brata

Autor: Joanna's Diary

Rozdział 5: Niespodziewane zaproszenie
Autor: Joanna's Diary
23 cze 2026
Bez słowa do Dominica, Killian wyniósł mnie z pokoju, przeszedł przez klatkę schodową i wszedł do własnego pokoju. Przez chwilę po prostu mnie trzymał. Jego tętno było przyspieszone, oczy dzikie. Im dłużej mnie niósł, tym bardziej wydawał się odprężać. W bezpiecznych objęciach jego ramion ja też zaczynałam się uspokajać. Nie mogłam uwierzyć, że rzucił mi się na ratunek. Choć martwiłam się tym, co usłyszał, moment jego pojawienia się był niczym cud. Skąd wiedział, że tam jestem? Czy obserwował Dominica? Czy słyszał mój płacz? Szczerze mówiąc, nie byłam pewna, czy naprawdę chcę znać odpowiedzi na te pytania. Przynajmniej nie teraz, kiedy wciąż się trzęsłam. — Jesteś bezpieczna — szepnął do mnie, a ja niemal zapłakałam z ulgi. Nie zrobiłam tego jednak. Nie załamię się tutaj, bez względu na to, jak kuszące było ciepło i pocieszenie Killiana. Zatwardziłam się w swoich uczuciach. Powoli Killian postawił mnie na nogi. Jego dłonie wciąż spoczywały na moich ramionach. Kciukami delikatnie muskał rozdarcia na mojej koszulce, tam gdzie palce Dominica zostawiły na skórze sińce. Powietrze między nami wydawało się naładowane. Cisza była gęsta. — Czy jesteś w ciąży z Dominikiem? Prawdopodobnie już wiedział. Zaprzeczanie teraz tylko pogorszyłoby sprawę. — Tak. Wypuścił powoli powietrze, jakby starał się zachować spokój. — Dlaczego mi nie powiedziałaś? Cofnęłam się o krok, poza zasięg jego ramion. Pozwolił rękom opaść. — Dlaczego miałabym ci mówić? — zapytałam. — To nie twoja sprawa. Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, a ja wierciłam się pod ciężarem jego wzroku. Potem wyciągnął telefon z tylnej kieszeni spodni. — Co robisz? — zapytałam natychmiast, spanikowana. — Piszę do Gideona — odparł po prostu, jakby to nie oznaczało końca mojego świata. — Dlaczego? Nie musisz tego robić. Kciuki Killiana szybko poruszały się po ekranie. — Gideon prosił o wieści o tobie. Myślę, że to liczy się jako cholernie duża wieść. — Nie możesz! — Skoczyłam do przodu, próbując sięgnąć po jego telefon. Uniósł go wysoko w górę, znacznie powyżej mojej głowy. — Killian. Nie rób tego! Jego palce znieruchomiały. Zerknął na mnie w dół. Wiedziałam, że mam tylko jedną szansę, by go przekonać. — Jeśli mu powiesz, on wróci, a jeśli wróci, może zrujnować całą swoją przyszłość. Wiesz, jak ciężko pracował, żeby dostać się do tego programu wymiany. — Chciałby wiedzieć — powiedział twardo Killian. — A z takiego powodu może właśnie powinien wrócić. — Nie, proszę. Przycisnęłam dłonie do piersi. Nie mówiłam Killianowi całej prawdy. Nie chciałam wypowiadać moich najgłębszych lęków. Ale jeśli miało to powstrzymać Killiana, musiałam. — Jeśli Gideon się dowie... Jeśli wróci... — Zamknęłam oczy i zebrałam siły. — Zabije Dominica. Albo spróbuje to zrobić. I zrujnuje nie tylko swoją przyszłość naukową, ale całe swoje życie. Mogłam to sobie wyobrazić. Obronny wilk Gideona wyrywający się z niego, atakujący Dominica. Jeśli Killian był naprawdę najlepszym przyjacielem Gideona, musiał wiedzieć, że mówiłam przerażającą prawdę. Gideon był tak nadopiekuńczy, że byłby gotów dla mnie zabić. Cisza się przedłużała. Kiedy otworzyłam oczy, Killian opuścił telefon. — Ja się tym zajmę — powiedział. — Nie możesz mu powiedzieć. Killian głośno wypuścił powietrze. Jego wzrok padł na sińce na moich ramionach. — Tylko pod warunkiem, że obiecasz więcej nie spotykać się z Dominikiem sam na sam. Ulga zalała moje ciało. — Obiecuję. Schował telefon do tylnej kieszeni i odwrócił się ode mnie. Wybiegłam z jego pokoju, zanim zdążył powiedzieć cokolwiek innego. W swoim akademiku znów zaczęłam chodzić od ściany do ściany. Znalazłam chwilę spokoju, ale wiedziałam, że to nie potrwa długo. Czułam się taka bezsilna. Skoro Killian znał mój sekret, kto wiedział, co zrobi? Zgodził się nie mówić Gideonowi na razie, ale co jeśli zmieni zdanie? A potem był jeszcze Dominic. Wciąż byłam w szoku po jego reakcji. Ramiona mnie bolały. Zakrywając twarz dłońmi, walczyłam o zachowanie jakiegokolwiek spokoju. Pukanie do drzwi sprawiło, że niemal wyskoczyłam ze skóry. Opanowałam się i podeszłam do drzwi. Za nimi stał chłopak, sportowiec, którego kojarzyłam z Willi Vanguard. Podał mi kopertę z moim imieniem. To nie był charakter pisma Dominica. Odetchnęłam z ulgą, podziękowałam chłopakowi i zamknęłam drzwi. Po otwarciu koperty ukazało się zaproszenie na imprezę w Willach Vanguard, która miała się odbyć pojutrze. Na dole dopisana była wiadomość skierowana do mnie. „Nie będziesz chciała tego przegapić. – Killian” Nie miałam ochoty na żadną imprezę, ale Killian nie robił niczego bez powodu. Skoro napisał tę wiadomość, oznaczało to, że coś wie. Byłabym głupia, gdybym nie poszła sprawdzić co. Dwa dni później pojawiłam się w Willach Vanguard na imprezie. Przeskanowałam tłum i szybko znalazłam tego, kogo szukałam. Przecięłam pokój i podeszłam do Killiana stojącego przy stole z napojami. — Killian, o co w tym chodzi? Musisz wiedzieć, że nie mam niczego, co chciałabym świętować. Przechylił głowę i zaczął iść. Poszłam za nim w bardziej prywatny kąt sali. Chciałam być zła na jego milczenie, ale oparł się o ścianę z rodzajem swobodnej pewności siebie, która mnie rozbroiła. Wyglądał tak, jakby miał całkowitą kontrolę nad wszystkim wokół. Wszystko, co musiałam zrobić, to mu zaufać. Ale zaufanie nie przychodziło mi w tej chwili łatwo. — Killian — powiedziałam. — Co ja tu robię? — Rozglądnij się. Chciałam powiedzieć, że już to zrobiłam, ale jego wyczekująca twarz sprawiła, że ugryzłam się w język. Rozejrzałam się jeszcze raz, powoli. Pokój był pełen pięknych kobiet o długich nogach i w krótkich spódniczkach. Kilka z nich rozpoznałam jako koleżanki z drużyny cheerleaderek. Twarze kilku kolejnych pamiętałam, ale nie wiedziałam skąd. Reszta była obca. Wszyscy rozmawiali i śmiali się, dobrze się bawiąc. Poza Killianem nie było w zasięgu wzroku żadnego mężczyzny. — To same dziewczyny — powiedziałam. Killian uniósł brew. — A co jeszcze mają ze sobą wspólnego? Albo raczej, co mają wspólnego z tobą? Z pewnością nie wszystkie były w ciąży. I tylko kilka było tancerkami tak jak ja. Nie, musiało być coś innego, co nas łączyło, skoro Killian o tym wspomniał. Killian odepchnął się od ściany, nachylając się nad moim ramieniem. — Chcesz podpowiedź? Miałam pewne narastające podejrzenie, ale nie byłam pewna, czy to możliwe. Albo czy Killian zadałby sobie trud, by to zorganizować. Kiedy na niego spojrzałam, jego usta drgnęły, jakby chciał się uśmiechnąć, ale nie potrafił. — Zgadłaś. Nic nie powiedziałam, ale musiał to wyczytać z zaskoczenia na mojej twarzy. — Popatrz na nie, Evangeline — powiedział Killian. — Flirt? Sekretna dziewczyna? Wszystkie tu są. Mruknął, najwyraźniej zadowolony z siebie. Patrząc na niego, nie wiedziałam, co myśleć ani czego się spodziewać. Surowy blask w jego oczach zamarzł na kość. — Każda dziewczyna w tym pokoju to jedna ze zdobyczy Dominica.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5: Niespodziewane zaproszenie – Przysięga kapitana hokeja: Chroniąc mały sekret mojego brata | Czytaj powieści online na beletrystyka