– Jak ty to wszystko zrobiłeś? – zapytałam Killiana.
Killian wzruszył ramionami. – Dominic używa tego samego słabego hasła do wszystkich swoich kont w mediach społecznościowych. Można by pomyśleć, że ktoś, kto ma tak wiele do ukrycia, bardziej zadba o bezpieczeństwo. Włamanie się tam to była dziecinna igraszka.
To nie mogło być tak proste, jak on to przedstawiał, ale jego swobodna pewność siebie sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać, czy jest on zdolny do wszystkiego, co sobie zaplanuje.
– Dodał kilkaset dziewczyn na swoich profilach, niektóre z instytutu, inne nie. Czytając jego wiadomości, było jasne, że dziewczyny nie wiedziały o sobie nawzajem.
Killian oparł się o ścianę, sprawiając wrażenie zrelaksowanego, gdyby nie fakt, że jego dłonie były ściśnięte w pięści.
– Lubi się skradać wokół naiwnych dziewczyn, które nie wiedzą nic lepszego – powiedział.
Czy tak właśnie o mnie myślał? Naiwna? Ale z drugiej strony, może taka właśnie byłam. A przynajmniej byłam, zanim odkryłam prawdę.
Oplotłam ramionami talię. Nie chciałam o tym myśleć.
– Co ty tak naprawdę planujesz, Killian? – zapytałam. Jaki był cel sprowadzenia nas wszystkich tutaj? Czy oczekiwał, że w jakiś sposób się ze sobą zwiążemy? Nawiążemy przyjaźnie?
To wydawało się mało prawdopodobne.
– Po prostu czekaj i patrz – odparł, niczego nie zdradzając.
Killian obiecał Gideonowi, że będzie mnie chronił. Jak dotąd był oddany tej obietnicy. Nie wiedziałam, co wydarzy się dzisiejszej nocy. Ale jeśli nic innego, mogłam ufać Killianowi, że zapewni mi bezpieczeństwo.
Podeszłam więc do ściany obok niego i starałam się zrelaksować tak bardzo, jak tylko mogłam.
Przysunął się odrobinę bliżej mnie, na tyle blisko, że jego ramię ocierało się o moje. Jego ciepło pomogło rozładować pozostałe węzły w moim brzuchu.
Wtedy do pokoju weszło kilku sportowców, a za nimi sam Dominic. Jeden ze sportowców skinął głową Killianowi. Drugi wcisnął drinka w dłoń Dominica. Trzeci, za Dominikiem, uniósł kamerę.
Na przeciwległej ścianie rozwinął się ekran. Projektor kliknął i na ekranie pojawił się obraz – nie, transmisja. Kamera za ramieniem Dominica rzutowała teraz każdy jego ruch.
– Powiedziałem mu, że ta impreza jest dla niego – szepnął mi Killian do ucha. – Myśli, że wszyscy jesteśmy tu, aby świętować jego sukces.
Patrzyłam na ekran, jak Dominic pije łapczywie ze swojego plastikowego kubka. Po odstawieniu go, błysnął szerokim uśmiechem i przysiadł się do jednej z kobiet w pokoju.
Z głośników wydobył się jego niski głos. – Często tu bywasz, kochanie?
Dziewczyna przechyliła głowę, zdezorientowana.
W pokoju rozległo się kilka westchnień grozy. Ktoś upuścił drinka. Muzyka ucichła.
Dominic zdawał się tego nie zauważać, pochylając się bliżej dziewczyny. – Jeśli zdradzę ci sekret, pozwolisz mi się pocałować? – Nie czekał na odpowiedź. – Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem.
Ścisnęło mnie w żołądku. Użył tego samego tekstu wobec mnie.
Po narastającym gwarze tłumu wywnioskowałam, że nie byłam jedyna.
Obiekt obecnego pożądania Dominica prychnął na niego, a Dominic w końcu zaczął się rozglądać. Przyglądając się twarzom dziewcząt wokół niego, na jego twarzy pojawił się błysk rozpoznania. Jego oczy szeroko się otworzyły.
Ruszył w stronę drzwi, ale jego ruchy stały się powolne, ociężałe. Upuścił drinka, którego trzymał. Napój rozchlapał się na dywanie.
– On nigdzie się nie wybiera – powiedział Killian.
Spojrzałam na niego. – Odurzyłeś mu drinka?
Killian nie zaprzeczył.
Wiele dziewcząt otoczyło Dominica, a ich głosy stawały się coraz głośniejsze. Wcześniejszy śmiech całkowicie zniknął. Teraz były tylko kłótnie, krzyki – gniew.
– Jestem jego dziewczyną! – krzyknęła jedna dziewczyna.
– Nie, ja nią jestem! – powiedziała inna.
– Kim są te kobiety, Dominic? – wrzasnęła jedna prosto w twarz Dominica, a jej głos niósł się przez głośniki.
– Kim my jesteśmy? – odpowiedział ktoś. – Kim ty jesteś?
Jednak chaos szybko się oczyszczał, im bardziej się kłóciły. Spodziewałam się, że dziewczyny zaczną walczyć ze sobą, ale ku mojemu zaskoczeniu, wydawały się jednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi.
Dominicowi.
Mężczyźnie, który okłamał każdą z nich.
Jedna dziewczyna uderzyła Dominica prosto w twarz, zostawiając brzydki czerwony ślad na jego policzku.
Ruszyłam bez namysłu. Moja nienawiść napędzała moje nogi, gdy szłam naprzód, przeciskając się przez tłum. Kiedy dotarłam do Dominica, ledwo trzymał się na nogach.
– Evangeline – powiedział głosem drżącym i żałosnym. – Evangeline, proszę. Litości.
Gdzie była jego litość, kiedy powalił mnie na ziemię? Kiedy krzyczał mi w twarz? Kiedy groził naszemu dziecku?
Tutaj nie znajdzie litości.
Chwyciłam go za ramiona i wbiłam paznokcie w jego skórę, dokładnie tak, jak on zrobił to ze mną. Pochyliłam się blisko niego, a on zajęczał.
– To moja zemsta – szepnęłam mu do ucha. Potem mocno uderzyłam go kolanem w krocze.
Gwałtownie wciągnął powietrze i osunął się na ziemię.
Cofnęłam się, znikając w tłumie. Inne dziewczyny szybko zajęły moje miejsce.
Killian odnalazł mnie w mgnieniu oka. Z dłonią na dole moich pleców poprowadził mnie w stronę wyjścia.
W pokoju Killiana usiadłam przy jego biurku i przeglądałam fora szkolne. Posty już napływały, donosząc o licznych zdradach Dominica. Niektóre wątki stawały się wiralami, z setkami odpowiedzi na minutę.
Niektóre zawierały zdjęcia. Pokrzywdzone dziewczyny publikowały każde brzydkie zdjęcie Dominica, jakie udało im się znaleźć, z ciętymi podpisami typu: „Nie mogę uwierzyć, że marnowałam czas na ten śmieć”.
Wkrótce zaczęły napływać filmy z imprezy. Kilka dziewcząt kopnęło go, gdy leżał. Inna nabiła mu siniaka pod okiem, gdy próbował wstać.
W końcu odpełzł przy akompaniamencie drwin i szyderczego śmiechu, by lizać rany w jakimś tajnym kącie, samotnie.
To było uczucie zwycięstwa. Jak zemsta, należycie wymierzona.
I wszystko to dzięki Killianowi.
Killian stał na środku pokoju, obserwując mnie lub patrząc na ekran przez moje ramię. Nie potrafiłam stwierdzić, co dokładnie robił.
Winna mu byłam szczere podziękowanie. Może nawet coś więcej. Wstałam więc i odwróciłam się do niego.
– Źle cię oceniłam. Wszyscy mówili, że jesteś zimny i zdystansowany. Ale Gideon nie przyjaźniłby się z kimś takim. Przepraszam, że w ciebie wątpiłam.
Oblizując usta, odważyłam się spojrzeć w górę. – Dziękuję, że jesteś dla mnie jak starszy brat.
Uporczywe milczenie Killiana stało się niepokojące. – Starszy brat? – powtórzył, unosząc brew.
Pokonał dzielący nas dystans dwoma dużymi krokami.
Zamarłam, gdy uniósł dłoń.
Delikatnie założył mi zbłąkany kosmyk włosów za ucho. Jego opuszki palców przesunęły się w dół mojej szyi, lekkie jak piórko.
– Evangeline. – Jego niski, pewny głos wywołał dreszcze na moim kręgosłupie. – Nie chcę być twoim starszym bratem.
















