Oczy Izoldy były czerwone od płaczu. Pod pachą trzymała całe pudełko chusteczek, a kilka z nich miała już wymiętoszonych w dłoniach.
Kiedy Reid ją zobaczył, odrzucił megafon na bok, podbiegł do niej i upadł na kolana u jej stóp.
– Izoldo – powiedział błagalnie. – Tak bardzo cię przepraszam za to, jak cię traktowałem. Za to, na co pozwoliłem. Powinienem był przy tobie być. Powinienem był zachować s
















