Około 13:00 po południu Jean wróciła do domu z ponurą miną.
Tyler grał właśnie w grę i na widok matki zapytał od niechcenia: „Mamo, kto cię tym razem zdenerwował?”
Jean rzuciła torebkę na sofę i usiadła z wściekłością. „To wszystko wina tej cholernej Sonii!”
„Kogo?” Tyler szybko odłożył konsolę i podszedł bliżej. „Mamo, poszłaś się z nią spotkać?”
„Po co miałabym się z nią celowo spotykać? Wpadłam na nią jakiś czas temu w pasażu z luksusowymi markami. Ona i jej dwóch kochasiów zmówili się i mnie gnębili. Nie wiem, co zrobili, ale kiedy poszłam dziś na zakupy z przyjaciółkami, ochrona mnie nie wpuściła, twierdząc, że jestem na czarnej liście!”
Jean prawie zgrzytała zębami z wściekłości, kontynuując gniewnie: „Było tam w sumie pięć czy sześć innych pań i wpuścili wszystkie poza mną! Co za niedorzeczność! Nie widziałeś, jak inni na mnie patrzyli, jakbym była kimś gorszym. Pff! Tak bardzo nienawidzę tej suki, Sonii!”
Może dlatego, że jej głos był zbyt donośny, Toby i Tina zeszli na dół razem.
„Co się stało?”
Toby zapinał guziki przy mankietach; w swojej niebieskoszarej koszuli wyglądał bardzo szykownie.
Tina również była ładnie ubrana. Miała na sobie czysto białą spódnicę, co sprawiało, że wyglądała delikatnie jak lilia.
Jean krótko opowiedziała mu o całej sprawie.
Toby zmarszczył lekko brwi. „Już się z nią rozwiodłem, więc nie powinnaś jej bez powodu prowokować.”
Sonia nie była tak prosta, jak ludzie sądzili. Znał bardzo dobrze charakter swojej matki i upomniał ją tylko po to, by w przyszłości trzymała się z dala od kłopotów.
Słysząc to, Jean zdenerwowała się jeszcze bardziej i wykrzywiła usta. „To ona sprowokowała mnie pierwsza, jasne?”
Przerwała na chwilę. Widząc, że ta dwójka zbiera się do wyjścia, szybko spojrzała na Tinę i zapytała z uśmiechem: „Tino, dokąd idziecie?”
Tina uśmiechnęła się lekko. „Słyszałam, że starsza pani Fuller zachorowała, więc chciałam ją odwiedzić.”
Jean przewróciła oczami. „I co z tego, że jest chora? Po co w ogóle ją odwiedzać? Przecież...”
„Mamo.” Toby przerwał jej głębokim, wyraźnie niezadowolonym spojrzeniem. „To moja babcia.”
Jean wiedziała, że jej syn nie lubi, gdy mówi źle o Rose, więc nie odważyła się kontynuować i zamiast tego zaśmiała się lekceważąco. „W takim razie wracajcie szybko. Każe służącej przygotować ulubioną zupę Tiny, żeby wzmocnić jej organizm.”
Tina podziękowała jej i wyszła z Tobym.
W końcu Sonia była jedyną osobą, która opiekowała się Rose, i przez lata zbudowała z nią silną więź.
Choć Tina zdobyła serce wnuka, nie mogła równać się z pozycją, jaką w sercu starszej pani zajmowała Sonia.
Najwyraźniej Toby dostrzegł chłód starszej pani wobec Tiny, gdy tylko przybyli na miejsce.
Znał powód, ale mimo to przyprowadził Tinę ze sobą.
Chodziło tylko o to, by Tina zapoznała się ze starszą panią. W końcu Tina była jego przyszłą żoną.
„Babciu, oto suplementy odżywcze, które specjalnie dla ciebie przygotowałam. Proszę, przyjmij je.” Tina zachowywała się jak dobrze ułożona dama, jakby każdy jej ruch był zaprojektowany tak, by był idealny.
Starsza pani leżała na boku na szezlongu, a wyraz jej twarzy był nieodgadniony. „Za wcześnie, by nazywać mnie »babcią«, będziesz mogła mnie tak nazywać dopiero po ślubie. Poza tym jestem stara i słaba, więc nie odważę się pić byle czego podarowanego przez innych. Powinnaś to zabrać z powrotem.”
Tina była nieco zawstydzona; przygryzła wargę, patrząc na mężczyznę obok, jakby wołała o pomoc.
Widząc to, Toby pospieszył jej z ratunkiem. „Babciu, to miły gest ze strony Tiny.”
Cóż, Rose była osobą, która w życiu wiele przeszła. Rzuciła jedno spojrzenie na Tinę i od razu wiedziała, co ta myśli. „Cóż, rzeczywiście jest troskliwa — do tego stopnia, że wypłoszyła moją wnuczkę.”
















