Zawsze mój

Zawsze mój

Autor: Olivia Bennett

3|Zobacz sam
Autor: Olivia Bennett
14 maj 2026
Słońce jeszcze nie wzeszło. Spojrzałam w lewo i prawo na pustą ulicę, przestępując z nogi na nogę. Było to ostatnie miejsce, w którym spodziewałam się znaleźć po zerwaniu zaręczyn. Biorąc głęboki oddech, nacisnęłam dzwonek do drzwi mieszkania Valerii. Cisza w tej okolicy była ponura, a jej kroki, gdy zbliżała się do drzwi, brzmiały jak werble przed nagłym zwrotem akcji w mojej historii. – To lepiej niech będzie sprawa życia lub śmie... – jej zaspany głos urwał się, gdy przyswoiła mój wygląd. – Co ci się do cholery stało, Eleno? – Och. – Spojrzałam w dół na koszulę i spodnie dresowe Thatchera. Pochłaniały moją drobną sylwetkę niczym koc. Moje włosy były kompletnym, splątanym bałaganem, a twarz wcale nie wyglądała lepiej. – Mogę wejść? Bez wahania odsunęła się na bok i wpuściła mnie do środka. Poprowadziła mnie do kuchni. Usiadłam na stołku barowym, podczas gdy Valeria krzątała się przy ekspresie do kawy. Kiedy maszyna cicho mruczała, odwróciła się do mnie i skrzyżowała ramiona. – Jesteś tu w jakimś celu. Westchnęłam. Valeria była ostatnią osobą, której zwierzyłabym się ze swoich problemów. Nie byłyśmy przyjaciółkami. Nie lubiła mnie z powodu, którego wciąż nie potrafiłam odgadnąć, ale miała w ręku mój bilet wyjazdowy z tego miasta. – Chcę tego klienta w Miami. Jej idealnie wyregulowane brwi drgnęły. To był tak drobny gest, że niemal go przeoczyłam. Ekspres do kawy wydał sygnał dźwiękowy. Każda sekunda, gdy napełniała dwie filiżanki kawy, wlokła się niemiłosiernie. Podała mi filiżankę, zajmując krzesło naprzeciwko mojego. Powoli siorbała kawę, przyglądając mi się znad krawędzi naczynia. – Przekonaj mnie, żebym ci go dała. W drodze tutaj miałam już dopracowaną do perfekcji historyjkę, którą zamierzałam jej wcisnąć, ale uznałam, że okłamywanie Valerii do niczego mnie nie zaprowadzi, więc wyznałam jej prawdę. – Wiem, że mnie nienawidzisz, ale naprawdę muszę się stąd wyrwać – dodałam, gdy milczała. Miałam ochotę poklepać się po ramieniu za to, że nie rozplakałam się przed własną szefową. – Wcale cię nie „nienawidzę” – powiedziała delikatnym i ostrożnym tonem. – Nie lubisz mnie – naciskałam. – Tak, nie lubię – zaśmiała się cicho, zakładając swoje ognistorude włosy za uszy. Wypuściłam powietrze, gotowa bronić swoich racji, ale znów mnie zaskoczyła, mówiąc: – Masz tę posadę. – Naprawdę? – zapytałam oszołomiona. – Uch, dziękuję. – Zachowałam opanowanie, choć głęboko w środku świętowałam to małe zwycięstwo. Valeria skinęła głową, popijając kawę. – Jedno pytanie – powiedziałam z nadzieją, że to nie wpłynie na jej decyzję. – Dlaczego? – Ponieważ widzę w tobie samą siebie, Eleno. ~~ Nigdy nie podróżowałam z lekkim bagażem. Spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy w dwie godziny było rekordowym sukcesem w moim życiu. Przez całą drogę na lotnisko słowa Valerii rozbrzmiewały w mojej głowie jak fałszująca piosenka. Nie naciskałam, by wyjaśniła, co miała na myśli. Sama zaoferowała, że mnie zastąpi w biurze i wytłumaczy nagłą zmianę planów. Nie pytałam, dlaczego nagle stała się tak chętna do pomocy. Miała swoje powody, a ja miałam swoje. Dopóki mogłam się stąd wyrwać, nie obchodziły mnie ukryte motywy Valerii. Kiedy dotarłam na lotnisko, słońce było już wysoko na niebie. Valeria obiecała, że nasz firmowy kierowca, Orson, będzie tam na mnie czekał z biletem lotniczym i aktami klienta. Nie miałam pojęcia, jak załatwiła mi lot w tak krótkim czasie, ale musiałam jej zaufać. Z łysą głową i piwnym brzuchem Orson nie był trudny do zauważenia w tłumie, mimo że był ode mnie o trzy cale niższy. Trzymając w jednej ręce żółtą kopertę z aktami, pomachał mi z szerokim uśmiechem na twarzy. – Pani V powiedziała, że pani wyjeżdża? – zapytał, podając mi kopertę. – W sprawach służbowych – powiedziałam, unikając wdawania się z nim w dłuższą pogawędkę. – Valeria załatwiła mi lot? – zapytałam, szukając biletu lotniczego w kopercie, a moje brwi zmarszczyły się, gdy go tam nie znalazłam. – Nie – odpowiedział Orson, chichocząc. – Słucham? – Panika wezbrała w moim żołądku. Nie spodziewałam się, że Thatcher za mną podąży, ale wolałam uniknąć jakiejkolwiek konfrontacji, jeśli tylko mogłam. Gdyby zmienił zdanie, dysponował środkami, by dowiedzieć się, gdzie mnie szukać. – Załatwiła pani prywatny odrzutowiec. – Co? – powtórzyłam szeptem. ~~ Oszołomiona usiadłam w miękkim, szarym skórzanym fotelu, chłonąc pałacowe wnętrze prywatnego odrzutowca pana Montiero. Przede mną znajdował się szklany stół i kolejny zestaw dwóch krzeseł. Wciśnięta po drugiej stronie samolotu stała długa, wygodnie wyglądająca kanapa. Wydawała się bardziej miękka niż łóżko, w którym sypiałam każdej nocy. – Panno Kaelen, życzy pani sobie herbaty, kawy czy wody? – zapytała bardzo atrakcyjna, zadbana, młoda blondynka, uśmiechając się przyjemnie. Miała na sobie najdoskonalej skrojony grafitowy żakiet i najbielszą koszulę, jakie kiedykolwiek widziałam. – Poproszę szklankę wody, dziękuję – odpowiedziałam, nagle czując pragnienie. Przez chwilę wyglądała na zamyśloną, oceniając mój wygląd. Sądząc, że będę lecieć klasą ekonomiczną, ubrałam się w T-shirt i dżinsy. Zaczynałam żałować, że założyłam trampki i nie nałożyłam odrobiny makijażu na moje opuchnięte od płaczu policzki i oczy. – Czy mogę zaproponować pani również śniadanie, panno Kaelen? To trzygodzinny lot do Miami – powiedziała z łagodnym uśmiechem na ustach. Rozważyłam jej propozycję, zerkając na kanapę za nią. Omiatając wzrokiem oszałamiające, utrzymane w bieli, szarości i czerni wnętrze odrzutowca oraz czyste, błękitne niebo za oknem, gdy lecieliśmy ponad chmurami, zniżyłam głos i zapytałam: – Czy byłby jakiś problem, gdybym przespała się na tamtej kanapie? Zerknęła na kanapę, a potem znów na mnie. – Kabina sypialna jest o wiele wygodniejsza do wypoczynku – powiedziała. Na te słowa moje oczy prawdopodobnie rozbłysły jak niebo w Sylwestra. ~~ Udało mi się uciąć sobie szybką drzemkę, zanim wylądowaliśmy w Miami. Prywatny odrzutowiec miał nawet własną łazienkę z pełnym węzłem sanitarnym – prysznicem i wanną, z których z przyjemnością bym skorzystała, gdyby ta sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła. Na płycie lotniska czekał już na mnie samochód. „Jak bardzo bogaty jest ten klient?”. Nie otworzyłam akt od momentu, gdy Orson wręczył mi je do rąk. Nie wiedziałam nawet, jakiej pracy ode mnie oczekują. – Dokąd jedziemy, panienko? – zaskoczył mnie kierowca w czarno-białym garniturze. – Słucham? – zapytałam, napotykając jego spojrzenie we wstecznym lusterku. Uważnie przyglądał mi się swoimi brązowymi oczami, po czym powiedział: – Do biura czy do penthouse'u? – Penthouse'u? – powtórzyłam jak papuga, zupełnie zbita z tropu. – Uch, tak? – Przechylił głowę w bok. – Zatrzyma się pani w jednym z penthouse'ów pana Montiero. – Cholera – mruknęłam, zbyt późno się reflektując. Kierowca zaśmiał się, a w kącikach jego oczu pojawiły się zmarszczki. – Wnioskuję, że nie czytała pani jeszcze jego akt? Dopiero wtedy zauważyłam, że miał perfekcyjny amerykański akcent, mimo że posiadał te seksowne, głębokie latynoskie oczy i ostro zarysowaną szczękę. Jego ciemne, kręcone włosy były starannie zaczesane do tyłu, choć kilka niesfornych kosmyków filuternie opadało mu na czoło. Z czerwieniącymi się policzkami pokręciłam głową. Opierając ramię o oparcie fotela pasażera, odwrócił się w moją stronę. Jego uśmiech był wręcz olśniewający. – Pozwoli pani, że przedstawię krótkie tło na temat szefa. Poprzedniczki przed panią nie przetrwały nawet tygodnia. Studiowały jego zachowanie miesiącami, przedstawiały wielkie plany i obiecywały zarządowi, że zdołają zmienić jego wizerunek. – Zaśmiał się, odwracając się, by uruchomić samochód. Delikatny pomruk silnika sprowadził mnie z powrotem na ziemię. Ponieważ poznał już mój sekret o przybyciu tutaj zupełnie nieprzygotowaną, ośmieliłam się zapytać. – Jaki dokładnie wizerunek mam zmienić? Mężczyzna zachichotał. – Przekona się pani sama.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

3|Zobacz sam – Zawsze mój | Czytaj powieści online na beletrystyka