~Elena~
Declan zabrał mnie na molo. Pogoda była wprost idealna na popołudniowy spacer. Wiatr był wilgotny, ale nie na tyle gorący, by parzyć skórę. Po obu stronach molo wznosiły się palmy, wzdłuż jednej jego strony ciągnęły się sklepy i restauracje, a z drugiej rozciągała się plaża. Było tłoczno, ale u boku Declana przeciskanie się przez gęstwinę ludzi nie sprawiało najmniejszego problemu.
Zaczęli
















