Zawsze mój

Zawsze mój

Autor: Olivia Bennett

4|Klient
Autor: Olivia Bennett
14 maj 2026
Wyciągnęłam z torby akta klienta. Czytając stronę po stronie, nie zauważyłam niczego niezwykłego. Declan Montiero, trzydziestodwuletni dyrektor generalny Montiero Holdings. Zadanie wymagało ode mnie zmiany jego wizerunku playboya w ciągu sześciu miesięcy. Nie posiadał żadnego konta w mediach społecznościowych, ale internet roił się od niezliczonych zdjęć mężczyzny, którego oplatały różnej maści dziewczyny. Zdjęcia zrobione z ukrycia, zamazane ujęcia z klubów czy imprez, na których zawsze odwracał wzrok od obiektywu. Był wysoki i miał ciało godne modela z okładki GQ. Jego włosy były ciemne. Nie potrafiłam stwierdzić, czy były brązowe czy czarne, ale ogarnęło mnie poczucie znajomości, gdy przybliżyłam jedno z jego zdjęć. Jego oczy wydawały się tak znajome, jakbym go już kiedyś widziała. – Jesteśmy na miejscu – oznajmił kierowca, odrywając mnie od internetowego stalkingu mojego klienta. Spojrzałam w bok, na trzydziestopiętrowy budynek, ze szkła i stali, wygięty w łuk, z dyskretnym napisem MONTIERO HOLDINGS nad szklanymi drzwiami wejściowymi. – Dziękuję... – urwałam. – Mam na imię Rafael – powiedział, wysiadając z samochodu. Otworzył mi drzwi, rzucając kluczyki mężczyźnie w czarno-białym garniturze, który do nas podszedł. – Chodźmy. – Rafael poprowadził mnie do wnętrza budynku. Zza biurka z piaskowca przywitała Rafaela kobieta w niebieskim żakiecie. Skinął jej głową i, kładąc dłoń na dole moich pleców, poprowadził mnie do windy. Zaczynałam się zastanawiać, czy Rafael był kimś więcej niż tylko kierowcą. Jazda windą zakończyła się na dwudziestym ósmym piętrze. Rafael ponownie poprowadził mnie przez korytarz. Zatrzymaliśmy się przed drewnianymi, podwójnymi drzwiami, z nazwiskiem mojego klienta wypisanym na matowym szkle. Zapukał, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. – Prawdopodobnie jest na dachu – westchnął Rafael, spoglądając na zegarek na nadgarstku. – Możesz poczekać w środku. Pójdę go przyprowadzić. Stałam tak i patrzyłam, jak Rafael znika za drzwiami na drugim końcu korytarza, nie pozostawiając mi innego wyboru, jak tylko zrobić to, co kazał. Otworzyłam drzwi i natychmiast tego pożałowałam, gdy zobaczyłam przy szklanym oknie mężczyznę i kobietę w dość kompromitującej pozycji. ~~ Para przy oknie nie zdawała sobie sprawy z tego, że ma widownię. Nie przerywali tego, co robili. Kobieta klęczała, opierając się plecami o szybę. Była pod takim kątem, że widziałam jej profil. Rozchylony na środku biały top odsłaniał jej krągłe, podskakujące piersi. Stojący przed nią mężczyzna opierał jedną dłoń płasko na szklanej ścianie, a drugą zaciskał na włosach kobiety. Jego spodnie opadły na kostki, odsłaniając seksowne pośladki. Wbijał się prosto w jej usta, a jego biodra poruszały się ruchem wahadła. Odgłosy jej krztuszenia i jego jęki niosły się w nieruchomym powietrzu. – Patrz na mnie – powiedział mężczyzna, a jego głos był mieszanką bólu i rozkoszy. Kobieta posłuchała, spoglądając na niego załzawionymi oczami. – Kurwa, kurwa! – jęknął. Jego biodra zaczęły poruszać się szybciej, jakby ścigał szybko gasnące światło. Stałam jak wmurowana, gdy mężczyzna wycofał się, ściskając swoje przyrodzenie i oblewając twarz kobiety gęstymi strugami swojego nasienia. – Dlaczego wciąż stoisz tutaj? – Szybko zamknęłam drzwi, gdy usłyszałam głos Rafaela. Spojrzał na drzwi, a potem z powrotem na moją twarz, przechylając głowę. Porozumiewawczy uśmiech powoli rozciągnął jego wargi. – Co? – Wpatrywałam się w swoje buty, a moje policzki zapłonęły. Rafael zachichotał. – Sama się przekonałaś, prawda? Gdyby zażenowanie mogło wywołać samozapłon ludzkiego ciała, już dawno zamieniłabym się w popiół. Przygryzłam wargę, niezdolna do odpowiedzi. Drzwi za mną się otworzyły. Odsunęłam się na bok i stanęłam twarzą w twarz z tamtą atrakcyjną blondynką. Jej potargane włosy i niechlujne ubranie dowodziły, że to, co widziałam, nie było wytworem mojej wyobraźni. – Hola, Rafa. – Uśmiechnęła się do Rafaela, przeczesując palcami włosy. – Veronica – odpowiedział zdawkowo Rafael. Kiedy spojrzała na mnie z góry, jej uśmiech przerodził się w grymas. Jej jasnoniebieskie oczy zapłonęły irytacją. Była oszałamiająca, nawet z rozmytym makijażem i nagimi ustami. Odgarnęła włosy, przewracając na mnie oczami. Stukot jej obcasów o podłogę z piaskowca rozniósł się po korytarzu, gdy odeszła kołysząc biodrami. Rafael pokręcił głową i otworzył drzwi. Stanął z boku, przyglądając mi się uważnie. Niepewnie przestąpiłam z nogi na nogę. Było więcej niż oczywiste, że mężczyzna, który właśnie doszedł na twarz Veroniki, był moim klientem. Pracowałam z playboyami i mężczyznami o podobnym guście w życiu seksualnym, ale nigdy nie widziałam nikogo w tak upokarzającej sytuacji. „Jak mam spojrzeć mu w twarz, nie myśląc o tym, co przed chwilą widziałam? Nie myśląc o jego gorącym tyłku i głębokich, seksownych pomrukach”. Spokój, Elena! To twój klient. Pamiętaj o tym! Mogłabym wyjść, wrócić do Bostonu i powiedzieć Valerii, że widziałam, jak mój klient pieprzy twarz jakiejś kobiety. Ale powrót do domu oznaczałby również konieczność zmierzenia się z sytuacją z Thatcherem. Ta sytuacja stanowić będzie sprawdzian dla mojego profesjonalizmu. Wzięłam ostry wdech i przeszłam przez otwarte drzwi. Rafael przyglądał mi się, gdy kurczowo ściskałam pasek mojej listonoszki. Biuro było nieskazitelne, stanowczo za duże jak na jednego człowieka. Przed oknem sięgającym od podłogi do sufitu – tym samym, przy którym ich widziałam... potrząsnęłam głową, odpychając to wspomnienie – stało nowoczesne biurko z ciemnego drewna, przy którym z powodzeniem mogłoby wygodnie zjeść posiłek sześć osób. Cała reszta była utrzymana w czerni, bieli i szarości, z wyjątkiem obrazów zdobiących ścianę obok kanapy. Z bocznych drzwi wyłonił się mężczyzna. Był wysoki, ubrany w elegancki szary garnitur, białą koszulę i czarny krawat, z niesfornymi włosami w kolorze ciemnego blondu. Wyglądał tak nienagannie, jakby wcześniejsza scena z nim i Veronicą była jedynie moją fantazją. Jego usta okalał starannie przystrzyżony zarost. Ostry nos prowadził do tych głębokich, niebieskich oczu. Były tak znajome, jakbym je już kiedyś widziała. To pewnie zasługa tych zdjęć z internetu, ale coś w środku podpowiadało mi, że to nie to... Czułam, jakbym go znała. Spojrzenie spod ciemnych rzęs zwęziło się, bystro mnie taksując. Odwróciłam wzrok; wpatrywanie się w jego zmatowione nazwisko nad stołem było w tym momencie najbardziej fascynującą rzeczą na świecie. Intensywność jego spojrzenia przyprawiła mnie o dreszcze. Czułam, jak jego oczy przesuwają się po mojej twarzy, a następnie wędrują w dół mojego ciała. Zaczęłam się nerwowo wiercić, czując pot perlisty u podstawy kręgosłupa. „Czy on wie, że widziałam, jak pieprzy twarz Veroniki? Czy wyrzuci mnie z tego budynku za wtargnięcie w jego prywatny czas?”. Prawdopodobnie tak. – Słoneczko? – Przysięgam, że moje serce zgubiło rytm. Mój świat zwolnił, gdy spojrzałam na mężczyznę stojącego niewiele ponad metr ode mnie. – Znasz ją? – zapytał Rafael, a jego głos zniknął gdzieś w tle. Tylko jedna osoba nazywała mnie Słoneczkiem. I był to mój pierwszy chłopak. Moje widzenie stało się tunelowe, a język przykleił się do podniebienia. Przełknęłam ciężko ślinę, przyciskając dłoń do klatki piersiowej i czując, jak moje serce bije jak oszalałe. – Declan? – szepnęłam. Te oczy, te usta... tak bardzo się zmienił. Kiedy widziałam go po raz ostatni, wciąż był chłopcem, a ja byłam głupiutką, małą dziewczynką marzącą o „długo i szczęśliwie” z najlepszym przyjacielem mojego brata.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

4|Klient – Zawsze mój | Czytaj powieści online na beletrystyka