ELOWEN
Podkręciłam radio i pozwoliłam sobie zatracić się w głośnej muzyce, jadąc autostradą. Przy opuszczonej szybie pławiłam się w cieple słońca, rozkoszując się świeżym powietrzem na twarzy i wiatrem we włosach.
Jechałam od pięciu godzin bez przerwy, a do celu pozostały mi jeszcze dwie. Czternaście godzin za kółkiem to było zbyt wiele, ale nie miałam wyboru.
Nazywam się Lysandra Elowen Kincaid.
Jestem zmiennokształtną. Ostatnie pięć lat życia spędziłam wśród ludzi, nie licząc mojego wilczego wujka. Wujek Gideon odnalazł swoją partnerkę, która okazała się człowiekiem, i zdecydował się dla niej porzucić życie w wataszy. Z tego, co widziałam, życie jako człowiek nie sprawiało mu żadnych trudności.
Po tym, jak moja matka zginęła w ataku podczas wizyty u przyjaciółki z innej watahy, mój ojciec uznał, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego i odesłał mnie.
Może przypominałam mu matkę. Mówili, że mam jej szafirowe oczy i lekko falowane kasztanowe włosy. Ale to nie był powód, by mnie wygnać. Mój ojciec mógł stracić partnerkę, miłość swojego życia, ale w zamian sprawił, że ja straciłam nie tylko matkę. Straciłam też jego, mojego brata i watahę, która powinna być moim domem.
Teraz wataha nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Wciąż byłam jej częścią – nie potrafiłam zerwać więzi – ale czułam się samotna, a powrót tam wcale nie przypominał powrotu do domu.
Partnerka mojego wujka, Fiona, to wspaniała i kochana kobieta. Byłaby świetną matką i mam nadzieję, że pewnego dnia Bogini obdarzy ją własnym dzieckiem. Fiona była bardzo cierpliwa podczas mojego okresu buntu i zawsze będę jej wdzięczna za obecność w moim życiu.
Początki życia u wujka i jego partnerki nie były łatwe. Jednak po roku płaczu i błagania ojca, by zabrał mnie z powrotem, w końcu się poddałam. Przestało mi zależeć i zaczęłam czerpać z ludzkiego życia, które mi dano.
Mam teraz własne życie i gdyby to zależało ode mnie, pozostałabym w ukryciu wśród ludzi. Niestety, Bogini Księżyca ma inne plany. Za parę tygodni kończę osiemnaście lat i tylko z tego powodu jadę teraz z powrotem na terytorium mojej watahy.
Podczas ostatniej pełni przed osiemnastymi urodzinami następuje przemiana, a to wydarzy się za pięć dni. Z oczywistych względów nie mogę zmienić się przy ludziach. Ludzie nie mieli pojęcia o istnieniu wilkołaków. A może mieli, ale nikt zdawał się tego nie przyznawać ani o tym nie mówić.
Ale gdy tylko przejdę pierwszą przemianę, wyjadę i zerwę więź z watahą. Nie chcę być już częścią tej społeczności, tak samo jak oni nigdy nie chcieli mnie.
¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨¨
ZAREK
„Alfa?” — otrzymałem przekaz przez więź mentalną od mojego Gammy, Torina.
Czekałem na niego cały dzień i w duchu miałem nadzieję, że przesyła informacje, które chciałem usłyszeć.
„Tak? Gdzie jesteś?” — zapytałem beznamiętnie.
„Właśnie jadę odebrać Elowen. Czeka już przy granicy” — odpowiedział.
„Dobrze”. — Skróciłem odpowiedź i czekałem, aż przerwie połączenie. Na moich ustach błąkał się uśmiech na wieść, że mała księżniczka po pięciu latach w końcu zdecydowała się wrócić do domu.
Wiedziałem, że nienawidzi mnie za to, że ją zostawiłem, ale znając Elowen, zawsze miała do mnie słabość. Miałem tylko nadzieję, że wciąż jest tą samą zadziorną dziewczynką i że ludzie nie złamali jej ducha.
„Alfa” — głos Torina znów wybrzmiał w mojej głowie, wyrywając mnie z zamyślenia. Nie zauważyłem, że połączenie nie zostało jeszcze przerwane.
„Hmmm...” — mruknąłem, nie mając nastroju na pogawędki.
„Czy mam przywieźć Elowen bezpośrednio do ciebie, jak tylko dotrzemy? Czy mogę najpierw zabrać ją do domu, żeby zobaczyła się z tatą? Wiesz, ojciec bardzo się denerwuje tym spotkaniem, czekanie go wykańcza” — zapytał uprzejmie Torin. Znał protokół, ale zdaje się, że tym razem próbował go obejść.
„Znasz zasady, Torin” — odpowiedziałem, znów bez emocji. „Przywieź ją tutaj”.
„Wiem, Zarek. Ale ona nie zmieniła watahy. Wierzę, że nie zrobiła nic, by zerwać więź. Mogę ją zresztą zapytać po drodze”. — Jego ton był pełen szacunku, ale stanowczy.
Zamknąłem oczy i rozmasowałem skronie. To mnie irytowało, a wiedziałem, że Torin wyczuwa mój gniew.
„Miała dwanaście lat, kiedy wyjechała. Gdyby zerwała więź, nie poczułbym tego. Muszę wiedzieć, czy nadal należy do tej watahy, w przeciwnym razie natychmiast trzeba przeprowadzić ceremonię. Nie chcę, by po moim terytorium kręcił się ktoś spoza stada. I to, że jest twoją siostrą, nie czyni jej wyjątkiem. Po prostu wykonaj swoje zadanie i przywieź ją tutaj. Czy wyrażam się jasno, Gamma?” — uciąłem, nie zostawiając mu pola do dyskusji.
„Tak jest, Alfo. Zaraz do niej dotrę i dam znać, kiedy będziemy w domu watahy”.
Natychmiast zerwałem połączenie, nie dając żadnej odpowiedzi.
Na moich ustach znów zagościł uśmiech. Mogłem z łatwością pozwolić Torinowi zabrać ją do domu i spotkać się z nią jutro. Nie stanowiła żadnego zagrożenia. Ale chciałem ją zobaczyć. Nie wiedziałem, jak bardzo tęskniłem za moją małą księżniczką, dopóki myśl o jej przyjeździe nie stała się realna.
















