Związana z zagładą: Wzięta przez Obsydianowego Króla

Związana z zagładą: Wzięta przez Obsydianowego Króla

Autor: Rachel Castillo

Rozdział 4
Autor: Rachel Castillo
27 kwi 2026
ELOWEN Szłam za nim do gabinetu, upewniwszy się wcześniej, że Torin zostanie i poczeka na mnie na zewnątrz. Po drodze dyskretnie wyrzuciłam gumę do kosza na śmieci. Nie umknęło mojej uwadze, że Zarek skrzywił się na widok tego, że ją żuję. Nie żeby mnie to obchodziło. Po prostu lepiej było się jej pozbyć; może wtedy przestałby się krzywić i stałby się bardziej gościnny. Zapach Zareka otoczył mnie, gdy tylko przekroczyłam próg jego gabinetu. Działał uspokajająco, ale nie na tyle, by stłumić moją irytację jego milczeniem. Spodziewałam się przynajmniej odrobiny entuzjazmu na widok mojego powrotu. Sama zgotowałam sobie to rozczarowanie. Chłopak – nie, mężczyzna stojący przede mną – był niewzruszony niczym głaz. Żadnych emocji. Ale powinnam była się tego po nim spodziewać; tak jak mówił Torin, on się zmienił. Nie był już tym kochanym Zarekiem, którego uwielbiałam jako dziecko. — Więc... po co właściwie tu jestem? — Przerwałam ciszę, która mnie dobijała, siadając naprzeciwko niego. Moje palce sięgnęły po leżące na stole pióro i zaczęły nim obracać. Minęło kilka sekund, zanim zaczął mówić. — Czy zdarzyło ci się odrzucić watahę pięć lat temu, kiedy wyjechałaś? A może w ciągu ostatnich kilku lat? Poczułam na sobie jego spojrzenie. Podniosłam wzrok i poczułam, że tonę w jego oczach. Zapomniałam, jakie były piękne, ale miałam zaledwie dwanaście lat, kiedy wyjechałam. I choć już wtedy czułam do niego podziw, nigdy nie poświęciłam czasu, by docenić jego urodę. Ale ciemnoniebieskie oczy, które teraz we mnie patrzyły, były po prostu zniewalające. Powiedziałabym, że wręcz hipnotyzujące. Usłyszałam, jak odchrząknął przed ponownym zabraniem głosu, co wyrwało mnie z transu. — Elowen, słyszysz mnie? Mrugnęłam dwa razy i skinęłam głową odrobinę za szybko. Moje policzki płonęły z zażenowania. Byłam pewna, że się rumienię. Jeśli to zauważył, nie dał po sobie nic poznać. — Więc jednak się jej wyparłaś? — zapytał ponownie, marszcząc brwi. — Co? Wyparłam czego? Nie. O co pytałeś? — wykrztusiłam, podczas gdy moje policzki wciąż piekły. Pokręcił głową, po czym pozwolił sobie na cień uśmiechu, który zniknął po ułamku sekundy, ustępując miejsca ponownemu, poważnemu wyrazowi twarzy. — Czy zrobiłaś cokolwiek, by odciąć więź z watahą? Odrzuciłaś mnie jako swojego Alfę? Czy potrafisz połączyć się telepatycznie? — Nie. Nie sądzę. Czy w ogóle mogę to zrobić, odrzucić cię jako mojego Alfę? Skinął tylko głową i znów na mnie spojrzał. Wydawał się teraz bardziej odprężony, opierając się o oparcie krzesła. — Dobrze wiedzieć, że tego nie zrobiłaś. W takim razie nie potrzebujemy oficjalnej ceremonii, by przyjąć cię z powrotem do mojej watahy. Skinęłam głową i założyłam pasmo włosów za ucho, wciąż na niego patrząc, choć unikałam bezpośredniego kontaktu wzrokowego. — Dobrze. Miło to wiedzieć. Czekałam, aż powie coś więcej, ale on po prostu dalej wpatrywał się we mnie w milczeniu. Jego wzrok sprawiał, że czułam się nieswojo. Czułam, jak moje ciało rozgrzewa się pod jego spojrzeniem i miałam wrażenie, że jeśli zostanę tu dłużej, po prostu spłonę. — Możesz się tak na mnie nie gapić? To niegrzeczne — znów przerwałam ciszę. Przekrzywił głowę, nie odrywając ode mnie uwagi. Jego kamienna twarz nie drgnęła. — Czy to sprawia, że czujesz się niekomfortowo? Kiedyś ciągle prosiłaś, bym na ciebie patrzył, nieważne czy tańczyłaś, śpiewałaś, czy po prostu chciałaś mojej uwagi. Teraz ci ją poświęcam i twierdzisz, że to niegrzeczne? — Przestań, Zarek. Nie jestem już dzieckiem — żachnęłam się, próbując ukryć zakłopotanie wywołane jego słowami. Zaczął wodzić wzrokiem od mojej twarzy ku klatce piersiowej, by po chwili znów spojrzeć mi w oczy. — Jestem tego doskonale świadomy. Nie miałam pojęcia, co działo się w jego głowie, ale ta rozmowa przybrała fatalny obrót. Byłam niemal pewna, że doskonale wiedział, iż wcześniej sama się w niego wpatrywałam, i postawił sobie za punkt honoru, by zawstydzić mnie jeszcze bardziej. Wstałam z miejsca, nie mogąc już znieść jego spojrzenia. — Naprawdę musiałeś mnie tu sprowadzać z powodu jednego pytania? Mogłeś oszczędzić swój cenny czas, gdybyś po prostu zapytał mnie tam, na zewnątrz. Miałam już się odwrócić, gdy zadał kolejne pytanie. — Dlaczego nie mogę się z tobą połączyć przez mindlink? Spojrzałam na niego zdezorientowana. — Nie wiem. Nawet nie wiem, jak to działa — odpowiedziałam. — Powinnaś być w stanie to robić od piętnastego roku życia. — Oparł ramiona o stół i splótł palce, wciąż na mnie patrząc. Przewróciłam oczami i opadłam z powrotem na krzesło. — Mówiłam, że nie wiem. Na wypadek, gdybyś nie orientował się, gdzie byłam przez ostatnie pięć lat, spieszę z informacją: mieszkałam z ludźmi. My nie używamy mindlinku. Rozmawiamy ustami. — Nie mogłam powstrzymać irytacji pobrzmiewającej w moim głosie. A on tylko patrzył. Ani razu nie odwrócił wzroku. — Może jeśli powiesz mi, jak to robić, to poćwiczę. Ale wiesz co, to nieważne, nie będzie mi to potrzebne. Za kilka dni mnie tu nie będzie. Uniósł brwi, zaskoczony moją odpowiedzią. — Wyjaśnij to. — Jego ton nagle zmienił się z pasywnego w gniewny. Poczułam, jak otacza mnie jego aura Alfy, sprawiając, że na moment odebrało mi mowę. — Wyjaśnij — powtórzył, tym razem łagodniej. Wyprostowałam się na krześle i spróbowałam odpowiedzieć pewnym głosem. — Chodzi o to, że nie będę tego potrzebować, gdy wrócę do życia wśród ludzi. — Nie zostajesz? — Jego głos stał się tak niski, że gdybym nie patrzyła na jego twarz pozbawioną emocji, pomyślałabym, że moja odpowiedź go zasmuciła. Skinęłam głową. — Tak, nie zostaję. Jestem tu tylko po to, by przejść przemianę, a Torin przekonał mnie, że będę do tego potrzebowała wsparcia. Więc jestem. Cisza. — Hmm, czy chcesz wiedzieć coś jeszcze, Alfo? — zapytałam, po raz kolejny przerywając milczenie. Cisza. Uniosłam brew i czekałam na dalszy ciąg. Po czasie, który zdawał się wiecznością, z frustracją klepnęłam się dłońmi w uda i wstałam. — Dobra, kończymy. Dziękuję za ciepłe powitanie, Alfo! Stanęłam przodem do jego biurka i skłoniłam się sarkastycznie, po czym odwróciłam się na pięcie. Byłam już przy drzwiach, kiedy usłyszałam jego głos. — Otwórz swój mindlink. Zatrzymałam się w pół kroku. Moja dłoń zacisnęła się na klamce, ale jej nie przekręciłam. — Nie — odparłam, nie oglądając się za siebie. — Nie umiem. — Oczyść umysł i pomyśl o tym, że chcesz się ze mną skomunikować. Moje serce zadrżało na myśl o porozumiewaniu się z nim przez więź. Na moich ustach pojawił się uśmiech, ale powstrzymałam się przed odwróceniem, by nie pokazać mu, jak bardzo ta myśl na mnie podziałała. Zamknęłam oczy i spróbowałam skupić się na komunikacji, ale nic nie przeskoczyło w moim umyśle. Westchnęłam, a moje ramiona opadły. — To nie działa... „Elowen?” Moje uszy nastawiły się, a po skórze przeszedł dreszcz wywołany tonem, jakiego użył. Dlaczego brzmiało to tak seksownie? — Tak, Alfo? — Stałam jak wryta, bo myśl o spojrzeniu na niego w tej chwili sprawiła, że ugięły się pode mną nogi, a nie chciałam upaść przy nim na tyłek. „Odwróć się. Trening jutro o szóstej rano. Nie spóźnij się”. — Co?! — sapnęłam i puściłam klamkę, by się odwrócić i spojrzeć mu w twarz. — Nie muszę trenować. Nie zamierzam zostać wojowniczką. „Spróbuj odpowiedzieć mi w myślach”. Opadła mi szczęka, gdy dotarło do mnie, że on wcale nie otworzył ust, by do mnie mówić. W mgnieniu oka zapomniałam o treningu, a na moje usta wypłynął szeroki uśmiech. „Hej! To ja, Elowen!” — odpowiedziałam entuzjastycznie, a moje ciało aż drgnęło z ekscytacji, gdy mój umysł połączył się z Alfą. I wtedy to zobaczyłam. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, ale zniknął, zanim zdążyłam potwierdzić, czy był prawdziwy. Zamiast tego spojrzał na swoje dłonie. „Wiem, że to ty, Elowen. Zatem jutro o szóstej rano? Musisz trenować. Twoje ludzkie ciało może nie znieść dobrze przemiany, jeśli nie będziesz ćwiczyć. Od jutra masz tylko cztery dni do pełni. Nie możesz być słaba. Niektórzy nie uchodzą z życiem, jeśli są zbyt słabi”. Moje oczy rozszerzyły się na myśl o śmierci w trakcie przemiany. Ta wizja w końcu mnie przeraziła, więc skinęłam głową na zgodę. „Dobrze. Zatem o szóstej”. Czekałam, czy zechce powiedzieć coś jeszcze, mając nadzieję, że znów na mnie spojrzy. Ale panowała tylko cisza. — Hmm, Alfo, czy mogę już iść? Skinął głową, nie zaszczyciwszy mnie nawet spojrzeniem. Fuknęłam z frustracją. — Dziękuję, Alfo.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 94

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

94 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 – Związana z zagładą: Wzięta przez Obsydianowego Króla | Czytaj powieści online na beletrystyka