ELOWEN
— Prawie jesteśmy. Przygotuj się.
— Co masz na myśli? — Spojrzałam na widok przed nami. Na mojej twarzy malowała się konsternacja. Zwróciłam się do Torina z uniesioną brwią. — To nie jest dom, jaki pamiętam. To dom watahy, prawda? Ty i tata teraz tu mieszkacie?
Torin pokręcił głową, zatrzymując samochód i odpinając pas. — Nie. Ja tu mieszkam, ale tata mieszka sam w naszym starym domu. Zostanę jednak z wami przez kilka dni, dopóki nie skończysz osiemnastu lat. Uznałem, że muszę cię najpierw nauczyć podstaw życia w wataszy. Ale teraz wysiadaj – idziemy spotkać się z Alfą Zarekiem. Czeka na nas. — Powiedział to tak swobodnie, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem.
Wysiadł z auta, zanim zdążyłam go zrugać za to, że nie wspomniał o tym przystanku. Westchnęłam i oparłam się ciężko o fotel, po czym odpięłam pas. Choć w spotkaniu z Alfą nie było nic złego, nagle poczułam nieprzyjemne ściskanie w żołądku. Nie byłam pewna, czy jestem gotowa na spotkanie z Zarekiem.
Ale chyba nie miałam wyjścia.
Westchnęłam po raz kolejny i powiodłam wzrokiem ku wejściu do domu watahy. I tam właśnie był.
Alfa Zarek w całej swojej boskiej chwale.
Na jego widok moje serce zaczęło bić jak szalone. Nie wyglądał tak, kiedy wyjeżdżałam. Poczułam, jak zasycha mi w ustach. Skarciłam się w myślach i spróbowałam odzyskać rezon.
„Przestań, Elowen! On jest dla ciebie jak brat, więc dlaczego ślinisz się na jego widok?” — upomniałam się.
Zachichotałam pod nosem. Kogo ja oszukiwałam? Już przed wyjazdem zaczynał mi się podobać, więc to tłumaczyło, dlaczego wciąż czułam do niego lekki pociąg.
Tak, tylko lekki.
Ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. Zdecydowanie nabrał mięśni w odpowiednich miejscach.
O Bogini! Te bicepsy! Zastanawiałam się, jakie to uczucie być nimi objętą.
— Cholera! — Moje gardło stało się zupełnie suche, więc rozejrzałam się za butelką wody, by po chwili przypomnieć sobie, że to nie mój samochód. Zaczęłam się wiercić, szukając czegoś, co mogłoby mi pomóc.
Stanąć przed Zarekiem z nieświeżym oddechem to nie było nic seksownego. Nie żeby mi zależało. Widział mnie już w najgorszym stanie, brudną i rozczochraną po zabawach, więc nie powinno to mieć znaczenia. Próbowałam się o tym przekonać, ale wiedziałam, że ma to znaczenie. Teraz ma!
Posłałam ciche podziękowanie Bogini, gdy zauważyłam gumę do żucia na desce rozdzielczej Torina. Choć nie cierpiałam żucia gumy, chwyciłam ją, wrzuciłam do ust i zaczęłam żuć. Wszystko, byle tylko pozbyć się suchości i zdenerwowania.
Wypuściłam głośno powietrze, zsunęłam się z fotela i wysiadłam z auta Torina. Utkwiłam wzrok bezpośrednio w Alfie, idąc w jego stronę i starając się za wszelką cenę nie okazywać zdenerwowania.
Dyskretnie omiotłam wzrokiem jego ciało, chłonąc wszystkie jego atuty.
Zdecydowanie różnił się od chudego siedemnastoletniego Alfy, którego pamiętałam.
Czarne włosy nosił nieco dłuższe, niż było to konieczne, a lekki zarost na twarzy tylko dodawał mu groźnego wyglądu. Jego idealnie wyrzeźbiony nos i usta sprawiły, że przygryzłam dolną wargę.
Miał na sobie jasnoniebieską koszulę, która doskonale przylegała do umięśnionego ciała, podkreślając bicepsy i klatkę piersiową. Torin i Beta Bram byli umięśnieni i przystojni, ale nic nie mogło się równać z boską aurą, jaką roztaczał ten mężczyzna.
Nawet nie zauważyłam, że uniosłam brew i znów przygryzłam wargę, gdy mój wzrok powędrował niżej, na jego idealnie dopasowane czarne spodnie. Niegrzeczne myśli przelatywały mi przez głowę, gdy zastanawiałam się, co skrywa materiał i czy jego pośladki są tak samo idealne jak to, co widziałam z przodu.
O Bogini, czy mogłabym po prostu na niego wskoczyć?
Policzki płonęły mi już od tych rozważań. Musiałam przestać o tym myśleć, bo inaczej wyjdę na napaloną nastolatkę wpatrzoną w swój obiekt westchnień.
¤¤¤¤¤
ZAREK
Gdy tylko zaczęli zbliżać się do domu watahy, Torin, mój Gamma, przesłał mi wiadomość mentalną. Szybko podniosłem się zza biurka i wyszedłem z gabinetu. Zgodnie z oczekiwaniami, Beta Bram stał już na dole, czekając na ich przyjazd.
Zauważyłem samochód Torina zatrzymujący się kilka metrów od schodów i patrzyłem, jak mój Gamma z niego wysiada. Skwitowałem jego powitanie krótkim skinieniem głowy, po czym mój wzrok przeniósł się na stronę pasażera. Zmrużyłem oczy, chcąc ją zobaczyć.
Słońce rzucało cienie na samochód, przez co trudno było dostrzec osobę w środku, ale spodziewałem się, że za chwilę wyskoczy z auta i jak dawniej podbiegnie do mnie, by mnie uściskać.
Jednak w momencie, gdy wysiadła, całe moje ciało zdrętwiało. Nie spodziewałem się, że z miejsca pasażera wyjdzie w pełni dojrzała kobieta.
„Co do jasnej cholery?!” — wykrzyknąłem do swojego wilka, Raze’a, który w mojej głowie biegał jak oszalały. Czy ona naprawdę tak wydoroślała w zaledwie kilka lat?
Ma siedemnaście lat i wkrótce stanie się dorosłą kobietą. Dlaczego spodziewałem się dwunastolatki?
Jej długie, lekko falowane włosy poruszały się rytmicznie, gdy szła w naszą stronę. Oceniłem, że ma około stu sześćdziesięciu centymetrów wzrostu, co nie było niespodzianką, bo zawsze była niska, ale nie mogłem zaprzeczyć, że wyrosła na piękność o idealnych kształtach.
Z trudem powstrzymałem się od głośnego przełknięcia śliny, gdy mój wzrok powędrował z jej twarzy na resztę ciała – piersi o idealnym rozmiarze, które, jak sądziłem, doskonale pasowałyby do moich dłoni. Byłem cholernie pewien, że nigdy nie miałbym ich dość. I te biodra, które kołysały się uwodzicielsko. Byłem niemal pewien, że nie robiła tego celowo. Taka była po prostu natura jej ruchów, ale na sam ten widok coś drgnęło w moich spodniach.
Odegnałem te myśli i przybrałem maskę obojętności. Nawet jeśli jej wygląd mnie oszołomił, nie dałem tego po sobie poznać. Musiałem jednak toczyć nieustanną walkę z moim wilkiem, próbując go poskromić. Na moją twarz wypłynął grymas irytacji i zanim się spostrzegłem, Elowen stała już przede mną.
— Alfa Zarek. — Jej słodki głos przywrócił mnie do rzeczywistości.
Czy ona żuła gumę? Poważnie? Trzymałem się z dala od kobiet żujących gumę. Przypominały mi te wszystkie dziewczyny, które próbowały dobierać mi się do spodni, gdy tylko pojawiałem się w mieście. Musiała zauważyć mój skrzywiony wyraz twarzy, bo odezwała się sarkastycznie:
— Czy będziemy tak stać w nieskończoność, czy mogę już iść do domu? Jeśli nie masz pojęcia, Zarek, przejechałam przez trzy stany, żeby się tu dostać. — Fuknęła, wydając z siebie poirytowane westchnienie.
— To Alfa Zarek, Elowen! — upomniał ją Torin, po czym spojrzał na mnie. — Moje przeprosiny, Alfo. Elowen jest po prostu zmęczona i jeśli pozwolisz, możemy wrócić jutro, kiedy odpocznie i odzyska jasność umysłu.
Zauważyłem, jak przewraca oczami na słowa brata, krzyżując ramiona na piersi. Miała na sobie dopasowaną białą koszulkę, a ten gest tylko bardziej podkreślił jej biust.
— Nie musisz się zrywać, żeby mnie bronić, Torin. Nie mam już dwunastu lat. — Westchnęła, po czym dodała: — Przepraszam, Alfo. Jestem po prostu zmęczona i nie mam pojęcia, dlaczego tu stoję, a ty milczysz. Chcę się tylko położyć i odpocząć. — Mówiąc to, unikała mojego wzroku, ale wciąż wyczuwałem jej poirytowanie.
Zwróciłem się do mojego Gammy z furią w oczach. — Nie powiedziałeś jej, dlaczego ma się ze mną widzieć?
Torin podrapał się po głowie, patrząc na mnie przepraszająco. — Wyleciało mi to z głowy, Alfo. Zajęliśmy się rozmową i nim się spostrzegłem, byliśmy już pod domem watahy.
Następnie Torin pochylił głowę w geście uległości.
Skinąłem głową, przyjmując wyjaśnienie, po czym odwróciłem się do nich plecami. — W porządku. Elowen, chodź za mną do gabinetu.
Odszedłem, nie oglądając się, by sprawdzić, czy idzie za mną. Usłyszałem jeszcze, jak Torin mówi jej, że poczeka na zewnątrz, a potem do moich uszu dobiegł dźwięk drobnych, miarowych kroków. Przeszedłem na koniec korytarza i otworzyłem drzwi, zostawiając je otwarte. Usiadłem w fotelu, czekając, aż wejdzie.
Zamknęła za sobą drzwi, gdy wskazałem jej krzesło przed biurkiem. Usiadła, ale żadne z nas nie wypowiedziało ani słowa. Trwaliśmy w ciszy przez chwilę, aż w końcu ona ją przerwała.
— Więc... po co tu jestem? — zapytała z uniesioną brwią.
Elowen była tą samą starą Elowen. Nie potrafiła milczeć, choćby od tego zależało jej życie.
















