ELOWEN
Bawiłam się nerwowo palcami, stojąc obok mojej ciężarówki, którą dostałam od wujka Gideona. To był stary Wrangler w kolorze rdzy, którym jeździłam od szesnastego roku życia.
Torin zaproponował, że odbierze mnie z najbliższej stacji kolejowej, ale odmówiłam zostawienia samochodu. Mogłabym sama dojechać na terytorium, gdybym tylko znała drogę. Jednak z uwagi na to, że terytorium otaczały gęste lasy i góry, GPS nie działał tam najlepiej, więc nie miałam wyboru – musiałam pozwolić Torinowi po mnie wyjechać i jechać za jego autem.
Powiedzieć, że byłam zdenerwowana, to mało. Myślę, że po prostu się bałam. I nie miałam pojęcia dlaczego. Zapewne z powodu świadomości, że po pięciu latach w końcu wracam.
Pięć lat, pięć długich lat. Przebywałam wśród ludzi tak długo, że niemal zapomniałam, jak to jest żyć w wataszy.
Jak zareagują na mój widok? Czy mnie zaakceptują? Czy w ogóle kogoś to obchodzi?
Prychnęłam sarkastycznie. A dlaczego mnie miałoby to obchodzić? Ta wataha porzuciła mnie, gdy najbardziej ich potrzebowałam. Przypomniałam sobie raz jeszcze, że jestem tu tylko dlatego, że muszę. Wyjadę zaraz po przemianie i wątpię, bym kiedykolwiek jeszcze postawiła nogę na tym terenie.
— Elowen! — wyrwałam się z zamyślenia, słysząc swoje imię. Odwróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam mojego przystojnego brata z szerokim, powitalnym uśmiechem na twarzy.
Jeśli był ktoś, kogo naprawdę chciałam zobaczyć, to właśnie Torina. Przez ostatnie pięć lat nigdy nie przestał do mnie dzwonić i próbować przekonać mnie do powrotu. Odpokutował swoje milczenie, dbając o to, bym dostawała prezenty i kartki przy każdej ważnej okazji.
Odwiedzał mnie od czasu do czasu, choć stało się to rzadsze, gdy objął stanowisko Gammy. To on również przypominał mi o nadchodzącej przemianie i groził, że mnie porwie, jeśli nie zjawię się na kilka dni przed pełnią.
Torin otworzył ramiona i zanim się obejrzałam, już biegłam w jego stronę, pozwalając mu zamknąć się w ciepłym uścisku. Choć tak bardzo nie chciałam tu być, nie mogłam zaprzeczyć, że tęskniłam za bratem.
— Torin! — zapłakałam cicho, chowając twarz w jego piersi i wdychając jego zapach. Minęło tyle czasu, że niemal zapomniałam, jak pachnie i jak ten zapach irytował mnie kiedyś, gdy dusił mnie w swoich „niedźwiedzich” uściskach. Teraz nie mogłam się nim nasycić. — Tak tęskniłam! — bełkotałam, wciąż mocno się go trzymając.
— Elowen, moja słodka mała Ellie, ja też tęskniłem, skarbie! — odpowiedział Torin, ściskając mnie mocno.
Udałam odruch wymiotny na dźwięk słowa „skarbie”. Klepnęłam go lekko w pierś i odsunęłam się. — Przestań tak do mnie mówić, to nie brzmi dobrze. Jestem na to za stara!
Wybuchnął serdecznym śmiechem, po czym znów mnie przytulił. — Wiesz, że dla mnie zawsze będziesz moją Ellie? Nawet jak się zestarzejemy i nie będziemy mogli już ustać na nogach.
Wysunęłam się z uścisku i położyłam ręce na biodrach, unosząc filuternie brew. — Przestań się mazać, Gammo! To do ciebie nie pasuje. A teraz zabierz mnie do domu, umieram z głodu!
Położył rękę na sercu i ukłonił się przede mną. — Do usług, księżniczko. A teraz pakuj tyłek do mojego wozu, Silas odprowadzi twoją ciężarówkę pod dom. — Odwrócił się i dał znak drugiemu mężczyźnie, by zajął się moim autem. Dopiero wtedy zauważyłam, że nie byliśmy sami.
— Miło cię poznać, Silas. Jestem Elowen! Dbaj o moje maleństwo! — zawołałam i pomachałam mu, zanim zdążył zamknąć drzwi samochodu.
Usłyszałam, jak znów je otwiera, po czym zachichotał i powiedział: — Miło cię znów widzieć, Elowen!
Spojrzałam na Torina zdezorientowana, gdy wsiadaliśmy do jego auta.
— Nie spodziewam się, że będziesz pamiętać wszystkich sprzed wyjazdu. Miałaś tylko dwanaście lat. — Przepuścił mnie na miejsce pasażera, po czym obszedł samochód. — Ale oni cię pamiętają. Tę małą dziewczynkę, która zawsze uciekała po podkradnięciu mamie wypieków. Wszyscy musieli cię szukać, bo inaczej mama nic by nam nie dała. — Zachichotał, siadając za kierownicą, a wspomnienia o mamie zalały moje myśli.
— Tęsknię za mamą — odezwałam się, zapinając pas i unikając jego wzroku.
— Tak, ja też — odpowiedział niemal niesłyszalnym głosem, odpalając silnik.
Nienawidziłam tego tematu. Próbowałam wyprzeć wszystkie emocje związane ze stratą mamy, więc skierowałam rozmowę na inne tory. — A więc Gamma, co? Jak to jest? Powiedz mi, co mnie ominęło. — Odwróciłam się do niego, by pokazać entuzjazm, czekając na odpowiedź.
Uśmiechnął się i zaczął opowiadać mi o szczegółach. Rozmawialiśmy głównie o nim i o tacie, oraz o tym, że Torin do tej pory nie znalazł swojej partnerki. Dowiedziałam się też, że gdy tylko skończył osiemnaście lat, został rzucony na stanowisko Gammy, ramię w ramię z Betą Bramem. To było dwa lata temu.
Poprzedni Beta i Gamma ustąpili, gdy Alfa Zarek skończył dwadzieścia lat, a wybrani przez niego następcy osiągnęli pełnoletność i przeszli pierwszą przemianę.
Wilki zazwyczaj zmieniają się podczas ostatniej pełni przed osiemnastymi urodzinami, ale Alfa Zarek był inny. On przeszedł przemianę przed czternastymi urodzinami. Linia Alfy zazwyczaj zmienia się w wieku piętnastu lub szesnastu lat. Z jakiegoś nieznanego powodu on zrobił to wcześniej, co utwierdziło jego dziadka w decyzji, by zostawić watahę pod jego opieką, zamiast oddawać ją w ręce jego lekkomyślnego ojca.
— A Zarek? Jaki jest? Dobrym jest Alfą? — zapytałam.
Mój brat zmrużył oczy i pokręcił głową. — Alfa. To Alfa Zarek. Lepiej się nie kompromituj i nie nazywaj go Zar. Mówimy tak do niego, kiedy jesteśmy sami, ale przy wataszy to Alfa Zarek. Potrafi być oschły, jeśli poczuje brak szacunku. A ostatnią rzeczą, jakiej chcę, to żeby cię upokorzył przed stadem.
Westchnęłam, zanim odpowiedziałam: — Czyli się zmienił.
— Ludzie się zmieniają, Elowen. Nie możesz oczekiwać, że będzie tym samym siedemnastolatkiem, którego zostawiłaś. Widział i dźwigał na barkach zbyt wiele, nie mając ojca, który by go poprowadził — tłumaczył dalej.
— Tak jak ja, ja też nie miałam ojca, który by mnie poprowadził.
Torin nie spodziewał się takiej riposty, sądząc po ciężkim westchnieniu, które z siebie wydał. — Przepraszam, Elowen. Naprawdę przepraszam. Nie byłem dość silny, by powstrzymać tatę przed odesłaniem cię. Żałuję, że tego nie zrobiłem.
Usłyszałam w jego głosie taką szczerość, że nie mogłam pozwolić mu czuć się winnym. Położyłam dłoń na jego ręce trzymającej drążek zmiany biegów i posłałam mu ciepły uśmiech. — Rozmawialiśmy już o tym. To nie była twoja wina, Torin. Miałeś tylko piętnaście lat. Co mogłeś wiedzieć o wychowywaniu dwunastolatki? A poza tym, nie wyszłam na tym najgorzej, prawda?
— W ogólnym rozrachunku, może i nie. — Na jego twarzy pojawił się sarkastyczny uśmiech.
Uderzyłam go w ramię, wybuchając śmiechem. — Jak możesz?! Co ze mną nie tak?
— Ha! Nic! — uśmiechnął się niezręcznie, drapiąc się po głowie. — Po prostu słyszałem parę rzeczy od wujka Gida. Nic, co chciałbyś usłyszeć jako brat, i nic, co...
Zasłoniłam uszy dłońmi i przekrzyczałam go. — Przestań, Torin! Nie wierz wujkowi Gidowi. Jest zbyt surowy. Nie miałam nawet chłopaka! Randkowałam, ale to wszystko! — próbowałam się bronić.
Roześmiał się, przyciągając mnie jedną ręką do bocznego uścisku. — Bez względu na to, co mówił, Ellie, i tak cię kocham.
Zmierzyłam go wzrokiem, krzyżując ramiona na piersi. — Jak mogłeś w to uwierzyć? Przecież wiesz, że mama zawsze powtarzała mi, by szanować więź partnerstwa.
Torin uniósł brew i rzucił mi szybkie spojrzenie. — Oszczędzasz się dla partnera, co?
Poczułam, jak moje policzki płoną z zażenowania. To nie był temat, którym chciało się dzielić z bratem.
— Nie jestem taka jak ty. Ty męska dziwko! — odparowałam, po czym z mojego gardła wydobył się perlisty śmiech. On też się zaśmiał, ale nie drążył już tematu.
A potem jego radosny nastrój nagle spoważniał. — Prawie jesteśmy. Przygotuj się.
















