TORIN
Po zakończeniu spotkania starszyzna wraz z byłym Betą, Gammą i ich partnerkami opuściła salę, zostawiając mnie samego z Alfą Zarekiem i Betą Bramem.
Bram i ja tylko wymieniliśmy spojrzenia, czekając, aż Alfa przerwie ciszę. Nie odważyliśmy się wyrazić opinii, dopóki o nią nie poprosił, bo obaj wiedzieliśmy, że to dla niego drażliwy temat.
Po dłuższej chwili milczenia Alfa odchrząknął i uniósł wzrok, przenosząc go z mnie na swojego Betę i z powrotem.
— Szczerze mówiąc, nie mam nic do powiedzenia. — Skrzywił się. — Czy możecie, do jasnej cholery, znaleźć w końcu swoje partnerki, żebym nie musiał bawić się w te gierki z Luną?
Zacisnąłem usta w wąską linię, próbując ocenić wagę jego słów, zanim całe pomieszczenie wybuchło salwą śmiechu. Alfa Zarek kręcił głową, śmiejąc się w głos. Po chwili dołączył do niego Bram, a po sekundzie i ja śmiałem się razem z nimi. Poczułem ulgę, że Alfa podszedł do tego z większym dystansem, niż się spodziewałem.
— Nieźle mnie nastraszyłeś, stary! Myślałem, że wydasz nam rozkaz Alfy, żebyśmy natychmiast wytrzasnęli skądś partnerki — zauważył Bram, po czym spoważniał. — Ale tak na serio, masz jakieś plany? Nie zlekceważysz tego, prawda?
Spojrzałem na Alfę, próbując wyczytać coś z jego twarzy, ale jak zwykle, gdy tylko radosny nastrój minął, przybrał swój nieprzenikniony wyraz. — Nie mogę tego zrobić Odette i Valerii. Mają rację, i tak wymagam od nich zbyt wiele. Nie wiem tylko, jak podejść do dziewczyny i powiedzieć jej, że zostanie Wybraną Luną mojej watahy. — Westchnął, po czym wstał. — To nie jest tak proste jak znalezienie przypadkowej laski na szybki numerek.
Jedną z rzeczy, które cenię w naszej trójce, jest to, że możemy mówić to, co myślimy, bez zbędnego owijania w bawełnę.
— Powinieneś jednak wziąć pod uwagę, że Luna, którą wybierzesz, powinna być kimś, kogo widok obok siebie każdego ranka będziesz w stanie znieść. Mam nadzieję, że trafisz właściwie, stary! — powiedziałem, gdy nagle w mojej pamięci błysnął obraz jego i mojej siostry przytulających się przy torze biegowym. Im szybciej znajdzie Lunę, tym szybciej będzie trzymał się z daleka od Elowen.
— Na dziś kończymy. Przemyślę to sobie wieczorem. Możecie iść zajmować się swoimi sprawami. — Odprawił nas, po czym podszedł do okna i zaczął wpatrywać się w widok na zewnątrz.
— Alfo, czy przemyślałeś kwestię swojej przeznaczonej? Czy to nadal wykluczone? Możemy pojeździć po watahach w tej strefie i rozejrzeć się, czy jej tam nie ma. Trwa teraz sezon i większość watah organizuje z tego powodu bale. Za kilka miesięcy jest też Bal Naznaczenia, tak na wypadek, gdybyśmy jej nie znaleźli — dodałem, zanim wstałem z miejsca.
— Pomyśl o tym, Zarek. To twoja przeznaczona powinna rządzić u twego boku — kontynuował Bram, wciąż siedząc.
Alfa odwrócił się od okna, marszcząc brwi z rękami w kieszeniach. — Rozważę Bal Naznaczenia. — Odpowiedział krótko, ignorując całkowicie uwagi moje i Brama o przeznaczonej.
Z westchnieniem porażki spojrzałem na Brama i dałem mu znak, by wyszedł ze mną.
— My już pójdziemy, Alfo — potwierdził Bram, a my skłoniliśmy głowy z szacunkiem. Alfa tylko skinął głową i nie powiedział nic więcej, zanim wyszliśmy.
Gdy tylko opuściliśmy salę, pożegnałem się z Bramem i ruszyłem do domu. Choć chciałem jeszcze pomyśleć o problemie z Luną, miałem na głowie inne sprawy.
Jutro jest pełnia i jeśli wszystko pójdzie dobrze, Elowen przejdzie przemianę. Jeszcze nie omówiłem z nią tego, co musi jutro zrobić. Dlatego tak bardzo spieszyłem się dzisiaj do domu. Musiałem z nią porozmawiać.
Gdy tylko wszedłem, machnąłem ręką ojcu i poszedłem prosto na górę do pokoju Elowen.
— Wejdź — odpowiedziała moja siostra po kilku uderzeniach w drzwi.
Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Elowen siedziała na podłodze, malując paznokcie u stóp na czerwono.
— Hej, Ellie! Szykujesz się na jutro? — zapytałem żartobliwie, siadając obok niej.
Uśmiechnęła się do mnie promiennie, po czym wróciła do malowania. — Tak, właśnie się zastanawiałam, czy mój wilk też będzie miał czerwone paznokcie, jak się już zmienię. — Zachichotała, ale ten śmiech brzmiał na wymuszony. Wydawała się zdenerwowana. — Torin, czy po przemianie będę mogła poczuć zapach swojego partnera?
— Jeszcze nie. Tak jak ci mówiłem wcześniej, poczujesz go dopiero, gdy skończysz osiemnaście lat. Nie myśl teraz o partnerze, musisz skupić się na przemianie.
Po prostu wzięła głęboki oddech i skinęła głową.
— Boisz się? — zapytałem, próbując napotkać jej wzrok.
Skinęła głową, nie patrząc na mnie. — Myślisz, że mi się uda? Że przemiana przebiegnie normalnie?
— Oczywiście. Nie myśl o tym za dużo. Pełnia osiągnie szczyt jutro około 19:55, ale zgaduję, że zaczniesz czuć objawy około szóstej. Przemiana może nastąpić w dowolnym momencie od tej godziny do szczytu pełni. Ale ani się obejrzysz, a będziesz pędzić na czterech łapach. To najwspanialsze uczucie na świecie! — Próbowałem przelać na nią swój entuzjazm.
Podniosła wzrok i znów się do mnie uśmiechnęła. — Będziesz tam, prawda?
Rozczochrałem jej włosy i przyciągnąłem do siebie, by ją uściskać. — Nie przegapiłbym tego, Ellie. Mam trening do szóstej wieczorem, ale pisz do mnie w każdej chwili, gdy tylko zaczniesz czuć ból. Wtedy cię odbiorę. Wolałbym, żebyś przemieniła się na terenach leśnych. W pewnym sensie staniesz się wtedy jednością z naturą.
— Dzięki, Torin. — Skinęła głową i nałożyła lakier na ostatni niemalowany paznokieć.
— Przy okazji, co się dzieje między tobą a Zarekiem? — zapytałem, próbując ukryć irytację w głosie.
Gwałtownie podniosła głowę, marszcząc nos. — Co między mną a Zarekiem? Nic. O czym ty myślisz?
Wzruszyłem tylko ramionami i wyciągnąłem nogi, opierając dłonie o podłogę za plecami. — Widziałem, jak ściskacie się na torze, jakbyście byli parą. Po prostu nie spodobało mi się to.
— Nic nie robiliśmy, to był tylko uścisk na powitanie — fuknęła.
— Skoro tak mówisz. Po prostu uważaj, Elowen. Jakiekolwiek dziecięce zauroczenie do niego czułaś, odpuść je sobie. Tylko się zranisz, zwłaszcza teraz.
— Co masz na myśli, mówiąc „zwłaszcza teraz”? — zapytała z uniesioną brwią.
Spojrzałem na nią, gdy zaczęła zbierać przybory do pedicure z podłogi i chować je do etui. — Właśnie skończyliśmy spotkanie ze starszyzną. Chcą, żeby wybrał Lunę, wiedząc, że on nie ma zamiaru szukać swojej przeznaczonej. Po prostu nie chcę, żebyś robiła sobie nadzieję i skończyła ze złamanym sercem.
Westchnęła, po czym przechyliła głowę i spojrzała na mnie z uśmiechem. — Ooo, to urocze z twojej strony, Torin. Ale nie martw się, nie patrzę na Zareka w ten sposób. Jest dla mnie jak brat.
Skinąłem głową, po czym wstałem i pomogłem jej się podnieść, zamykając ją w uścisku. — Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy. Twój partner wciąż gdzieś tam jest. Nie ma pośpiechu.
Zachichotała, opierając głowę na mojej piersi. — Mam nadzieję, że znajdę go, zanim będę tak stara jak ty.
— No i mnie dopadłaś! — Zaśmiałem się i ucałowałem ją w czoło. — Ale dość tych żartów. Musisz iść spać. Będziesz potrzebować całej swojej energii jutro podczas przemiany.
















