Sekretne zbawienie przeklętego króla

Sekretne zbawienie przeklętego króla

Autor: Victoria Sayer

4: Król Alfa
Autor: Victoria Sayer
17 maj 2026
– ZAŁÓŻ KAPTUR – rozkaz Caelana przeciął powietrze, sprawiając, że Vaelith drgnęła, gdy kierowali się do głównego wejścia do pałacu. Lyraxis, która tuliła się do niego blisko, posłała jej drwiący uśmiech, wbijając wzrok w rude, falowane włosy opadające na plecy Vaelith. – Chcemy po prostu uniknąć niepotrzebnego zwracania uwagi na twój wygląd – głos Lyraxis ociekał kpiną, a jej uśmiech się poszerzył. – Biorąc pod uwagę podobieństwo naszych włosów i oczu, byłoby dość żenujące, gdyby ktokolwiek kwestionował twoją autentyczność, zwłaszcza w murach pałacu, nie sądzisz? Vaelith po prostu odpowiedziała spokojnym uśmiechem, sięgając po kaptur płaszcza, by naciągnąć go na głowę, tak jak chcieli. – Rozumiem – powiedziała z wymownym uśmiechem, w pełni świadoma, że jej posłuszeństwo działa im na nerwy. Bez względu na to, jak trudne czy upokarzające było zadanie, Vaelith zawsze wykonywała ich rozkazy bez cienia protestu. Wiedziała, że próbują ją sprowokować, ale odmawiała im satysfakcji z zobaczenia jej reakcji. – My wejdziemy pierwsi – wtrąciła Luna Sylvana, biorąc Alfę Voriana za rękę, gdy pełni gracji ruszyli w stronę schodów. Nocny wiatr przybrał na sile, sprawiając, że liście drzew na zewnątrz zaszeleściły i zawirowały swobodnie, gdy tamci zniknęli z pola widzenia. Kiedy zapadła cisza, powietrze stało się gęste i duszne, jakby całą trójkę otoczyła mgła. – Upewnij się, że spełniasz każdą prośbę Lyraxis i nawet nie myśl o tym, żeby się wyróżniać – ostrzegł Caelan, taksując Vaelith zimnym wzrokiem od stóp do głów. Mimo prostego stroju i płaszcza, jej uroda wciąż przyciągała jego oko, ku jego irytacji. Zacisnął szczękę, zbity z tropu jej niezachwianym spojrzeniem i uśmiechem błąkającym się na jej ustach. – Tak, młody panie – odpowiedziała posłusznie, sprawiając, że Caelan zmarszczył brwi, po czym chwycił Lyraxis w talii i ruszył dalej. Vaelith westchnęła i patrzyła, jak odchodzą, niewzruszona ich traktowaniem po trzech miesiącach nieustannych udręk. Nauczyła się odpuszczać wszelkie uczucia, jakie kiedyś żywiła do Caelana; w końcu wszystko to było fasadą, a ona nie miała powodu, by trzymać się złudzeń. Teraz skupiała się wyłącznie na przetrwaniu, wiedząc, że jej życie jest w niebezpieczeństwie. – Wow – westchnęła Vaelith z zachwytem, patrząc na wielką salę, trzykrotnie większą od tej w Rubicant. Przestrzeń wypełniali goście, z różnych instrumentów płynęła muzyka, a dekoracje zdobiące każdy kąt tworzyły zapierający dech w piersiach widok. To przywołało wspomnienia miejsca, które widziała jako dziecko. – Przynieś mi wody – żądanie Lyraxis wyrwało Vaelith z zadumy, skłaniając ją do spojrzenia na nią i natychmiastowego działania. Szybko wzięła szklankę wody ze stołu z poczęstunkiem i odwróciła się, by odkryć, że nie ma ich już w tłumie. Zdezorientowana Vaelith rozejrzała się po sali, szukając ich wśród tętniących życiem gości. Przy tak wielu ludziach dostrzeżenie ich było jak szukanie igły w stogu siana. – Gdzie oni mogli zniknąć? – zastanawiała się w milczeniu, zaintrygowana. Nagle dostrzegła Lyraxis wchodzącą na drugie piętro, kierującą się w stronę balkonu. Bez namysłu Vaelith sprawnie przemknęła przez tłum, a intuicja nakazywała jej przyspieszyć kroku. Gdy zbliżyła się do drzwi prowadzących na balkon, za którymi zniknęła Lyraxis, Vaelith delikatnie wyjrzała zza zasłon i ujrzała ją z tajemniczym mężczyzną. – Czy ta trucizna jest tak silna, jak twierdzisz, tato? – zapytała Lyraxis, sprawiając, że oczy Vaelith rozszerzyły się z przerażenia. Wzmianka o truciźnie zmroziła jej krew w żyłach, wskazując, że Lyraxis mówi poważnie. – Oczywiście – zapewnił pewnie beta watahy Argentis. – Jedna kropla i po ofierze nie ma śladu. Złowieszczy uśmiech pojawił się na twarzy Lyraxis, gdy przyglądała się małej buteleczce w swoich dłoniach, po czym dyskretnie wsunęła ją do torebki. – Ale kto jest tym nieszczęsnym celem? – zapytał beta z nutą ciekawości, uważnie obserwując Lyraxis. – Czy to ta sierota? – Nie... To Alfa Vorian – odpowiedziała bez chwili wahania Lyraxis, zostawiając osłupiałą Vaelith, która podsłuchiwała ich rozmowę z bezpiecznej odległości. – Wrobię tę wywłokę i upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Gdy tylko Caelan zostanie Alfą, ja zostanę Luną i wreszcie pozbędę się tego szkodnika, Vaelith. Plan idealny, nie sądzisz? Złowieszczy chichot wydobył się z ust bety, przyprawiając Vaelith o dreszcze. Szybko i cicho wycofała się, zanim mogli wykryć jej obecność; serce waliło jej w piersi, a ręce drżały z niepokoju. Biorąc głęboki oddech dla uspokojenia, opanowała nerwy i wróciła do stołu, odstawiając szklankę wody, którą cały czas trzymała. – Co ty wyrabiasz? Gdzie jest Lyraxis? – Głos Caelana sprawił, że Vaelith drgnęła. Odwróciła się do niego, napotykając jego poważne spojrzenie. W gardle urosła jej gula, gdy przygryzła wargę, próbując zebrać myśli. Wyjawić prawdę czy nie? To pytanie kołatało się w głowie Vaelith, gdy rozważała to, co usłyszała. Ale kogo ona oszukiwała? Nie było szans, by wziął ją na poważnie. Gdy gorączkowo myślała nad wyjściem z tej patowej sytuacji, nadbiegła Lyraxis, zarzucając ramiona na szyję Caelana. – Co tu się dzieje? – pytanie Lyraxis zawisło w powietrzu, ale wzrok Vaelith powędrował do torebki w jej dłoni. – Próbujesz oczarować mojego partnerka? – W żadnym wypadku – odparowała Vaelith, ale zanim mogła wyjaśnić cokolwiek więcej, potężny głos rozbrzmiał w wielkiej sali, ogłaszając przybycie Króla Alfy. Wszystkie oczy zwróciły się ku schodom, gdy pojawił się Król, otoczony przez dwóch suwerennych strażników i betę. Nastąpiły ukłony i zapadła cisza, gdy zasiadł na wspaniałym tronie u stóp schodów. Serce Vaelith biło szybko, gdy przyglądała się Królowi, a jego obecność wywoływała dreszcze. Jego długie czarne włosy były spięte z tyłu, a pojedyncze pasma opadały na ramiona. Mimo maski zakrywającej górną połowę twarzy, wiedziała, że plotki o jego potwornym wyglądzie były tylko przesadą wynikającą ze strachu przed jego reputacją – znany był przecież jako przeklęty i bezwzględny. – Nie mam czasu do stracenia – oświadczył, a jego głos przeszył ich do szpiku kości. – Wszyscy wiemy, że to moja trzecia próba wybrania Królowej Luny. W tym roku, zamiast przechodzić przez cały ten uciążliwy proces szukania kandydatki, po prostu wybiorę spośród zdjęć niezwiązanych wilczyc. Beta podał mu zdjęcia, a przez salę przeszedł szmer. Wilczyce, prawdopodobnie przyciągnięte na bankiet przez swoich Alfów, drżały ze strachu, a ich twarze pobladły. Każda z nich po cichu modliła się do Bogini Księżyca, by nie zostać wybraną przez Króla Alfy. Gdy Valkor, Król, tasował zdjęcia niczym talię kart, wzrok Vaelith przeniósł się na torebkę Lyraxis. Z każdym oddechem jej umysł się oczyszczał, a w spojrzeniu zapłonęła determinacja. Wiedziała, że nawet jeśli uda jej się uniknąć wrobienia dzisiejszej nocy, Lyraxis nie spocznie, dopóki się jej nie pozbędzie. Z watahą Argentis za plecami nie przestaną, dopóki Vaelith nie zniknie na dobre. To było pewne. I tak, wiedziona desperacką potrzebą jak najszybszej ucieczki z watahy Rubicant, podniosła rękę, a jej oczy płonęły determinacją, gdy wstrzymała oddech. – Ja się zgłaszam, Wasza Wysokość – oświadczyła śmiało, a jej głos rozbrzmiał z niezachwianą pewnością. Wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę, w tym oczy Caelana, który wyglądał, jakby zobaczył ducha. – Co ty wyprawiasz? – syknął przez zaciśnięte zęby, ale Vaelith po prostu posłała mu wyzywające spojrzenie, po czym pewnym krokiem ruszyła w stronę Króla Alfy. Goście zaczęli szeptać między sobą, rozstępując się, by zrobić jej przejście, ale suwerenni strażnicy zagrodzili jej drogę. W powietrzu zawisło podejrzenie – nie tylko dlatego, że miała na sobie płaszcz, ale także dlatego, że nikt nigdy wcześniej nie zgłosił się w ten sposób. – Masz tupet, młoda damo – głos Valkora zadudnił złowieszczo, gdy oparł się w fotelu, kładąc policzek na knykciach. – Zdejmij kaptur. – Co ty robisz? – głos Nyx rozbrzmiał w umyśle Vaelith, kwestionując jej zmysły, ale ona nie zwracała na to uwagi. Powoli odrzuciła kaptur, odsłaniając swoje ognistorude włosy, i bez mrugnięcia okiem napotkała spojrzenie Króla Alfy. Serce jej waliło, zagłuszając szepty gości za plecami. – Dobry wieczór, Królu Alfo. Jestem Vaelith z watahy Rubicant – przywitała się z godnością i wdziękiem, wywołując uśmiech u Valkora. Jego oczy mignęły w stronę Lyraxis, która wzdrygnęła się, po czym wróciły do Vaelith, a na jego ustach pojawił się przebiegły uśmieszek. – Ach, więc to ty jesteś tą rzekomą przyszłą Luną Rubicant, którą zastąpiono inną wilczycą – zadumał się Valkor, uważnie studiując Vaelith. – Jaki masz motyw, by zgłaszać się na ochotnika? – Czy życzy pan sobie, bym mówiła prawdę, Wasza Wysokość? – zapytała, blokując spojrzenie z Valkorem w sposób, który go zaskoczył. Strach zazwyczaj powstrzymywał każdego przed patrzeniem w jego czerwone oczy, ale Vaelith zdawała się tym niewzruszona. Jej śmiałość wzbudziła jego zainteresowanie, ale z nieznanych przyczyn także go zirytowała. Vaelith zauważyła niezadowolenie na jego twarzy i wzięła głęboki oddech, hartując się w duchu przed intensywnym spojrzeniem Króla Alfy. W tej chwili wielka sala zdawała się wstrzymać oddech, powietrze było ciężkie od napięcia i wyczekiwania. Za przyzwalającym skinieniem głowy Valkora Vaelith kontynuowała, a jej głos był pewny, choć podszyty nutą desperacji. – Ponieważ nikt inny nie chce zostać twoją Luną, tylko ja – przyznała, a jej ogniste spojrzenie splotło się z jego, sprawiając, że goście poruszyli się niespokojnie, a przez salę przetoczyła się fala szeptów. Wilczyce z różnych watah patrzyły z mieszaniną podziwu i strachu, a ich wzrok krążył między Vaelith a Królem Alfą, niepewne finału. – Więc proszę, uczyń mnie swoją Królową Luną. – Głos Vaelith zadudnił, gdy dodała: – Obiecuję, że będę ci pomagać w twoich obowiązkach, udowadniając jednocześnie, że jestem godna bycia twoją partnerką.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki